Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
119 obserwujących
1447 notek
1829k odsłon
669 odsłon

"Marynarz" na Pajęczej

Wykop Skomentuj20
Napisałem kiedyś notkę, że: żeglarstwo jest sarmackie. Tymczasem wczoraj byłem na ognisku na Wyspie Pajęczej na Śniardwach i miałem przygodę, która zmusza mnie do sprecyzowania tego, co napisałem o sarmackim charakterze żeglarstwa. Bo ktoś, kto miewa podobne przygody na Mazurach mógłby pomyśleć, że moja notka wspiera, propaguje i wywyższa bandycki charakter żeglarstwa szuwarowo-bagiennego.

Rejs <- poprzedni odcinek

Przypominam, że sarmacki charakter żeglarstwa polega na tym, że im żeglarz ma większe doświadczenie, im więcej odbył rejsów, im więcej miał przygód, tym jest lepszy. Tak samo lepszym Sarmatą był ten, kto więcej wojen przeżył, więcej bitew odbył czy wysłużył się wyższego stopnia wojskowego.
Żeglarze, tak jak dawni Sarmaci, spotykają się wieczorami przy ogniskach i snują morskie opowieści. Chcą się wywyższyć tymi opowieściami pokazując jakie mają doświadczenie i ile przeżyli. Tym okazują to, że są lepsi od innych. To jest słuszne i mądre. To nie jest czysty snobizm, bo to ma duże znaczenie praktyczne (pomijam znaczenie związane z tym, że takie opowieści służą wabieniu płci przeciwnej, bo to oczywiste). Dzięki opowiadaniu przygód żeglarskie doświadczenie trafia nie tylko do tych, którzy je przeżyli, ale też do wielu innych żeglarzy. Różne dziwne i trudne sytuacje się potem analizuje i dyskutuje o nich. Często się je też oczywiście podkoloryzuje, coś się doda, coś przekręci, albo opowie historie zasłyszaną, a nie przeżytą osobiście. To nie ma znaczenia. Nawet historie przeinaczone są ważne i zwiększają doświadczenie. Bo ważna jest ich rzetelna, żeglarska analiza. A taka analiza będzie pożyteczna nawet, gdy przeanalizujemy historię całkowicie zmyśloną.
Jeśli ktoś opowiada coś o jakimś akwenie, porcie, zatoce, cieśninie, rzece, obszarze i zmyśla, albo przeinacza układ tego miejsca, mówiąc o dziwnych zdarzeniach i niebezpieczeństwach tam występujących, to i tak taka opowieść jest wartościowa, bo każe nam lepiej przestudiować locje tego miejsca, gdy się tam kiedyś znajdziemy. Jeśli krążą legendy, że w jakimś miejscu grasuje smok morski, to będąc w tym miejscu wzmożemy czujność - a to zawsze jest pożyteczne. Jeśli ktoś nam opowie jak mu spadł maszt na łeb, bo źle przetyczkę na sztagu zamontował, to nawet jak zmyśli, to efekt jest tak, że będziemy lepiej starać się przy zakładaniu przetyczki wiedząc, że może to skutkować nawet śmiercią.
Więc snucie opowieści o tym gdzie to się było, jakie akweny zwiedziło, jakie się miało przygody, na ilu rejsach się było, ile mil morskich przebyło itd…, w celu wykazania swej wyższości jest jak najbardziej słuszne i mądre. Jest sarmackie. To jest dobry snobizm.
Otóż wczoraj na Pajęczej miałem taką przygodę: siedzimy sobie przy ognisku, są pijackie śpiewy, są różne wesołe akcje i opowieści, jedni przychodzą inni odchodzą. Ogólnie jest fajnie i wesoło.
Przy okazji dygresja: przyszła pijana ekipa z jednego z jachtów i zaczęli ryczeć swoje piosenki – a ponieważ żadnej dokładnie nie znali, to śpiewali „sto lat” i różne takie przyśpiewki. Ja to oczywiście popieram. Śpiewanie, a nawet ryczenie, jest jak najbardziej wartościowe. W każdej formie i postaci. Tu jest naukowe wyjaśnienie tych kwestii: Śmiech, śpiew i plotki. No i wreszcie się im to znudziło i jeden mówi: „ale drętwa impreza, wracamy na jacht”. No tego to nie popieram! Sami zrobili imprezę i uznali ją za drętwą!
