5 obserwujących
126 notek
88k odsłon
  859   0

Farsa zwana „eurowyborami”

 

Ponad tydzień temu odbyły się na wschodzie Ukrainy tzw. „referenda”. Ich inspiratorzy nie mieli żadnego umocowania: ani materialnego (odpowiednio potwierdzona wola ogółu obywateli), ani proceduralnego (odpowiednie unormowania zawarte w przepisach) do ich przeprowadzenia. Te fakty, ale także tryb i okoliczności przeprowadzenia  tych tzw. „referendów”, nie pozwalały ich postrzegać inaczej niż jako farsę. Lub jako tragifarsę.
Ta farsa, nazwana „referendum”, miała tylko jeden cel - przynieść skutek zaplanowany przez jego organizatorów i przez ich mocodawcę. I przyniosła. Już 2 godziny po jej zakończeniu.
 
Nam, oglądającym wydarzenia na Ukrainie z ekranów telewizorów, może się wydawać, że żyjemy w zupełnie innym świecie. Czy aby na pewno? I nie chodzi mi tutaj o takie, na przykład, zjawisko jak wszechwładza oligarchii, która u nas jest jednak mniej widoczna... bo brakuje nam perspektywy. Z zewnątrz jednak lepiej widać.
 
W najbliższą niedzielę będziemy (podobno) „WYBIERAĆ” 51 posłańców do europarlamentu, którym - za ich (rzekomo) „ciężką pracę” (w instytucji pozbawionej inicjatywy ustawodawczej) - będziemy musieli zapłacić po parę milionów złotych (każdemu).
O tym, jak ciężko pracują „eurowybrańcy” i o tym, jak bardzo dbają o nasz interes narodowy, przekonali się niedawno, na przykład, produceni żywności tradycyjnie wędzonej (a skutki poczują od września b.r).
 
O tym, że mają to być „WYBORY”, usilnie stara się nas przekonać mainstreamowa propaganda, powiązana z rządem i z partiami okopanymi w parlamencie całym szeregiem interesów. Jednak każdy średnio rozwinięty obywatel już dawno wie, kto będzie tak strasznie męczył się w Brukseli. Wie, że o „WYBORZE” zadecydowała wierchuszka partyjna ugrupowań zabetonowanych w sejmie..
Od czasu zgłoszenia list wyborczych w/w obywatel może podać (jeśli się tym w ogóle interesuje) pewnie dwie trzecie składu przyszłych posłanców po nazwiskach. Jedyną niewiadomą jest tylko to, czy PSL weźmie udział w tym podziale tortu oraz czy kilka miejsc zdobędzie jakieś ugrupowanie spoza sejmu.
Tak więc „WYBORY” odbyły się przed „WYBORAMI”.
 
Jak widać, mamy do czynienia z podobną farsą, jaka miała miejsce na wschodzie Ukrainy. Tyle tylko, że przeprowadzaną w „białych rękawiczkach” - w „majestacie” przepisów, szumnie zwanych „prawem”. Co nie znaczy, że farsa ta nie jest, od początku do końca, BEZPRAWNA.
 
Jej BEZPRAWNOŚĆ wypływa z wielu przesłanek, kluczowe są jednak dwie:
a) farsa ta jest pozbawiona legitymacji;
b) farsa ta narusza fundamentalne prawa obywateli, które możemy nazwać „prawami politycznymi”.
 
Te niedzielne tzw. „wybory” nie mają żadnej legitymacji, ponieważ odbędą się według przepisów, które w 100% zostały sprokurowane przez ugrupowania partyjne okopane w sejmie. Nie mają one żadnego oparcia w woli obywateli. W żadnym momencie obywatele nie mieli wpływu na ich tworzenie. Ani ich nie zatwierdzili. Na przykład w referendum.
 
Ta farsa, nazywana „wyborami” narusza też nasze - obywateli podstawowe prawa, ponieważ PAŃSTWO TO MY – OBYWATELE, a nie oligarchia partyjna i inna.
To my - obywatele tworzymy państwo. I to my – OGÓŁ  („całość”) OBYWATELI  MAMY (sami z siebie) PRAWO do decydowania o wszystkim, co jest w tym naszym państwie wspólne. Mamy więc też prawo (rzeczywiście) WYBIERAĆ i BYĆ WYBIERANYMI.
 
Te nasze prawa nie potrzebują żadnego „papierkowego” potwierdzenia w żadnych przepisach. Bo są one silniejsze niż wszelkie przepisy.
Paradoks polega na tym, że jednak są one POTWIERDZONE - i to bardzo mocno - w prawie międzynarodowym: w „Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka” ONZ z 1948 roku i w „Międzynarodowym Pakcie Praw Politycznych i Obywatelskich” z 1966 roku.
 
