prod. Grok
prod. Grok
Gandalf Iławecki Gandalf Iławecki
24
BLOG

Ćwiartkowanie etatu: jak uratować pracę na prowincji?

Gandalf Iławecki Gandalf Iławecki Polityka Obserwuj notkę 6
Wolisz płacić za bezczynność czy dopłacić do ludzkiej godności? Zamiast trzymać tysiące ludzi w pułapce bezrobocia, czas przestać bać się matematyki i zaryzykować model państwa, które włącza, zamiast wykluczać. Przeczytaj, dlaczego pocięcie jednego etatu na cztery części może uratować prowincję przed zapaścią.
„Gdy państwo woli płacić człowiekowi za to, że stoi z założonymi rękami, niż dołożyć do jego wysiłku, moralność publiczna zaczyna przypominać zardzewiałą maszynę, która na litość nie ma już ani kropli oliwy.”

 Gdy w gabinetach wielkich korporacji trwa narada nad optymalizacją zysków i algorytmami sztucznej inteligencji, w miejscowościach, gdzie stopa bezrobocia przebija pułap wskaźników dwucyfrowych takich jak Górowo Iławeckie czas mierzy się zupełnie inną miarą: miarą desperacji i cichych powrotów z niczym. Oto przed nami stoi genialna w swej bezwzględności matematyka polskiego rynku pracy. Koszt jednego pełnego etatu na płacy minimalnej to dla pracodawcy około 5.790 złotych. Ale gdyby tak… pójść na bakier z korporacyjną sztampą i rozbić tę samą fortunę na cztery osoby pracujące na symboliczną jedną czwartą etatu? Wychodzi około 5.670 złotych, a bonusowo zyskujemy amortyzację ryzyka: jeśli Kowalski skręci kostkę, zakład nie staje w płomieniach, bo w odwodzie wciąż czuwa Nowak, Zielińska i Wójcik.

Zasiłek za bezczynność czy grosz za godność? Anatomia społeczna ćwiartkowania etatów na prowincji


 Z psychologicznego punktu widzenia mówimy tu o potężnym leku na społeczny letarg. Pułapka płacy minimalnej w Polsce przypomina ruchome piaski – im mocniej się szarpiesz, tym głębiej grzęźniesz. Jednak ćwiartkowanie etatu to dla tysięcy ludzi na wsiach nie tylko skrawek papieru z urzędu pracy, ale przede wszystkim zachowanie zdolności kredytowej – choćby mikroskopijnej – i co najważniejsze, biletu powrotnego do społecznego obiegu. Z punktu widzenia psychologii tłumu i socjologii pracy, człowiek bezrobotny z wyboru systemu staje się jednostką wyalienowaną. Z kolei człowiek zatrudniony choćby na ułamek etatu odzyskuje podmiotowość.

 Oczywiście, ten model nie jest magiczną różdżką, lecz bolesnym przyznaniem się do porażki tradycyjnego liberalizmu gospodarczego. Wymaga on gigantycznej odwagi lokalnych samorządów oraz spółdzielni socjalnych i – co kluczowe – zgody na to, aby państwo dopłaciło do struktury zatrudnienia. Jak mawiają klasyczni myśliciele społecznej nauki Kościoła oraz współczesnej socjaldemokracji, praca nie jest wyłącznie towarem na giełdzie, lecz fundamentem ludzkiej godności. Zamiast realizować chrześcijańskie czy uniwersalne aksjomaty solidarności w czynie, wolimy trzymać ludzi na garnuszku opieki społecznej, karmiąc ich jałmużną za bezczynność.

 To idealny poligon dla idei „Cittaslow w praktyce” – miasta dobrego życia, gdzie miarą sukcesu nie jest wysokość słupka w Excelu, lecz fakt, że nikt nie został w tyle. Państwo jako pracodawca ostatniej instancji musiałoby tu zaakceptować wyższe koszty organizacyjne w zamian za bezcenny kapitał społeczny. Bo jeśli wolimy płacić za to, aby Polak patrzył w ścianę i czekał na ostatnie dni miesiąca, to znaczy, że nasza moralność publiczna skurczyła się do rozmiarów biurka urzędnika wypłacającego zasiłki.


Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że urzędnicy tak bardzo boją się eksperymentów z ułamkami etatów, jakby obawiali się, że podzielony na cztery części pracownik nagle zacznie pracować z czterema prędkościami naraz. Prawda jest jednak taka, że państwo woli płacić obywatelowi za święty spokój na kanapie, niż dopłacić mu do taczek, którymi sam spróbuje wyjechać z bezrobocia. W końcu święty spokój budżetowy jest bezcenny – zwłaszcza gdy płacą za niego ci, których w ogóle nie słychać.


| rynek pracy | prowincja | spółdzielni socjalna | płaca minimalna | wykluczenie |

Co zyskuje czytelnik:

  • Poznaje nowatorskie i pragmatyczne spojrzenie na walkę z bezrobociem na prowincji (koncepcja ćwiartkowania etatów).
  • Otrzymuje pogłębioną refleksję socjologiczno-psychologiczną na temat kosztów społecznych ludzkiej bezczynności.
  • Zyskuje argumenty w dyskusji o odpowiedzialności samorządów oraz idei państwa opiekuńczego realizującego model „Cittaslow”.


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj6 Obserwuj notkę

Łączę lokalne zakorzenienie w Górowie Iławeckim (pruskie pogranicze Natangii, 12 km na północ od Warmii) z uniwersalnym przesłaniem związanym z ikoniczną postacią Gandalfa, ma to podkreślać zarówno symboliczny jak etyczny charakter działalności. To forma budowania mojej tożsamości, która działa aktywnie na rzecz swojej małej ojczyzny, a jednocześnie aspiruję do roli świadka obserwowanej rzeczywistości...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka