To był czwartek, ładny słoneczny dzień 15 maja i bogato bajeczna okolica na przedmieściach Chicago. Dzisiaj późnym południem zostałem zaproszony na spotkanie wyborcze kandydata na stanowisko kongresmena U.S. w 8-ym dystrykcie w Illinois. Całodzienny czas pracy od 6 z rana dzisiaj dał się mi we znaki no, bo przecież w biznesie ma się kontakt z tak bardzo różnymi ludźmi i ich dziwacznymi charakterami. Największym utrapieniem w biznesie to jednak kontakt z klientem, a przecież już tyle lat a i przywykłem do tego. Wiem żebym jak najbardziej się starał i przedstawił najlepszą propozycje dla klienta to i tak to nie przejdzie, a trzeba liczyć się z tym, że jak ma wybór to wybierze najgorszą dla niego.
Późne popołudnie na ulicach sznur samochodów, a gdzie nie gdzie lokalne uliczne korki. Wiele razy zastanawiam się gdzie Ci ludzie jadą o każdej porze dania, nie uświadczysz drogi bez przemieszczających się samochodów. Mam takie wewnętrzne odczucie, że jednak przy tak wygórowanej cenie paliwa ponad $4 za galon U.S. ten ruch samochodowy, troche się osłabia.
Jadąc zawsze można pomyśleć, pomarzyć, ale tak naprawdę to chyba jestem szczęściarzem, że w ogóle tutaj jestem, bo i gdzie indziej znajdziesz takie drugie ludzkie miejsce na świecie. Wjeżdżam w obszar prywatnych posesji, to takie małe rancza. W Polsce powiedziałoby się dojechałeś do wiochy, ale nawet przy drodze ładnie skoszona trawa, ogrodzenia drewniane a za tzw. amerykańskim płotem gdzie pasą się wypieszczone konie, też ta trawa jest skoszona. Wszędzie panuje niesamowity porządek nic tutaj nie ma porzuconego o tak sobie, papierów, śmieci, itp. Za drzew wyłaniają się piękne domy, sztuczne stawy, prywatne lotniska, baseny i bóg wie, co jeszcze.
Wyjechałem trochę za wcześnie, bo i trudno wyczuć i przewidzieć uliczny trafik, chociaż korzystam w samochodzie z najnowszego GPS uwzględniającego uliczny ruch. Z zasady na spotkania nie spóźniam się. Mam trochę czasu w oddali piękny dom za przejrzystym ogrodzeniem pasą się beztrosko konie, a przy pięknej murowanej bramie wjazdowej do posesji dzieci pozostawiły rowery i widzę biegające dwa psy. Pomyślałem sobie mam jeszcze czas, więc zatrzymam się na poboczu. Wyszedłem z samochodu i sprawdzam reakcję psów, a one lecą do mnie i machają ogonami. W kilka chwil jakoś zapoznaliśmy się i wdzięczne pieski już tuliły się do mnie, a przecież mają pilnować posesji przed nieznajomymi. Tak przez chwilę pomyślałem, co to by było w Polsce, zapewne zagryziony by został na śmierć w kilka minut. Co kraj to obyczaj, do Polski ta cywilizacja ludzka i zwierzęca dociera z opóźnieniem, chociaż dobre i to, że dociera?
Do wyznaczonego miejsca spotkania mam tyko ok. 2 mil sygnalizuje mi GPS i już zaczynają się strzałki informujące o miejscu spotkania. Dojeżdżam do okazałej i bogato zdobionej wjazdowej bramy, no i po co taki ogromny wydatek przy drodze – tak sobie myślę. Jadę już prywatną drogą, która tylko jest przewidziana na szerokość jednego samochodu przez zalesiony teren. Hej, co to by było jak z naprzeciwka nadjedzie samochód, pomyślałem sobie. W oddali widzę pięknie położony dom nad sztucznym stawem, a wkoło masa drzew.
Podjeżdżam pod ten kilku milionowy obiekt i już czekają na mnie Latynosi z Valet Parking żeby odstawić mój samochód na specjalnie przygotowany parking na terenie posesji. Goście się zjeżdżają, a ok. dwudziestu chłopców w żółtych uniformach sprawnie uwija się w odstawianiu przyjeżdżających samochodów. Tak sobie myślę, mój mercedes blado wypadał na tle rzadko spotykanych marek wypasionych samochodów i limuzyn, ale ja tylko jestem emigrantem na dorobku.
