szą nadgorliwość i brak zorganizowania.
Polska oczekuje, że udzielając pomocy wojskowej, USA będą ją traktować porównywalnie ze swoimi partnerami strategicznymi w innych częściach świata, jak Egipt albo Pakistan - powiedział dziś minister obrony Bogdan Klich – dobre sobie.
Współpraca w dziedzinie wojskowej w ramach NATO, gdzie amerykańskie korporacje uczestniczą w kontraktach na terenie Polski nie napawają optymizmem i przynoszą wiele skarg. Polska za tarczę antyrakietową żąda nakładów inwestycyjnych na modernizację armii. Prośby te spóźnione są co najmniej o rok. W budżetowym roku 2008 wpłynął „supplemental aid” pomoc dla amii meksykańskiej w wysokości $500 mln. Wystąpienie prezydenta George W. Bush do Kongresu USA o dodatkową kwotę $20 mln (godzina wojny w Iraku i Afganistanie Amerykanów kosztuje $17 mln, dzień $410 mln, tydzień $2.9 mld, miesiąc $12.3 mld, dane z 2/25/2008) na modernizację polskiej armii wywołało raczej śmiech w obu izbach, niż akceptację („godzinówka” na kupno nowych koni dla polskiej husarii). Dzisiaj jakiekolwiek wydatki związane z sektorem wojskowym to bardzo drażliwy temat i nie na czasie w gorącym okresie prezydenckich wyborów w obu izbach.
Jak jesteś cierpliwy i inteligentny (ale i większość was ciemników która tutaj pisuje ... tysz moze, bo pisę ciongiem) to przeczytaj to do końca i zrozumiesz gdzie tkwi sedno sprawy dla waszych zaściankowych nierealnych aspiracji?
To był czwartek, ładny słoneczny dzień 15 maja i bogato bajeczna okolica na przedmieściach Chicago. Dzisiaj późnym południem zostałem zaproszony na spotkanie wyborcze kandydata na stanowisko kongresmena U.S. w 8-ym dystrykcie w Illinois. Całodzienny czas pracy od 6 z rana dzisiaj dał się mi we znaki no, bo przecież w biznesie ma się kontakt z tak bardzo różnymi ludźmi i ich dziwacznymi charakterami. Największym utrapieniem w biznesie to jednak kontakt z klientem, a przecież już tyle lat a i przywykłem do tego. Wiem żebym jak najbardziej się starał i przedstawił najlepszą propozycje dla klienta to i tak to nie przejdzie, a trzeba liczyć się z tym, że jak ma wybór to wybierze najgorszą dla niego. Późne popołudnie na ulicach sznur samochodów, a gdzie nie gdzie lokalne uliczne korki. Wiele razy zastanawiam się gdzie Ci ludzie jadą o każdej porze dania, nie uświadczysz drogi bez przemieszczających się samochodów. Mam takie wewnętrzne odczucie, że jednak przy tak wygórowanej cenie paliwa ponad $4 za galon U.S. ten ruch samochodowy, troche się osłabia. Jadąc zawsze można pomyśleć, pomarzyć, ale tak naprawdę to chyba jestem szczęściarzem, że w ogóle tutaj jestem, bo i gdzie indziej znajdziesz takie drugie ludzkie miejsce na świecie. Wjeżdżam w obszar prywatnych posesji, to takie małe rancza. W Polsce powiedziałoby się dojechałeś do wiochy, ale nawet przy drodze ładnie skoszona trawa, ogrodzenia drewniane a za tzw. amerykańskim przezroczystym płotem gdzie pasą się wypieszczone konie, też ta trawa jest skoszona. Wszędzie panuje niesamowity porządek nic tutaj nie ma porzuconego o tak sobie, papierów, śmieci, itp. Za drzew wyłaniają się piękne domy, sztuczne stawy, prywatne lotniska, baseny i bóg wie, co jeszcze. Wyjechałem trochę za wcześnie, bo i trudno wyczuć i przewidzieć uliczny trafik, chociaż korzystam w samochodzie z najnowszego GPS uwzględniającego uliczny ruch. Z zasady na spotkania nie spóźniam się. Mam trochę czasu w oddali piękny dom za przejrzystym ogrodzeniem pasą się beztrosko konie, a przy pięknej murowanej bramie wjazdowej do posesji dzieci pozostawiły rowery i widzę biegające dwa psy. Pomyślałem sobie mam jeszcze czas, więc zatrzymam się na poboczu. Wyszedłem z samochodu i sprawdzam reakcję psów, a one lecą do mnie i machają ogonami. W kilka chwil jakoś zapoznaliśmy się i wdzięczne pieski już tuliły się do mnie, a przecież mają pilnować posesji przed nieznajomymi. Tak przez chwilę pomyślałem, co to by było w Polsce, zapewne zagryziony by został na śmierć w kilka minut. Co kraj to obyczaj, do Polski ta cywilizacja ludzka i zwierzęca dociera z opóźnieniem, chociaż dobre i to, że dociera? Do wyznaczonego miejsca spotkania mam tyko ok. 2 mil sygnalizuje mi GPS i już zaczynają się strzałki informujące o miejscu spotkania. Dojeżdżam do okazałej i bogato zdobionej wjazdowej bramy, no i po co taki ogromny wydatek przy drodze – tak sobie myślę. Jadę już prywatną drogą, która tylko jest przewidziana na szerokość jednego samochodu przez zalesiony teren. Hej, co to by było jak z naprzeciwka nadjedzie samochód, pomyślałem sobie. W oddali widzę pięknie położony dom nad sztucznym stawem, a wkoło masa drzew. Podjeżdżam pod ten kilku milionowy obiekt i już czekają na mnie Latynosi z Valet Parking żeby odstawić mój samochód na specjalnie przygotowany parking na terenie posesji. Goście się zjeżdżają, a ok. dwudziestu chłopców w żółtych uniformach sprawnie uwija się w odstawianiu przyjeżdżających samochodów. Tak sobie myślę, mój mercedes blado wypadał na tle rzadko spotykanych marek wypasionych samochodów i limuzyn, ale ja tylko jestem emigrantem na dorobku. Kopa zaproszonych gości no, bo przecież jestem na wsi, to zapewne reprezentacja kilku miliardów dolarów, jako elita biznesu i polityków. Przypominają mi się czasy nie tak odległej kampanii wyborczej w prawyborach z marca, którą prowadziłem dla demokratycznego kandydata ze środowiska polskiego w 6-tym dystrykcie Illinois na kongresmena U.S. w tym roku. Nauka jednak nie idzie w las i moje propozycje dla republikanów nie są takie złe jak jestem tutaj. Co to będzie dalej, myślę sobie? Tak naprawdę znam jednego człowieka, który mnie rekomendował Michael Menis Chairman RJC Chicago Chapter i czy będzie miał czas dla mnie? W pięknym i święcącym przepychem domu pana Dick Stephenson trwają zacięte dyskusje i przywitania. Trema chyba nigdy nie opuszcza człowieka jak znajdzie się w nieznanym sobie środowisku, a wszyscy wkoło robią wrażenie, że znają się. Michael wprowadził mnie i zapoznał, a jego widok pozwolił mi na bezpieczniejsze poczucie swojskiej atmosfery tam panującej. Goście obsługiwani są przez młode dziewczęta z catering, które serwują przepyszne zakąski, w wielu przypadkach pytałem, co degustują żeby wiedzieć, co jem. W kilku wydzielonych miejscach serwuje się alkohol i drinki. Czerwone wino rozluźnia mi żyły i czuje ulgę. Towarzystwo jak towarzystwo, ale zawsze są te w prześlicznych kreacjach na każdą okazje kobiety. Myślę, że wśród ich najlepiej się czuję, bo zawsze któraś mnie zaczepi, widząc dziwaka samotnika. Tym razem też tak było, od kobiet dowiedziałem się o wszystkich zaproszonych osobistościach i poznałem wiele ludzi. Większość zaproszonych gości w prywatnych grupkach dyskutuje i zapełnia przestrzeń wkoło basenu z rekreacyjnym budynkiem, który znajduje się z tyłu bajecznego domu na tle lasu. Basen na górce z dwoma posagami sprawiającymi wrażenie żywych Indian w otoczeniu drzew i krzewów sprawia niesamowite wrażenie. Miejsce na terenie basenu gdzie serwuje się drinki zalega grupka spragnionych, a starsi ludzie szukają miejsc do spoczynku pod parasolami. Z basenu w dole przed domem widoczny jest staw, w którym pływają białe łabędzie, od razu przypomniały mi się warszawskie łazienki. Dobra muzyka i mały tłumek gości nad oświetlonym dnem basenu dobrze wkomponowuje się w zapadający wieczorowy zmierzch na zewnątrz. Panie w wyskokowych kreacjach nie muszą się martwić, że na zewnątrz robi się zimno, bowiem przestrzeń wkoło basenu jest podgrzewana i czuje się to ciepło w powietrzu. Angielska budka telefoniczna (czerwony kolor) na terenie basenu ładnie prezentuje się na tle zielonego lasu i tej zadbanej w koło trawy i w kwadracik przystrzyżonych krzewów. Wśród tłumku gości buszuje fotograf i nie może odgonić się od chętnych do pamiątkowych zdjęć, ale tym razem nie pozwoliłem sobie na zdjęcie $2,500.00 donacja na kampanie wyborczą. Czas upływa w przyjaznej atmosferze ludzie wymieniają się swoimi biznesowymi kartkami. Kandydat na Kongresmena U.S. Steve Greenberg (37 lat) z każdym stara się zamienić kilka słów, a jego piękna żona była gorącym obiektem zainteresowania płci męskiej. Dzisiejszego wieczoru takie osoby jak: Michael Steele - były z Maryland Lieutenant Governor, Bob Mayo i Dick Stephenson w publicznych wystąpieniach były głównymi wybijającymi się postaciami udzielającymi swojego poparcia dla kandydata Steve Greenberg. Spotkanie było gorącym poparciem moralnym i finansowym dla Steve, który zebrał podczas tego wieczoru $175,000.00 donacji na rzecz kampanii wyborczej. Pomyślałem sobie żebyśmy tyle kasy mieli (chociaż nawet połowę) na kampanie wyborczą naszego kandydata to swobodnie wygralibyśmy wśród kandydatów demokratycznych marcowe prawybory w 6-ym dystrykcie na stanowisko kongresmena U.S. w Illinois. Podniecony nowymi znajomościami znaczących w biznesie ludzi w Illinois i z plikiem biznesowych kart oraz przyjemnymi wspomnieniami wróciłem do domu. Po drodze podczas powrotnej jazdy miałem okazję trochę pomyśleć i pomarzyć. Ameryka, co ona dla naszej polskiej diaspory znaczy i czy naprawdę jesteśmy takimi nieudacznikami, że nie możemy się nigdzie przebić, a jakie mamy atuty. Naszym największym atutem na terenie Stanów Zjednoczonych jest to, że stanowimy diasporę ok. 10 milionów mieszkańców. Dobrze zorganizowana grupa nawet w jednej dziesiątej tej wielkości może dużo zdziałać, bo tutaj liczą się duże dobrze zorganizowane organizacje. Natomiast naszą największą bezsilnością w polityce jest kultura polityczna na poziomie rynsztoku, to ta przywieziona wcześniej i obecnie z polski beznadziejność wiedzy na ten temat. Podam wam przykład jak prowadziłem kampanie wyborczą w 6-tym dystrykcie na kongresmena U.S. w Illinois (ja republikanin i czynnie udzielający się dla tej partii, jeżdżący do Washington D.C.) robiłem to dla demokraty, bo przecież nasz rodak startował. Otrzymywaliśmy pogróżki pod adresem kandydata, że startuje jako demokrata od polaków przeciwników partii demokratycznej i byliśmy szykanowani. Były też głosy a po co się tam pchacie polityka to tylko dla amerykanów, kandydat nie ma odpowiedniego politycznego wykształcenia. Amerykanin polskiego pochodzenia skończył tutaj uniwersytet z wyróżnieniem, a na naukę musiał zarobić jeżdżąc ciężarówką. Potwierdzam, że na pewno nie miał silnego politycznego obycia no, bo i w jakiej polskiej politycznej organizacji miał je nabyć, jak istnieją tylko charytatywne i w dodatku nie miał zaplecza finansowego. Opowiem wam o kandydacie na kongresmena U.S. w 8-ym dystrykcie w Illinois, którego wspieram kampanie wyborczą. Steve Greenberg to były dobrze zapowiadający się hokeista, a edukacje zakończył bez dyplomu ukończenia college. W prawyborach wydał $522,602.00 żeby pokonać swoich przeciwników z partii republikańskiej Morris Kirk i Arnold Kenneth. Kontuzja, jakiej się nabawił Steve zaważyła o zakończeniu jego hokejowej przygody i poświęcił się biznesowi. Steve Greenberg to biznesmen sukcesu z Long Grove w stanie Illinois. W tzw. „small business” odniósł ogromny sukces, współwłaściciel familijnego biznesu. Sieć dystrybucji i 1, 000 sklepów powiększył do 5, 000 na terenie Stanów Zjednoczonych i za granicą. Znawca bolączek w biznesie i kreator tysięcy miejsc pracy, a także rodzinny opiekun i ojciec. Od 14 lat jest żonaty i ma trójkę dzieci Tyler (13 lat), Clair (11 lat) i Jack (8 lat), a od kilku lat jest trenerem lokalnej dziecięcej hokejowej drużyny z udziałem jego synów. Przedstawiłem dwóch kandydatów o jak różnych życiorysach i życiowej drodze. Polityka jest sztuką czasem trzeba być artystą i wielu przypadkach świetnym życiowym aktorem, pieniądz i sława nie zawsze decydują o sukcesie. W wielu przypadkach liczy się zwykła kalkulacja i my w swojej kampanii wyborczej liczyliśmy na cyferki. Polski kandydat wygrywając prawybory miał szanse w dalszej części wygrać całe wybory w 6-tym dystrykcie, bo akurat dzisiaj jest taki trend wyborczy. Wyborcy z 6-go dystryktu na kongresmena U.S. w większości głosują na demokratów a jeszcze w 2004 roku była to relacja 55.8% za republikanami a 44.2% za demokratami i żaden kandydat demokratów nie miałby szans w tym okresie wygrać z republikaninem. Podkreślę tylko że w tym dystrykcie zamieszkuje 84,601 amerykanów polskiego pochodzenia na 654,549 (a udział w głosowaniu ogólnie bierze tylko ok. 35%) co stanowi 12.9% Amerykanów polskiego pochodzenia uprawnionych do głosowania. W tym roku w marcu nasz kandydat w prawyborach otrzymał tylko 10,820 głosów i odpadł z wyścigu o kongresowy stołek. Dziwicie się, że tutaj naszą narodowość lekceważą i tak samo was w Polsce, ale to my siebie sami załatwiamy a od innych domagamy się szacunku i podkreślamy naszą ważność. Przeraża mnie niski stopień inteligencji naszych rodaków tutaj i w Polsce, a ile byśmy mogli sobie pomóc tutaj pokojowo współpracując i dla kraju naszego urodzenia z wyniesionym ogromnym doświadczeniem z różnych części świata. Życie polityczne naszych rodaków sprowadza się na rodzinny grunt i domowe swady i kłótnie. Partie polityczne w Polsce zwalczają się i wzajemnie niszczą zapominając o kraju, jako wspólnym majątku i domu. Kraj, który już prawie 20 lat nie może wyleczyć się z przeszłości i gospodarczo stanąć na nogi to niby, dlaczego taki nieudacznik ma cokolwiek znaczyć w świecie, gdzie tylko liczą się silni gospodarczo, a nie trzeci świat. Nikt za was nie będzie nadstawiał własnej głowy jak nie zbudujecie tutaj silnego lobbyingu walczącego o wasze sprawy w Polsce, a będziecie tylko manipulowani i wykorzystywani, bo Polak to narwaniec niepotrafiący ocenić siły na zamiary, dlatego ta historia jest tak okrutna i przeżarta niepodległościową goryczą. To, że wyprzedano kraj, oddano banki to nie jest zasługa komuny czy też ZSRR (bo tak naprawdę Rosja nie zdążyła rozkraść), a tylko krajowych tzw. patriotów, którzy nie potrafią myśleć takimi kategoriami że stanowią narodowościową grupę. Jaki by system nie istniał, to nie ma większego znaczenia, jeżeli ludzie nie rozumieją, co to jest patriotyzm i przynależność do państwa? Nie łudźcie się tym, że Ci co przejmowali banki, fabryki itp. to mieli na myśli dobro Polski i im zależało na tym czy robią biznes z komuchem czy księdzem. Zapewne myślicie, że w USA to wszyscy czuja się Amerykanami a szczególnie przedstawiciele rządu, błędna teza wcale tak nie jest każdy podkreśla swoją dziadkową i pradziadkową narodową przynależność i tym się szczyci. Bo tak naprawdę czy tak wielu jest tutaj Indian i w dodatku karze się im żyć w rezerwatach. Partie polityczne w Polsce zwalczają się i gotowe są sprzedać kraj (i zmienić Pana), aby zniszczyć rywala i dlatego dla USA to jest dobry partner do rozgrywek z Rosją i Europą jak im pasuje. Na temat patriotyzmu to powinni wypowiadać się ludzie, którzy choć na chwile tą swoją ojczyznę opuścili. O głodzie też możemy pięknie mówić, ale całą prawdę usłyszycie tylko od tego, co to przeżył. Patriotyzmu trzeba się nabawić żeby o nim mówić i pojąć jego sens, patriotyzm to stan ducha, to nie regułka od do i zakres patriotyzmu zapisany w słowach. Człowiek, który zgubi choć na trochę poprzez emigracje swój kraj urodzenia i kulturę życia w której tkwił przez lata, dopiero wtedy może docenić i przemyśleć sens swojego życia i przynależności do określonego środowiska. Ponownie rozpoczyna swoje życie od nowa i wcale nie jest powiedziane, że dopadnie go, choć odrobinka zagranicznego szczęścia. Natomiast nikt jemu nie zabierze tego życiowego doświadczenia, które zdobył poza swoją ojczyzną, on i tak ciągle o tej ojczyźnie będzie myślał najlepiej jak to możliwe dla niej i tęsknił. W Polsce podejście do emigrantów to raczej wiąże się z zawiścią, zazdrością i co najmniej ze zdradą stanu. Pomyślcie sobie teraz, że takich jak ja jest ok. 20 mln emigrantów polskiego pochodzenia rozsianych po całym świecie, czy ich doświadczenie nie mogłoby procentować dla waszego dobra i całej światowej społeczności. W Stanach Zjednoczonych diaspora polska jest o połowę większa niż diaspora żydowska, a powiecie, że Ameryka jest żydowska, bo wszędzie Żydzi. To tylko złudzenie Żydzi są tam gdzie potrzeba jak to się potocznie mówi i dlatego sprawiają takie wrażenie, ale czy dla nas ktoś zabrania takiej solidarności i zorganizowania się jak zorganizowani są oni. My poprzez swoją losową historie mieliśmy wkoło wrogów i ciągle ten temat odgrzebujemy Niemcy nas napadali, Rosjanie nas napadali, a po tych tragicznych wydarzeniach już minęło 63 lata. W wielu przypadkach dziwimy się Żydom, że są przewrażliwieni i też szukają wkoło wrogów, ale oni w Izraelu to piekło z Arabami mają codziennie. Dwa kraje ciągle wymazywane z mapy, które przeszły podobne losy, a ile i jak jeszcze nas dzieli podobna tragiczna historia. Biznesy polskie tutaj sporadycznie współpracują między sobą i nie prowadzą lobbyingu politycznego, żeby wiedzieć w porę o podejmowanych przedsięwzięciach w gospodarce i strategii politycznej, a to wiąże się z prawidłowym inwestowaniem w biznes i unikaniem kosztownych niespodzianek. Uczestnicząc w National Strategy Forum nie spotkałem jeszcze przedstawicieli z polskich biznesów i konsulatu, a tutaj dowiadujesz się o wielu bardzo ważnych strategiach (nowe Chiny - amerykańskie inwestycje w 20 krajów Ameryki Łacińskiej), decyzjach zapadających dla USA i całego świata. W forum występują ambasadorzy z całego świata, generałowie, przedstawiciele świata polityki oraz osoby mające wpływ na nasze codzienne życie. Im więcej wiesz o Świecie tym bardziej życie twoje staje się łatwiejsze i stanowi o większym sensie istnienia. Wymienię tylko kilka ostatnio poruszanych tematów na NSF: Jean-Baptiste Main de Boissiere, Consul General of France in Chicago, "France and the United States: The Old Alliance and New Challenges of the 21st Century", Leena Salim Moazzam, Counselor-on-Leave, Foreign Service of Pakistan, “The Future of US-Pakistan Relations”, Admiral Timothy Keating, USN, Commander, US Pacific Command (PACOM), “The Asia Pacific region”, William M. Drozdiak, President of the American Council on Germany , "U.S. Foreign Policy after the Presidential Election", Lt. Gen. David P. Valcourt, Deputy Commanding General/Chief of Staff, US Army Training and Doctrine Command (TRADOC), “Lessons Learned in Iraq and Afghanistan: Counterinsurgency and Irregular Warfare". Na ostatnim spotkaniu w Union League Club of Chicago na NSF w dniu 21maja br. moim najbliższym sąsiadem przy stole obiadowym był kandydat na senatora U.S. w Illinois Steve Sauerberg doktor z Lombard i miałem okazję go poznać. W dniu 1 czerwca, br. umówiony jestem na spotkanie w Holiday Inn z trzema republikanami State Representative Jim Durkin - Illinois State co-chair John McCain for President, Steve Greenberg - Candidate for U.S. Congress Illinois' 8th District, Dr. Steve Sauerberg - Candidate for U.S. Senate, przyjemniej byłoby jakby znalazło się polskie nazwisko wśród uczestników, a szkoda. Śledząc od czasu do czasu wydarzenia z Polski, bardzo zdziwiłem się nad ogromnym lamentem w sprawie redukcji dyplomatycznych placówek. Wydaje mi się że efektywności tych placówek jest żadna, tak jak i korespondentów tłumaczących „newsy” a raczej tylko przechowywania zasłużonych partyjniaków i dyplomatyczne kolesiostwo. Placówki te otwarte są w takim czasie, że musisz wziąć wolny dzień, a wiadomo że od ręki w tym polskim urzędzie niczego nie załatwisz, a wiązać to się będzie z ciągłym chodzeniem. Dzisiaj w dobie Internetu i UPS praca takiej ilości urzędników staje się zbędna, chyba że wykażą że na siebie zarabiają, a wiele z ich spraw mogą przejąć biura turystyczne, które mają rozsądne godziny urzędowania i mogą być autoryzowane przez Polskę. W USA paszport otrzymujesz pocztą i nie musisz nigdzie latać po urzędach, składasz tylko aplikacje z dołączonym odpowiednim zdjęciem na poczcie. W sprawach gospodarczych to kompletnie zerowa możliwość pomocy, a np. wielkość wymiany handlowej z USA bez żadnego znaczenia dla obu krajów (sprowadzanie masła, mleka, serów, ciastek itp.). Firmy liczące się, które posiadają odpowiedni kapitał, zwracają się do przedstawicielstw kompanii lobbyingowych na terenie obcych krajów w tych sprawach, rządy placówki konsularne to nic nieznaczące urzędy dla poważnych biznesów. Co może gwarantować taki premier, minister lub ambasador jak on dzisiaj jest a jutro już go może nie być, prawdziwy biznes rządzi się swoimi prawami, ale wiedza na ten temat przez rządzących od lat w Polsce jest żadna? Natomiast dziwicie się, że jest korupcja, że wyprzedaż mienia za grosze, bo tylko cwaniak i oszust ze spekulacyjnym kapitałem może z wami współpracować jak nie rozumiecie sensu lobbyingu, który stanowi zabezpieczenie prawne i polityczne dla prywatnych kapitałów. Prostych spraw dla sowich obywateli nie jesteście w stanie tutaj załatwić, bo oczywiście nie wiecie jak. Korpus dyplomatyczny to tylko reprezentacja obcego kraju, a załatwianie dla swoich obywateli przywilejów i zmiana ustaw to w USA lobbying, prawnie ustanowiony. Polski ambasador szwęda się po kongresie i prosi kongesmenów o wsparcie w zniesieniu wiz wjazdowych do USA, przecież to kompromitacja dyplomacji i jeszcze opowiada o tym w wywiadzie. W USA o statusie wizowym polaków decyduje tylko jedna osoba to Assistant Secretary Daniel Fried pracujący dla U.S. Department of State - Secretary of State Dr. Condoleezza Rice (która dla ciemnoty rządzącej Polską proponuje "Mapę drogową" w sprawie wiz do USA, a Polska to nie Eurabia czy Bliski Wschód). Daniel Fried od 1987 roku były pracownik w ambasadzie polskiej, w 1990 do 1993 był politycznym konsulem w Warszawie, a od 1997 roku do maja 2000 roku pełnił funkcje Ambasadora USA w Warszawie. Pracownik Departamentu Stanu bardzo dobrze zna środowisko polskie i czytelnie wypowiada się dlaczego jest przeciwnikiem zakwalifikowania się Polski do tego programu. Wiele złego dla tutejszej polonijnej społeczności czynią sezonowi pracownicy turyści, którzy korzystają z kredytów, kart kredytowych i sterty niezapłaconych rachunków, które pozostawiają wyjeżdżając do Polski, zostawiając smród i niedopite butelki, ale i nie tylko. Polacy swoim niepisanym prawem Janosika i na krzywy ryj myślą, że załatwią sprawę wiz, bo niby się należy. Podam przykład: Izrael miał problemy z utrzymaniem 3% w systemie wizowym, więc lobbying i sprzymierzeni senatorowie i kongresmeni w tamtym roku wprowadzili poprawkę ustawiając granicę na 10%. Najważniejszymi graczami tej poprawki byli Senator U.S. Joe Lieberman (D-CT) i bardzo wpływowy kongresmen z 6 dystryktu w Illinois Rahm Emanuel (w tym dystrykcie najwięcej mieszka polaków). Była możliwość odstępstwa i uchwalenia razem poprawki dla Polski (jako wojskowego sojusznika) żeby mogła skorzystać z tego planu, ale … W stanie Connecticut Senator Joe Lieberman, żyd o polskich korzeniach nie dostał poparcia polonijnych działaczy w głosowaniu, a i tak jest senatorem. Brak