Walka o Traktat Lizboński i spory wśród polityków sprawiły, że parlament przestał działać. Płacimy podatki na 560 deputowanych w obu izbach. Zdecydowanie zbyt wielka ilość biurokracji. Każdy parlamentarzysta ma opłacone do tego biuro poselskie, sekretarki (cokolwiek by robiły), podróże „służbowe”. Ta biurokratyczna machina zazwyczaj nigdy nie zarabiała pieniędzy w biznesie. Mamy demokrację i do sejmu dostają się również ludzie przypadkowi, którzy nie mają pojęcia o ekonomii, stosunkach międzynarodowych, czy prawie. Trafiają tam, by nacisnąć przycisk i odebrać dietę. Co z tym zrobić?
W 2008 roku ministrowie wydali około setki różnych rozporządzeń dotyczących biurokracji typu Głównego Inspektora Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, czyli mówiąc w retoryce keynsowskiej regulatora rynku. Przegłosowano 4 ustawy: Budżet, zmianę ustawy o ABW, o finansowaniu przedsięwzięć unijnych, oraz zmianę ustaw o ratownictwie medycznym i o telekomunikacji dostosowująca prawo polskie do wprowadzenia jednolitego numeru alarmowego 112. Nihil novi w naszym parlamencie. Mamy stabilną koalicję rządową, która nie potrafi przepuścić żadnych ustaw. Laptop służbowy Zbigniewa Zbiory, awantura o traktat, czy kłótnie z prezydentem są tylko zasłoną prawdziwego wizerunku rządu. Ekipa Platformy Obywatelskiej ciągnęła swój elektorat do walki przeciw Prawu i Sprawiedliwości na bazie obalenia Kaczyńskich. Większość wyborców PO mówi „Ja nie mam sprecyzowanych poglądów, ale głosuję na Platformę, bo nienawidzę Kaczorów”. POlak jest najlepszy w opozycji. Ta partia świetnie markuje swoje nieróbstwo. Brak ustaw przeprowadzanych przez sejm i senat oznacza, że te organy państwa są niepotrzebne do jego funkcjonowania. Wielu może mi zarzucić, że przeczę liberalnej zasadzie przejrzystości prawa.
Otóż nie, ponieważ parlament ma kompetencje znoszenia ustaw, które są niepotrzebne do funkcjonowania państwa. Cytuję Zbigniewa Chlebowskiego: „To dobrze, że nie zmieniamy ustaw, ponieważ prawo jest stałe”. Państwa upadają, bo bankrutują. Przy tym stałym prawie za niedługo do tego dojdzie. Cała kampania wyborcza stała się populistyczną obłudą. PO przez pewien czas wysuwa swój sztandarowy program: podatek proporcjonalny. Rezygnuje z niego, ponieważ „to jest niewykonalne w polskiej gospodarce”. Porównując roczny dorobek większości sejmowej PO-PSL dodam jeszcze przykład PiS: podczas jednego posiedzenia potrafiono przegłosować zmiany 3 ustaw.
Powodem niesprawnej pracy władzy ustawodawczej jest zbytnie zbiurokratyzowanie urzędu. Skład parlamentu ustala kilka osób. Miejsca na listach nie są darmowe. Jedyna alternatywa to radykalne cięcie miejsc w sejmie do 101 i do senatu 33. Sejm wybierany w 101 jednomandatowych okręgach wyborczych, a izba wyższa stworzona podobnie jak niemiecki Bundesrat. Z każdego województwa po 2 senatorów w JOW-ach wybieranych. Warszawa osobnym okręgiem wyborczym. Prace nad likwidacjami ustaw przebiegałyby sprawniej. Poza tym JOW to poddanie weryfikacji posła przez wyborców. Obywatel ma wtedy możliwość bezpośredniego wyboru człowieka sprawdzonego, który przysłużył się pracą dla dobra Ojczyzny. Prawo do głosu powinni mieć ludzie, którzy płacą podatek dochodowy. Ponad władzą ustawodawczą stoi król o szerokim zakresie władzy nadanym przez konstytucję.
Wprowadzając przejrzysty system władzy ustawodawczej i wykonawczej znosząc urząd premiera i prezydenta państwo staje się odbiurokratyzowane. Za tym idzie większa sprawność działania organów. Czy w Polsce jest to możliwe? Nie. Polacy są zbyt czerwonym narodem na takie zmiany.
44
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)