Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
141 obserwujących
1720 notek
2178k odsłon
  3061   0

Motywy katastrofy smoleńskiej

Dwa tygodnie po katastrofie smoleńskiej napisałem notkę, w której zaproponowałem hipotezę terrorystyczną (kto chce zrozumieć sens tej mojej obecnej notki powinien zrozumieć tamtą moją hipotezę) wyjaśniającą motywy przeprowadzenia zamachu - jeśli to w ogóle był zamach, a nie wypadek. No bo jeśli to był wypadek, to motywów szukać nie trzeba. Rozwinąłem to tu: „A jednak zamach!”.
Minęły dwa lata i nadal moja hipoteza jest najbardziej prawdopodobna - moim zdaniem najlepiej tłumaczy dlaczego w ogóle ktoś dokonał tego zamachu. Inne teorie zamachowe zakładają tylko dwóch winnych: Tuska i/lub Putina.
Moim zdaniem ewidentnie nie mieli oni żadnych powodów, by przedsięwziąć aż tak drastyczne, ryzykowne i kosztowne środki by osiągnąć jakiekolwiek swoje cele. Współczesna Polska nie jest wcale tak silna i znacząca, by trzeba było przeciw nam robić zamachy, które są ewenementem w skali światowej. My wcale nie byliśmy wtedy, i nadal nie jesteśmy, tak groźni i politycznie, i militarnie, dla kogokolwiek, że trzeba było nam zabić prezydenta, dowódców wszystkich rodzajów naszych wojsk i innych najważniejszych przedstawicieli naszych elit politycznych.
Zginęli ludzie i to jest wielka strata – dla naszego narodu, dla ich rodzin, dla tego, co robili. Ale na siłę (czy raczej słabość) polityczną i militarną Polski to miało wpływ minimalny. Tak jak byliśmy przedmiotem, a nie podmiotem, polityki międzynarodowej, tak nadal jesteśmy. Tak jak beznadziejne, niewolnicze i zaborcze było państwo, które nas okupuje, tak nadal takim jest.
To państwo się nie zmieniło po katastrofie smoleńskiej, nie zmieniła się jego pozycja międzynarodowa. Jak było słabe na zewnątrz oraz głupie i szkodliwe wewnątrz, tak nim pozostało. Ten zamach nic politycznie czy militarnie nie zmienił, mimo, że nigdy w historii świata nic podobnego, bardziej tragicznego, dziwnego i niespotykanego się nie zdarzyło.
Tusk albo Putin musieliby być kompletnymi idiotami politycznymi, by dokonać tak straszliwej zbrodni po to, by nic specjalnego nie osiągnąć, by nie dokonać jakiegokolwiek przełomu - by się w istocie nic nie zmieniło. Dziś, po dwóch latach, widać to wyraźniej. Nic się nie zmieniło!
Oczywiście nie ma już szans na to, byśmy się dowiedzieli prawdy o tej katastrofie - uzasadniłem to już kiedyś tu: „Gdzie jest liść”.
Póki co wśród zwolenników teorii zamachowej przeważa teoria dwóch wybuchów. Zwolennicy nieszczęśliwego wypadku obalają to tak, że nie ma sensu badać tego, czy tam nastąpił jakiś wybuch, czy nie, bo i tak tego samolotu w tej mgle być nie powinno. Piloci są winni tego, że się tam w ogóle samolot znalazł - gdyby się nie znalazł, to by nie został zestrzelony.
Moja hipoteza godzi obie strony, a jednocześnie najlepiej tłumaczy motywy. Terroryści wcale nie musieli mieć perfekcyjnego planu zestrzelenia samolotu naszego prezydenta akurat wtedy. Piloci popełnili błąd, że się wpakowali we mgłę, a terroryści to wykorzystali. Ci zamachowcy mogli szykować proste, prymitywne metody zestrzelenia - nie na to konkretne lądowanie, ale na wiele lądowań – i mogli czyhać na sprzyjające okoliczności częściej! A akurat wtedy się sprzyjające okoliczności przytrafiły. Tam mógł stać i czekać na te okoliczności jeden terrorysta w samochodzie z jakimś ręcznym miotaczem rakiet – i taki sam, albo nawet ten sam, mógł czekać przy każdym lądowaniu naszego prezydenta i wszystkich innych prezydentów państw ościennych należących do NATO.
Ten zamach nie musiał być perfekcyjnie zaplanowany – mógł być tani i nastawiony na jednoprocentową szansę. Perfekcyjny i dokładny był plan wysadzenia tego pogrzebu, na którym byłby Obama i inni przywódcy państw natowskich. Ale wulkan przeszkodził…
 
Grzegorz GPS Świderski

Stronność cz.2 <- poprzednia notka
następna notka -> Zabawa

 

Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka