Okropieństwa te ludziska wygadują w prywatnych rozmowach! Język fatalny, używają wulgaryzmów czyli "józiolą" i to fatalnym "ziobrotokiem". Część narodu jest bardzo obrażona na ten jezyk niczym z chlewika czy rynsztoku. Oczywiście jest pewien procent ludzi, którzy całe życie obyli się bez słowa dupa. Inni tylko tego "przekleństwa" używają, a dosadniejszych nie, bo im przez gardło nie przechodzą i uszy puchną, gdy ktoś ich użyje. Bywa i tak.
Jedni kręcą filmy bez scen erotycznych lub tylko nakreślają, że zaraz do tego na ekranie dojdzie i cut (cięcie), a inni oczywiście cały stosunek pokazują... I tu też są różnice zdań w ocenie. Jedni nie oglądają takich filmów z golizną, a inni tylko na takie czekają!
Zatem przysłowiowe"józiolenie" jest czasem bardziej soczyste niż przysłowiowy "ziobrotok" przedstawicieli PiS-u. Wolę, gdy ktoś prywatnie "pojózioli" niż publicznie "ziobrotoczy". W rozmowie prywatnej moga występować same córy Koryntu, dziewice orleańskie czy "proste tutki" i nikogo to nie powinno obchodzić. W filmach coraz częściej używa się słów uznawanych za wulgarne, nie są wolne od nich też deski scen teatralnych... Czy to dobrze? Może i nie, ale tak już jest. Gdyby zrobić podsłuch PiS-owcom, to pewnie jeszcze usłyszelibyśmy niejedno znane, a może i ciekawe nowe wersje tak zwanych przekleństw. Język się rozwija i na każdym terenie są pewne regionalne wyzwiska.
Na przykład słynne poznańskie "pierdoły", które pierwotnie tam oznaczały plotki lub rzeczy niestworzone tudzież mało prawdopodobne, urosły do rangi przekleństwa. A za nazwanie kogoś pierdołą można być pociągniętym do odpowiedzialności karnej i mieliśmy tego już przykład...
Tak więc nie używajmy wulgaryzmów! Uczmy wszystkich poprawnej polszczyzny, lecz nie dziwmy się, że ludzie tak sobie trochę "józiolą" w rozmowach prywatnych, gdy nerwy im puszczają! Przecież nasze dzieci na podwórkach robią to od 3 roku życia:-)
"A teraz kochane dzieci pocałujcie misia w dupę..."


Komentarze
Pokaż komentarze