Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1819 notek
2299k odsłon
  1181   0

Likwidowanie miejsc pracy

Historia świata, to historia likwidowania jednych miejsc pracy i tworzenia innych. Nie ma już prawie dorożkarzy - ale są taksówkarze. Kiedyś wszyscy ludzie na świecie byli zbieraczami i myśliwymi, a potem wszyscy stali się rolnikami. Dziś myśliwi to tylko hobbyści, a rolnicy stanowią niewielki odsetek społeczeństwa. Likwidacja milionów miejsc pracy dla myśliwego i rolnika nie spowodowała jakichś specjalnych problemów społecznych, bo powstały miejsca pracy, których w ogóle nie było jeszcze dwieście lat temu - na przykład operatora filmowego, kierowcy wózka widłowego, prezenterki telewizyjnej czy programisty. Jedyne miejsce pracy, które istnieje od zawsze, to prostytutka.

Jest życie po śmierci <- poprzednia część


Na początku rewolucji przemysłowej w Anglii powstał radykalny ruch społeczny - luddyzm. Luddyści ostrzegali, że maszyny tkackie i dalsze wynalazki pozbawią miliony ludzi pracy, co spotęguje biedę i bezrobocie. Dlatego niszczyli te maszyny.

Współcześnie też mamy luddystów, tylko mniej zorganizowanych. Zaryzykowałbym twierdzenie, że większość ludzi to neoluddyści. No bo każdy człowiek, który nie przemyślał problemu, a takich jest większość, zgodzi się, że robotyzacja spowoduje likwidację miejsc pracy. Roboty zastąpią nie tylko rolników, ale i operatorów, prezenterki i programistów. A dmuchane lale będą tak realistyczne, że zastąpią prostytutki. Ludzie nie będą musieli nic robić, bo wszystko zrobią roboty. Zapanuje totalne bezrobocie. Tak większość myśli.
Dlatego proponuję to przemyśleć. Już kiedyś o tym pisałem: "Bezrobocie nie istnieje" - uzasadniałem tam, że bezrobocie to skutek działania państwa. Na wolnym rynku, w całkowicie wolnościowym kraju, bezrobocie nie istnieje - każdy znajdzie sobie źródło utrzymania. Argumentowałem, że pracy nigdy nie zabraknie, bo nawet jeśli znikną wszystkie dzisiejsze miejsca pracy, to nigdy nie zniknie przemysł rozrywkowy, który powstał jakieś sto lat temu i od tego czasu gigantycznie się rozwinął - i może się rozwijać w nieskończoność.
Chciałbym to rozwinąć. Otóż przemysł rozrywkowy nie tylko zwiększa liczbę miejsc pracy, ale odtwarza wszystkie miejsca pracy, które kiedykolwiek istniały, a zanikły. Do tego służą wirtualne gry społecznościowe typu Simsy, czy Second Life. Te gry symulują prawdziwe życie - nie tylko dzisiejsze, ale przeszłe. Takich gier jest wiele - symulują handel, ligi piłkarskie, potyczki militarne, gwiezdne imperia etc. Gry są sieciowe, grają jedni ludzie z innymi - to nie są rozgrywki człowieka z komputerem - w jedną taką grę potrafi grać setki tysięcy ludzi. Ale te gry to nie tylko strata czasu i pieniędzy - w tych wirtualnych światach można zarabiać! Zarabia się w wirtualnej walucie danej gry, ale można ją wymieniać na walutę prawdziwą, z realnego świata. Są ludzie, którzy grają w te gry nie dla przyjemności, ale zawodowo - zarabiają nie na grze, ale w grze. To już się dzieje. Piszę jak jest.
To się śmiało może rozwijać. Napiszę więc jak mogłoby być. Taki neoluddysta będzie sobie żył w realnym świecie, w którym wszystko będzie robione przez roboty, w którym wszystko będzie bardzo tanie, a zarabiać będzie na to w wirtualnym świecie symulującym początek XIX wieku - świecie, który zaprogramował wirtualny programista, czyli inny program. Będzie siedział przy komputerze i będzie ręcznie tkał sukna, a po robocie będzie niszczył maszyny tkackie. Być może będzie tylko machał dżojstikiem, a być może dostanie wirtualne rękawice i będzie musiał naprawdę wykonywać ruchy tkacza. A taksówkarz, który stracił pracę, bo samochody będą same jeździły, będzie woził tego tkacza dorożką. A system gry zadba o to, by nowe wynalazki w tym wirtualnym świecie nie powstawały. Oni zarobią na tej ręcznej pracy w grze, wymienią wirtualną walutę na realną, i kupią sobie milion razy więcej prawdziwego sukna robionego przez roboty i przejadą milion razy więcej kilometrów samolotem bez pilota.
Zwolennik diety paleolitycznej nazbiera sobie ręcznie korzonków w grze symulującej czasy paleolitu i wymieni to na milion razy więcej realnych korzonków, które nazbierał robot w realnym paleolitycznym rezerwacie. Takich realnych rezerwatów będzie wielokroć więcej niż teraz, bo ludzie będą mieszkać w dużo gęściej upakowanych miastach, bo swoje rządze terytorialne zaspokoją w wirtualnym świecie symulującym bezludną wyspę - a zarobią na tym tak, że będą publikować filmiki na YouTubie z tego samotnego życia.
Jednym słowem - przeludnienie i bezrobocie nam nie grozi. Jeśli wszystko będą robić roboty, to te roboty bez problemów przekształcą Marsa tak, by mógł tam zamieszkać człowiek, który zarobi na to nowe mieszkanie na Marsie jako wirtualny pilot naddźwiękowego wahadłowca zajmujący się międzygalaktycznym przemytem, albo jako wirtualny robotnik na Pandorze wydobywający unobtanium. Przekształcenie Marsa w Ziemie to będzie bardzo dużo roboty - realnej, nie wirtualnej. Roboty na pewno nie zabraknie nigdy.
 
Grzegorz GPS Świderski

Następna część -> Nowa ontyczność przedmiotów


PS. Filmowa ilustracja notki:

Referenda <- poprzednia notka
następna notka -> Korporacje

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale