Z ogrodowej altany, wojewoda zdyszany
Bieży w zamek z wściekłoscią i z trwogą
Odchyliwszy zasłny pojrzał w łoże swej żony,
pojrzał zadrżał, nie znalazł nikogo.......
Kiedyś "czaty" to był dla mnie utwór, który się świetnie śpiewało przy pary nieskomplikowanych akordach...
.... Ale odnosząc sie do tej pierwszej zwrotki Mickiewicza dzisiaj spojrzałem na Jarka Kaczynskiego krzyczącego na kozaka Nauma i mi sie jak zwykle analogia spuściła.
Hej kozaku, Ty chamie, czemu w nocy przy bramie
nie ma w sadzie ni psa ni pachołka....
Mickiewicz to jednak był gość, przewidzial Błaszczaka tudzież Hoffmana......
Nie wiem czy wiecie jak się skończyła ta przezabawna historia, ale Wam oczko puszczając podpowiem, że wojewoda miał przekichane.
Panpremierprezes wysyła wojska do walki z Polakami, panprezespremier ma w rzyci ludzi, on szuka żony w łóżku, której nigdy nie miał.
A teraz moja egzegeza:
Z ogrodowej altany, Pan Nadprezes zdyszany
bieży przez las w slipach, piechotą
Odpychająć naturę oraz myśli niektóre
zastanawia się nad pagodą
Czy pagoda w Warszawie, czy Kraków pogłaska
moje będzie na wierzchu kozaku, do diaska
Nie po to pół życia szlifowałem salony
A żebym na starość wyszedł ogolonym
Ma trauma, ma furia, ten układ co gnębi
ten spisek, ta horda, co cały czas bębnii
mogą mi naskoczyć na koniec rozporka
Nikt nie pokona wielkiego kaczorka
pozdrawiam
G




Komentarze
Pokaż komentarze (4)