Natknąłem się ostatnio na dwa artykuły na temat stopy bezrobocia – jedne dane przedstawiały Polskę, drugie Japonię. Pierwszy artykuł mówił, że bezrobocie w Polsce od lipca do września wynosić ma 11 proc. Drugi natomiast, że stopa bezrobocia w Japonii niespodziewanie wzrosła z 3,5 proc. do 3,7 proc. W zasadzie można by pomyśleć: co tu porównywać…
I naszła mnie refleksja: pomimo wyjazdów ludzi z kraju, nadal nie wpływa to znacząco na stopę bezrobocia w Polsce. To przerażające, że ta liczba jest taka, mimo że uwzględnia ten procent Polaków, który już wybył z naszego kraju.
Weźmy na warsztat Niemcy, poziom bezrobocia należy do jednego z najniższych w Europie i w lipcu 2014 roku wynosił 6,7 proc. Do tego dochodzi naprawdę spory zasiłek dla bezrobotnych (w sumie nawet 2 tys. euro). W 2015 r. Niemcy nie będą musieli zaciągać nowych długów na finansowanie bieżącej działalności. Przykład tego kraju pokazuje, że polityka oszczędności wcale nie musi zadusić wzrostu gospodarczego. Jednak oszczędności są bolesne i wymagają samodyscypliny, ciężko je przeprowadzić nie tylko w Polsce.
Rynek pracy w Polsce nadal kwiczy z bólu. Pomijając większe miasta (chociaż i one nie są gwarancją godziwych zarobków) w Polsce nie zmienia się nic w kwestii ilości miejsc pracy. Zasadniczo wpływa to na wszystkie dziedziny naszego życia. Młodzi ludzie wyjeżdżają, specjaliści po studiach wyjeżdżają, a ich potencjał będzie wykorzystywany gdzieś indziej. U nas na pewno niewielu z nich zostałoby docenionych.
Przykro na to patrzeć. Dlaczego nie potrafimy się uczyć na błędach i czerpać to co dobre z miejsc, gdzie ewidentnie się udało?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)