W ostatnich moich wpisach wystąpiłem za tym, by nie usuwać krzyży z miejsc publicznych, a uzasadniałem to pustością fraz o „neutralności światopoglądowej”. Muszę to zdanie jeszcze raz podkreślić, chociaż robię to bez entuzjazmu. Bez entuzjazmu pisałem też tamte notatki (choć ich treści nie odwołuję). Opowiedziałem się za „cywilizacją chrześcijańską”, ale wiem, że bardzo wielu samych chrześcijan ma kulturowy dorobek swej religii w tak zwanym głębokim poważaniu - nic ich nie obchodzi Dante czy Kochanowski. Niejeden z nich krzyżem na ścianie chce przytłoczyć i zdominować inne grupy światopoglądowe. Tak jest u wielu chrześcijan, choć nie u wszystkich. Innym chrześcijanom publiczna obecność symboli potrzebna jest po to, by móc wymuszać na państwie rozwiązania prawne korzystne dla nich. Katolickie pomyły na społeczeństwo i państwo wtedy da się zrealizować, jeśli konstytucja europejska będzie miała odwołanie do Boga w preambule i właśnie, dlatego należy je w niej zamieścić – słyszałem kiedyś z ust katolickiego inteligenta. Wszystko to świadczy o tym, że chrześcijanie to tylko ludzie, jak wszyscy inni. Nie tak dawno na Salonie24 rozgorzały pełne emocji, jak to zwykle bywa w tematach religijnych, debaty o związkach, jakie zachodzą między religijnością a moralnością człowieka. Jedni dowodzili, że religijność jest niezbędna do tego, by żyć etycznie inni, że nie, byli też tacy, co przekonywali, że wiara wręcz szkodzi moralności. Ja bym na sprawę spojrzał jeszcze inaczej. Ludzie reprezentują moralną przeciętną niezależnie od tego czy wierzą czy nie. Moralna przeciętna to, coś co nazywa zjawisko bycia „trochę dobrym” i jednoczenie „trochę złym” a występuje najczęściej (jak się zdaje). Właśnie w swej moralnej przeciętności nie różnią się ani trochę najczęściej prostak i uczony, robotnik fizyczny i inteligent, penitent i spowiadający, a wreszcie wierzący i niewierzący. Każdemu z nich zdarza się kłamstewko albo przekręcik, instrumentalne traktowanie bliźnich (nawiasem mówiąc bez takiego instrumentalizmu nie możliwa byłaby polityka i handel), chęć dominacji (jest ona widoczna w dysputach), gra w „moje na wierzchu”. Niestety tak już jest. Tak też zawsze było i zawsze będzie – niezależnie od tego, czy w jakiej cywilizacji (chrześcijańskiej czy sekularnej) żyć przyjdzie.


Komentarze
Pokaż komentarze