Potrzeby instrumentalne to narzędzia: od jedzenia po estetykę ubioru. Mają sens wtedy, gdy są oszczędne — robią swoje i odchodzą. Ich wartość epistemiczna jest niska, choć instrumentalna wysoka: utrzymują ciało, pozwalają myśleć. Kto umie je zorganizować efektywnie — zasługuje na szacunek praktyczny. Jednak nie na kult!!!
Idee epistemiczne to ciężki sprzęt myślenia: matematyka, metafizyka, fizyka, długie, nudne eksperymenty. Ich zwrot jest długi, wymagania surowe, ale nagroda trwała. To one budują cywilizacyjny kapitał, który przetrwa wszystkie mody.
Problem zaczyna się, gdy instrument przestaje być narzędziem, a staje się celem. Tak dzieje się ze światem dzisiejszych celebrytów medialnych.
To, by człowieka godnie pochować i ładny nagrobek mu zrobić jest ważne. Jednak budowanie mu piramidy to gruba przesada!
Świat celebrytów to piramida Egipcjan: nie grobowiec, lecz świątynia atencji. Zasoby napływają, praca się mnoży, rytuał rośnie. I robi się trwałe formaty telewizyjne, sieciówki, granty marketingowe — nie dlatego, że to ma wartość ontologiczną, ale dlatego, że dobrze się sprzedaje.
To o czym piszę to nie trywialna krytyka stylu — to kwestia alokacji zasobów. Każda złotówka i każda godzina wydana na produkcję spektaklu ładnych (coraz częściej dziwnych, zaskakujących, oburzających) ubrań to potencjalnie złotówka i godzina, które nie poszły na uniwersytet, laboratorium, zakon, bibliotekę. Gdy społeczeństwo nagradza nagrobki żywych bardziej niż odkrycia przyrody czy ekspansję wszechświata, mamy problem. Nie chodzi o potępianie rozrywki — tylko o to, by narzędzie nie zjadło celu.
Starożytni Egipcjanie stworzyli genialne technologie i budowle, które poszły na marne. Włożyli cholernie dużo wysiłku w piramidy, które do niczego nie służą. Dzisiejszy przemysł mody, celebrytów, trywialnych filmików i walk Fame MMA to takie same piramidy — działalność jałowa, marnotrawna. Równie dobrze można rozbudować do monstrualnych rozmiarów zawody w pluciu na odległość czy sikaniu do morza — to wartość na tym samym poziomie co chuda modelka na wybiegu dziwnie ubrana. A jak dużo włożyć w marketing, to się na tym tyle samo zarobi.
Dlatego kompletnie nie poważam i nie interesuję się imperium Heidi Klum, ale bardzo cenię wszystkich, z którymi rozmawia Maciej Kawecki. Da mnie Heidi Klum to Tutenchamon, a wy wszyscy, którzy ją znacie i cenicie, jesteście niewolnikami budującymi piramidę, w której ją pochowacie.
__________________
Recenzje sześciu piosenek <- poprzednia notka
następna notka -> Detektory AI
__________________
Tagi: gps65, celebryci, media


Komentarze
Pokaż komentarze (2)