Kopa zaproszonych gości no, bo przecież jestem na wsi, to zapewne reprezentacja kilku miliardów dolarów, jako elita biznesu i polityków. Przypominają mi się czasy nie tak odległej kampanii wyborczej w prawyborach z marca, którą prowadziłem dla demokratycznego kandydata ze środowiska polskiego w 6-tym dystrykcie Illinois na kongresmena U.S. w tym roku. Nauka jednak nie idzie w las i moje propozycje dla republikanów nie są takie złe jak jestem tutaj. Co to będzie dalej, myślę sobie?
Tak naprawdę znam jednego człowieka, który mnie rekomendował Michael Menis Chairman RJC Chicago Chapter i czy będzie miał czas dla mnie?
W pięknym i święcącym przepychem domu pana Dick Stephenson trwają zacięte dyskusje i przywitania. Trema chyba nigdy nie opuszcza człowieka jak znajdzie się w nieznanym sobie środowisku, a wszyscy wkoło robią wrażenie, że znają się. Michael wprowadził mnie i zapoznał, a jego widok pozwolił mi na bezpieczniejsze poczucie swojskiej atmosfery tam panującej.
Goście obsługiwani są przez młode dziewczęta z catering, które serwują przepyszne zakąski, w wielu przypadkach pytałem, co degustują żeby wiedzieć, co jem. W kilku wydzielonych miejscach serwuje się alkohol i drinki. Czerwone wino rozluźnia mi żyły i czuje ulgę.
Towarzystwo jak towarzystwo, ale zawsze są te w prześlicznych kreacjach na każdą okazje kobiety. Myślę, że wśród ich najlepiej się czuję, bo zawsze któraś mnie zaczepi, widząc dziwaka samotnika. Tym razem też tak było, od kobiet dowiedziałem się o wszystkich zaproszonych osobistościach i poznałem wiele ludzi. Większość zaproszonych gości w prywatnych grupkach dyskutuje i zapełnia przestrzeń wkoło basenu z rekreacyjnym budynkiem, który znajduje się z tyłu bajecznego domu na tle lasu. Basen na górce z dwoma posagami sprawiającymi wrażenie żywych Indian w otoczeniu drzew i krzewów sprawia niesamowite wrażenie. Miejsce na terenie basenu gdzie serwuje się drinki zalega grupka spragnionych, a starsi ludzie szukają miejsc do spoczynku pod parasolami. Z basenu w dole przed domem widoczny jest staw, w którym pływają białe łabędzie, od razu przypomniały mi się warszawskie łazienki z marca 2006 roku jak byłem w Polsce, a później z błota musiałem czyścić buty.
Dobra muzyka i mały tłumek gości nad oświetlonym dnem basenu dobrze wkomponowuje się w zapadający wieczorny zmrok na zewnątrz. Panie w wyskokowych kreacjach nie muszą się martwić, że na zewnątrz robi się zimno, bowiem przestrzeń wkoło basenu jest podgrzewana i czuje się to ciepło w powietrzu. Angielska budka telefoniczna (czerwony kolor) na terenie basenu ładnie prezentuje się na tle zielonego lasu i tej zadbanej w koło trawy i w kwadracik przystrzyżonych krzewów.
Wśród tłumku gości buszuje fotograf i nie może odgonić się od chętnych do pamiątkowych zdjęć, ale tym razem nie pozwoliłem sobie na zdjęcie $2,500.00 donacja na kampanie wyborczą.
Czas upływa w przyjaznej atmosferze ludzie wymieniają się swoimi biznesowymi kartkami. Kandydat na Kongresmena U.S. Steve Greenberg (37 lat) z każdym stara się zamienić kilka słów, a jego piękna żona była gorącym obiektem zainteresowania płci męskiej.
Dzisiejszego wieczoru takie osoby jak: Michael Steele - były z Maryland Lieutenant Governor, Bob Mayo i Dick Stephenson w publicznych wystąpieniach były głównymi wybijającymi się postaciami udzielającymi swojego poparcia dla kandydata Steve Greenberg. Spotkanie było gorącym poparciem moralnym i finansowym dla Steve, który zebrał podczas tego wieczoru $175,000.00 donacji na rzecz kampanii wyborczej. Pomyślałem sobie żebyśmy tyle kasy mieli (chociaż nawet połowę) na kampanie wyborczą naszego kandydata to swobodnie wygralibyśmy wśród kandydatów demokratycznych marcowe prawybory w 6-ym dystrykcie na stanowisko kongresmena U.S. w Illinois.
Podniecony nowymi znajomościami znaczących w biznesie ludzi w Illinois i z plikiem kart biznesowych oraz przyjemnymi wspomnieniami wróciłem do domu.
Po drodze podczas powrotnej jazdy miałem okazję trochę pomyśleć i pomarzyć. Ameryka, co ona dla naszej polskiej diaspory znaczy i czy naprawdę jesteśmy takimi nieudacznikami, że nie możemy się nigdzie przebić, a jakie mamy atuty. Naszym największym atutem na terenie Stanów Zjednoczonych jest to, że stanowimy diasporę ok. 10 milionów mieszkańców. Dobrze zorganizowana grupa nawet w jednej dziesiątej tej wielkości może dużo zdziałać, bo tutaj liczą się duże dobrze zorganizowane organizacje.
Natomiast naszą największą bezsilnością w polityce jest kultura polityczna na poziomie rynsztoku, to ta przywieziona wcześniej i obecnie z polski beznadziejność wiedzy na ten temat.
Podam wam przykład jak prowadziłem kampanie wyborczą w 6-tym dystrykcie na kongresmena U.S. w Illinois (ja republikanin i czynnie udzielający się dla tej partii, jeżdżący do Washington D.C.) robiłem to dla demokraty, bo przecież nasz rodak startował. Otrzymywaliśmy pogróżki pod adresem kandydata, że startuje jako demokrata od polaków przeciwników partii demokratycznej i byliśmy szykanowani. Były też głosy a po co się tam pchacie polityka to tylko dla amerykanów, kandydat nie ma odpowiedniego politycznego wykształcenia. Amerykanin polskiego pochodzenia skończył tutaj uniwersytet z wyróżnieniem, a na naukę musiał zarobić jeżdżąc ciężarówką. Potwierdzam, że na pewno nie miał silnego politycznego obycia no, bo i w jakiej polskiej politycznej organizacji miał je nabyć, jak istnieją tylko charytatywne i w dodatku nie miał zaplecza finansowego.
Opowiem wam o kandydacie na kongresmena U.S. w 8-ym dystrykcie w Illinois, którego wspieram kampanie wyborczą. Steve Greenberg to były dobrze zapowiadający się hokeista, a edukacje zakończył bez dyplomu ukończenia college. W prawyborach wydał $522,602 .00 żeby pokonać swoich przeciwników z partii republikańskiej Morris Kirk i Arnold Kenneth. Kontuzja, jakiej się nabawił Steve zaważyła o zakończeniu jego hokejowej przygody i poświęcił się biznesowi. Steve Greenberg to biznesmen sukcesu z Long Grove w stanie Illinois. W tzw. „small business” odniósł ogromny sukces, współwłaściciel familijnego biznesu. Sieć dystrybucji i 1, 000 sklepów powiększył do 5, 000 na terenie Stanów Zjednoczonych i za granicą. Znawca bolączek w biznesie i kreator tysięcy miejsc pracy, a także rodzinny opiekun i ojciec. Od 14 lat jest żonaty i ma trójkę dzieci Tyler (13 lat), Clair (11 lat) i Jack (8 lat), a od kilku lat jest trenerem lokalnej dziecięcej hokejowej drużyny z udziałem jego synów. Przedstawiłem dwóch kandydatów o jak różnych życiorysach i życiowej drodze.
Polityka jest sztuką czasem trzeba być artystą i wielu przypadkach świetnym życiowym aktorem, pieniądz i sława nie zawsze decydują o sukcesie. W wielu przypadkach liczy się zwykła kalkulacja i my w swojej kampanii wyborczej liczyliśmy na cyferki. Polski kandydat wygrywając prawybory miał szanse w dalszej części wygrać całe wybory w 6-tym dystrykcie, bo akurat dzisiaj jest taki trend wyborczy. Wyborcy z 6-go dystryktu na kongresmena U.S. w większości głosują na demokratów a jeszcze w 2004 roku była to relacja 55.8% za republikanami a 44.2% za demokratami i żaden kandydat demokratów nie miałby szans w tym okresie wygrać z republikaninem. Podkreślę tylko że w tym dystrykcie zamieszkuje 84,601 amerykanów polskiego pochodzenia na 654,549 co stanowi 12.9% uprawnionych do głosowania. W tym roku w marcu nasz kandydat w prawyborach otrzymał tylko 10,820 głosów i odpadł z wyścigu o kongresowy stołek.
Dziwicie się, że tutaj naszą narodowość lekceważą i tak samo was w Polsce, ale to my siebie sami załatwiamy a od innych domagamy się szacunku i podkreślamy naszą ważność. Przeraża mnie niski stopień inteligencji naszych rodaków tutaj i w Polsce, a ile byśmy mogli sobie pomóc tutaj pokojowo współpracując i dla kraju naszego urodzenia z wyniesionym ogromnym doświadczeniem z różnych części świata. Życie polityczne naszych rodaków sprowadza się na rodzinny grunt i domowe swady i kłótnie. Partie polityczne w Polsce zwalczają się i gotowe są sprzedać kraj (i zmienić Pana), aby zniszczyć rywala i dlatego dla korporacyjnego USA to jest dobry partner do rozgrywek jak im pasuje z Rosją i Europą.
Kraj, który już prawie 20 lat nie może wyleczyć się z przeszłości i gospodarczo stanąć na nogi to niby, dlaczego taki nieudacznik ma cokolwiek znaczyć w świecie, gdzie tylko liczą się silni gospodarczo, a nie trzeci świat. Nikt za was nie będzie nadstawiał własnej głowy jak nie zbudujecie tutaj silnego lobbyingu walczącego o wasze sprawy w Polsce, a będziecie tylko manipulowani i wykorzystywani, bo Polak to narwaniec niepotrafiący ocenić siły na zamiary, dlatego ta historia jest tak okrutna i przeżarta niepodległościową goryczą.
Biznesy polskie tutaj sporadycznie współpracują między sobą i nie prowadzą lobbyingu politycznego, żeby wiedzieć w porę o podejmowanych przedsięwzięciach w gospodarce i strategii politycznej, a to wiąże się z prawidłowym inwestowaniem w biznes i unikaniem niespodzianek. Uczestnicząc w National Strategy Forum nie spotkałem jeszcze przedstawicieli z polskich biznesów i konsulatu, a tutaj dowiadujesz się o wielu bardzo ważnych strategiach, decyzjach zapadających dla USA i całego świata. W forum występują ambasadorzy z całego świata, generałowie, przedstawiciele świata polityki oraz osoby mające wpływ na nasze codzienne życie. Im więcej wiesz o Świecie tym bardziej życie twoje staje się łatwiejsze i stanowi o większym sensie istnienia. Wymienię tylko kilka ostatnio poruszanych tematów na NSF: Jean-Baptiste Main de Boissiere, Consul General of France in Chicago, "France and the United States: The Old Alliance and New Challenges of the 21st Century", Leena Salim Moazzam, Counselor-on-Leave, Foreign Service of Pakistan, “The Future of US-Pakistan Relations”, Admiral Timothy Keating, USN, Commander, US Pacific Command (PACOM), “The Asia Pacific region”, William M. Drozdiak, President of the American Council on Germany , "U.S. Foreign Policy after the Presidential Election", Lt. Gen. David P. Valcourt, Deputy Commanding General/Chief of Staff, US Army Training and Doctrine Command (TRADOC), “Lessons Learned in Iraq and Afghanistan: Counterinsurgency and Irregular Warfare".
Na ostatnim spotkaniu w Union League Club of Chicago na NSF w dniu 21maja br. moim najbliższym sąsiadem przy stole obiadowym był kandydat na senatora U.S. w Illinois Steve Sauerberg doktor z Lombard i miałem okazję go poznać. W dniu 1 czerwca, br. umówiony jestem na spotkanie w Holiday Inn z trzema republikanami State Representative Jim Durkin - Illinois State co-chair John McCain for President, Steve Greenberg - Candidate for U.S. Congress Illinois' 8th District, Dr. Steve Sauerberg - Candidate for U.S. Senate, przyjemniej byłoby jakby znalazło się polskie nazwisko wśród uczestników, a szkoda.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)