wyobraźni i strategii w polonijnych szeregach to masa niezałatwionych spraw lub blokowanych, które mogłyby ułatwić życie naszym rodakom. Natomiast kongresmen z Illinois niby walczy o Polskie sprawy, ale dobrze wie że w dystrykcie i tak na niego nie głosują bo żyd (to district byłego prezesa Moskala wojownika), wszystko można sprawdzić, a ludziom się wydaje że to niemożliwe. Niedawno delegacja z Pałacu prezydenta Rzeczypospolitej IV odznaczyła kongresmena medalem za walkę o wizy dla Polaków, myślę że to odznaczenie otrzymał rychło w czas (a wiz jak nie było tak i nie ma), bowiem wcześniej mógł od ręki wszystko załatwić. I tak to cywilizowana polska z ogromną wiedzą i kulturą polityczną na rynku amerykańskim, chce być uznanym krajem w świecie i szczególnym sojusznikiem (z taką inteligencją polityków to raczej u Łukaszenki). Rączka, goździk, klapa to nie na dzisiaj takie prymitywne metody w dyplomacji, wykładasz kasę i masz to, co chcesz. Lobbying załatwia takie sprawy za odpowiednią opłatą, a później dziwicie się, że Izrael dostaje miliardy $$$ pomocy, wieźcie mi cześć z tego wraca na ponowne opłacenie polityków i tak koło fortuny się toczy i sprawy pozytywnie są załatwiane i część kasy zostaje, a tylko biedak i idiota walczy bezskutecznie o swoje. Wszystko w USA jest do załatwienia w zaciszu gabinetów, bez nagłaśniania i krzyku, ale legalną drogą poprzez lobbying, bo nic tutaj nikt nie będzie robił za darmo. Obywatel innego kraju nie może lobbować, ani też uczestniczyć w lobbyingu jest to przestępstwo. Na lobbying jak i również na kampanie wyborczą nie można przekazywać pieniędzy z zagranicy i obcokrajowcy nie mogą też finansować takich przedsięwzięć, te przepisy są bardzo twardo egzekwowane. Rosjanie i Ukraińcy mieli na początku wpadki z pieniędzmi (money laundering), ale to wszystko jest do legalnego ominięcia i dokonywania poprawnych transakcji i cały świat tak lobbuje dla własnych potrzeb ze Stanami Zjednoczonymi. Wewnątrz kraju bałagan ustawowy i kompetencyjny, a chcecie żeby zagraniczni dorobkiewicze wracali z kasą. Trochę mam doświadczenia od 2006 roku jak pracują polskie firmy, wystarczy że kierownik jest na wczasach to przez dwa tygodnie niczego nie załatwisz bez jego pieczątki, a wyznaczony zastępca niewiele wie i zazwyczaj boi się podjąć decyzje. A czas to pieniądz, ale jeszcze to do krajowych ważnych biznesmenów na intratnych rządowych posadkach nie dotarło. Szybciej dogadasz się z Białorusinem, Ruskim, Ukraińcem, Estończykiem i Niemcem niż z biznesmenem Polakiem w jego ojczystym języku. Ta polska niemoc przejawiająca się na każdym kroku to niekompetencja ludzi i brak skoordynowanego działania i planu na to, co się chce osiągnąć i w jaki sposób. Prowadzenie polityki zagranicznej musi być skoordynowane z Amerykanami polskiego pochodzenia, którzy bardzo dużo mogą podpowiedzieć i zrobić (bo dyplomaci nie wiele mogą w tutejszym systemie, a przykład bierzcie z lobbyingu izraelskiego, rosyjskiego, niemieckiego itd.). Niezorganizowane środowisko polonijne bez celów też tylko będzie nieświadomie przeszkadzać, ale w tej ogromnej masie polonusów ok. 10 mln nie znajdziecie większych od nich patriotów w każdej innej części świata.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)