Będzie o wojnie.
To w wojnie uczestniczą najlepsi synowie narodów. Weźmy takiego Güntera Grassa. Za młodu uganiał się z karabinem za podludźmi, zafascynowany ideami krwi, honoru, rasy i munduru. Nie piszę zaraz "strzelał do podludzi", bo zapewne nie pozwolił mu na to wrodzony szacunek do wszelkiego stworzenia domowego i polnego, nawet najlichszego. No a potem pogłębił swą refleksję i został wybitnym antyfaszystą.
Warto było.
W ogóle druga wojna światowa była przynajmniej dla Polski korzystna – bo gdyby nie ona, to byśmy na przemian mieli rządy sanacji i endecji; czy może być większy horror?
Ale ja tu oczywistości sadzę, wojna jest dobra, zdrowa i pożyteczna, przecież wszyscy to wiedzą. Niestety! Jakoś, cholera, w tej części Europy dawno nie było wojny. Ale natura nie znosi próżni. Lud zaczyna przejawiać nerwowe reakcje.
Stąd – ersatze. Że futbol, że czynna polityka – to wymyślono już dawno. Ale te sporty nie dla wszystkich. Poza tym – jak się człowiek chce naparzać (najlepiej, bo najfajniej, zespołowo), to musi zaraz pretekstu piłkarskiego szukać? To nudne, monotonne dlatego jaki kibol jest, każdy widzi. Polityka też nie dla wszystkich. I też nuda. I też – jaki polityk jest, każdy widzi (że nie szalik, tylko krawat? Phi!).
Dlatego wynaleziono internet, a w ramach jego np. blogi. Tu się można naparzać – pod przykrywką, więc bezpieczniej. Ale zwykle zespołowo. Przecież nie chodzi o to, żeby kogoś przekonać na argumenta, bo przekonać człowieka – istotę wolną, troszkę rozumną, dużo bardziej przewrotną – to cud, a cuda z definicji rzadkie są i nieprzewidywalne. Więc o co chodzi? Ano, żeby cisnąć efektownym bluzgiem, z bloga wyjść (ale zaraz z powrotem wejść), skrzywić się, wycedzić oryginalne szyderstwo... Tym łatwiejsze, że za to na pewno nie spadnie bezcenny kapitel ciała – głowa. Ani nic nie spadnie. Książęta naszych zmysłów nie wybrały wygnania. One wybrały magiel.
Jakie czasy, takie i wojny. Prowadzenie wojny to też kwestia smaku. Nie należy zaniedbywać nauki o pięknie.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)