Moim zdaniem było wesoło, a nie drętwo. Ale potem po jakiejś wymianie zdań doszło do takiej sytuacji, że jeden z siedzących „marynarzy” pyta mnie: „a na morzu byłeś?”. Mówię, że byłem. „A od ilu lat pływasz?”. Mówię, że od trzydziestu (trochę zaokrągliłem, bo na Śniardwach pływam od 35 lat, a na morzu od 32). Widać, że jakoś to go zabodło, uraziło jego dumę. No to mówię, że nie, że się pomyliłem, że od dwudziestu. Widać, że się nie uspokoił, więc zszedłem do dziesięciu. Nie wytrzymał, wziął butelkę w rękę i idzie mnie zabić klnąc i wygrażając. Uraziłem jego marynarską dumę, bo on na morzu spędził kilka lat. By mnie zabił, gdyby nie to, że zacząłem go przepraszać, powiedziałem, że nigdy na morzu nie byłem, a na Śniardwach jestem pierwszy raz. Trochę się uspokoił, co pozwoliło mi wstać i udać się do łódki. Momentalnie odwiązałem cumy, wybrałem kotwicę i odpłynąłem. Ja byłem sam z żoną i dziećmi, a ich było trzech. Nawet jakbym się jakoś obronił przed tym „marynarzem”, to zabiliby mnie jego kumple.
Na szczęście zacumowałem tak, by łatwo było odejść. To jest morał mojej opowieści: zawsze cumujcie tak, by się dało momentalnie wyjść na wodę nawet w środku nocy. Może zagrozi Wam jakiś pijany „marynarz”, a może inne okoliczności zmuszą do wyjścia.
Po chwili spokojnie dopłynąłem do Niedźwiedziego Rogu (co po nocy nie jest łatwe, bo bardzo trudno odnaleźć wejście w trzcinach) i poszliśmy spać. Co tam się dalej działo nie wiem – może ten „marynarz” zabił kogoś innego, kto mu powiedział, że pływa po morzu dłużej niż on?
Otóż to zachowanie tego „marynarza” nie było sarmackie. Różne awantury i bijatyki oczywiście sarmackie są, ale w jakichś ważnych sprawach – na przykład w obronie honoru obrażonej kobiety, czy urażonej dumy narodowej. Ten „marynarz”, żadnej opowieści nie opowiedział, niczym się nie pochwalił, swoich doświadczeń nie ujawnił. On żądał szacunku, bo twierdził, że kilka lat pływał po morzu. I wiedział co to kompas i busola. I znał „wiatry” – bajdewind, półwiatr, baksztag i fordewind. I wiedział, że z Wisły na Mazury nie płynie się przez tamę w Dębe.
Nie wszystkie awantury, pijatyki, ogniska i biesiady są sarmackie. Nie wszystkie żeglarskie spotkania sarmacką tradycję podtrzymują. Żeglarze, tak jak Sarmaci, są Panami Braćmi, są środowiskiem, które się wspiera i nawzajem sobie pomaga. Żeglarz zawsze pomoże innemu w potrzebie. Wyciągnie z wody albo pożyczy szekle czy weźmie na hol. Opowie historię i wspomoże dobrą radą. Może się w słowach i czynach wywyższy. Może się uzna za lepszego od innych, bo opłynął Horn. Ale nigdy nie będzie drugiego żeglarza chciał zabić za domniemane wywyższanie się. Każdy żeglarz wie co to są morskie opowieści. Żaden żaglarz nie będzie bił innego za żadne opowieści. Może „marynarze” to inny gatunek – może oni się za byle co zabijają. Nie o takich mi chodziło, gdy pisałem, że są Sarmatami.
Wczoraj na Pajęczej spotkałem pseudożeglarzy, obciachowców, którzy na szlachetne miano żeglarza nie zasługują. Oni sarmackich tradycji nie podtrzymują. Dodam, że to byli warszawiacy. Ale pewnie w istocie byli pseudowarszawiakami, jak większość warszawiaków.
 
Grzegorz GPS Świderski

następny odcinek -> Wolność na morzach i oceanach

Czy istnieją zwierzęta geje? <- poprzednia notka
następna notka -> Cztery punkty na Ziemi

 

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości