Pisałem ostatnio o rolnikach, że idą w ślady górników i jak mogliśmy obserwować ostatnio - faktycznie poszli. Wczoraj jakże spektakularne ‘natarcie’ na Warszawę w trudach i znojach (szczególnie tych alkoholowych). I tak sobie myślę, że czemu winni są mieszkańcy Warszawy, że im się to robi. Co chwilę jakieś blokady, nieprzejezdne drogi, korki, tyle stresu… i po co to wszystko? Żeby kolejne grupy społeczne pomyślały sobie „o, to może teraz my zróbmy protest, może coś ugramy” (słyszałem już o pielęgniarkach...). Naprawdę nie zdziwi mnie, kiedy pojawią się jakieś badania czy sondaże, które będą pokazywać jak bardzo mieszkańcy Warszawy niecierpią górników, rolników, pielęgniarek itd… Przykre jest to, że tak naprawdę na tym ucierpią i Ci bogu ducha winni rolnicy na wsiach, i górnicy, których los jest przedmiotem przepychanki między ZZ a rządem.
Protestujących natomiast jak zawsze można zobaczyć lekko zawianych, ale dobrze bawiących się, bo w sumie to atrakcja taki ‘wypad’* (niejednokrotnie widziałem przy różnych ministerstwach namioty i te sceny z muzyką – impreza na całego). Uważam, że to po prostu krzywdzące dla całej reszty ludzi, którzy faktycznie chcieliby zmiany, ale przy okazji może nie koniecznie być na językach całej Polski (w tak negatywnym sensie).
*najlepsze było gdy związki zawodowe zjeżdżały się do WWy (sam już nie wiem po co) - autokary zatrzymujące się wszędzie, tworzące gigantyczne korki, panowie sikający po krzakach - bezcenne.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)