Art. 21 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka brzmi:
 
1. Każda osoba ma prawo do udziału w rządzeniu swym krajem, bezpośrednio albo
za pośrednictwem swobodnie wybranych przedstawicieli.
  1. Każda osoba korzysta z prawa dostępu, na warunkach równości, do służby publicznej w swoim kraju.
  2. Wola ludu ma być podstawą władzy rządu; wola ta winna się przejawiać w periodycznych i uczciwie przeprowadzanych wyborach, na warunkach powszechności i równości, w głosowaniu tajnym albo w równoznacznym trybie zapewniającym wolność głosowania.”
Art. 25 „Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych”, uchwalonego „w ramach ONZ” w 1966 roku, prawa te opisuje w zbliżony sposób:
 
Każdy obywatel ma prawo i możliwość, bez jakiejkolwiek dyskryminacji,
o której mowa w artykule 2, i bez nieuzasadnionych ograniczeń:
  1. uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi bezpośrednio lub za pośrednictwem swobodnie wybranych przedstawicieli;
  2. korzystania z czynnego i biernego prawa wyborczego w autentycznych (genuine -ang.; honnetes – franc.) wyborach, przeprowadzanych okresowo, opartych na głosowaniu powszechnym, równym i tajnym, gwarantującym wyborcom swobodne wyrażenie swej woli;
  3. dostępu do służby publicznej w swoim kraju na ogólnych zasadach równości.”
 
Powstaje pytanie: skoro „takie jest prawo”, to dlaczego praktycznie nigdzie(nie tylko w Polsce) nie funkcjonuje ono w praktyce?
Dlaczego to, co  istnieje, tak dramatycznie odbiega od tego, co powinno być?
Odpowiedź jest banalnie prosta. Wyżej wymienione akty nie dają nam żadnych narzędzi do egzekwowania naszych praw.
 
Tylko, czy potrzebne są nam jakieś przepisy, abydomagać się tego, co nasze? Aby domagać się tego, czego nas bezprawnie pozbawiono?
 
Kamieniem węgielnym” tej patologicznej rzeczywistości, w której musimy żyć, była zmowa zawarta w Magdalence i przypieczętowana przy „okragłym stoliczku”. Żadna z trzech grup - wierchuszka partyjna PZPR, wierchuszka „Solidarności”(Wałęsa i głównie tzw. „doradcy”), hierarchia kościelna – dzielących się tam Polską, nie miała żadnej legitymacji,  pochodzącej od obywateli, do uzgadniania czegokolwiek.
Kasta, która ukształtowała się wtedy, do dzisiaj  dzierży władzę w Polsce. Przywłaszczona  władza polityczna pozwala jej sprawować władzę ekonomiczną  oraz  władzę w mediach itd., które z kolei umożliwiają jej utrzymanie władzy politycznej. System zwrotny.
 
W systemie tym nie ma miejsca na ukształtowanie się rzeczywistej konkurencji. Mamy obecnie możliwość oglądać w telewizji, z jaką zaciętością dyskredytowane są te nowe (bo „popisowe” odpryski już nie) ugrupowania startujące w tych tzw. „eurowyborach”, które mogłyby mieć szansę przekroczyć drugi próg zaporowy i wprowadzić swoich ludzi do europarlamentu.
Dwa, czy trzy mandaty, które te ugrupowania mogłyby zdobyć, nie są same w sobie dla w/w kasty aż tak ważne. Ważne - i niezmiernie grożne dla niej - jest to, że przekroczenie tego progu byłoby sygnałem dla obywateli, że w Polsce pojawiła się siła, która kiedyś, np. w wyniku wyborów krajowych, może „przewrócić okrągły stoliczek”. A tego ta kasta boi się najbardziej. Bo wtedy straciłaby nie tylko WŁADZĘ, ale i KASĘ.
 
Nie ma żadnego uzasadnienia dla takiej ordynacji wyborczej do europarlamentu, jaką mamy dzisiaj. Jej rozwiązań nie narzuciła nam Unia Europejska. Ordynację tę uchwaliły dla samych siebie, dla ochrony własnej pozycji i własnych interesów, partie zabetonowane w sejmie. Podwójny próg zaporowy: najpierw wymóg zebrania 10 tys. podpisów w okręgu, potem wymóg przekroczenia 5%, niczemu innemu – poza eliminacją potencjalnej konkurencji ze sceny politycznej - nie służy.
Określone progi wyborcze mogą bowiem tylko wtedy mieć uzasadnienie, kiedy cel, któremu mają służyć, ma tak dużą wartość, że może uzasadnić częściowe naruszenie materialnej równości głosu obywateli. Wydaje się, że jedynym takim celem może być potrzeba wyłonienia stabilnego rządu. Europarlament żadnego rządu jednak nie wyłania.
 
Wybory do europarlamentu, właśnie ze względu na brak potrzeby kształtowania okreslonej większości, powinny mieć więc ordynację najprostszą z możliwych. Mogłaby wyglądać ona, na przykład, tak:
  1. Ilość głosów wyborców oddanych w danym okręgu decyduje o ilości mandatów w tym okręgu(ale przynajmniej jeden).
  2. Ilość głosów na kandydata decyduje o uzyskaniu mandatu.
  3. Kandydować ma prawo każdy, kto samodzielnie uzyska poparcie np. 100 wyborców w okręgu.
 
Proste?....
Nie łudźmy się jednak, że obecna  kasta  kiedykolwiek zgodzi się na taką lub podobną ordynację.
Inne teksty autora na: http://grudziecki.blog.pl/
Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale