Pamiętają Państwo może wszystko, to co robiła „Wyborcza” gdy wydano „Strach” Grossa? Ja pamiętam całkiem dobrze – nawoływała do tego, by Polacy odważnie zmierzyli się ze swoją narodową mitologią, że to zmierzenie się będzie dowodem na dojrzałość polskiego społeczeństwa, że wielkie narodowe katharsis, jakie ma wywołać książka „Strach” spycha na drugi plan fakt, że jest roi się ona od błędów metodologicznych pracy historyka.
Ciekawe, czemu dziś środowisko Wyborczej nie nawołuje do tego wszystkiego? Przecież książka panów Gontarczyka i Cenckiewicza też może służyć takim celom! Tymczasem obaj ci panowie są przez to środowisko odsądzani od czci i wiary. Weźmy ostatnie wypowiedzi T. Lisa, jego najnowszy tekst (http://wyborcza.pl/1,86116,5328701,Leo__Lech_i_Webb.html) wyraźnie sugeruje, że na Wałęsę prowadzona teraz jest jakaś nagonka; we wpisie wcześniejszym (http://wyborcza.pl/1,88145,5306233,PiS_torycy_wspolpracuja_z_SB.html) twierdzi – co prawda nie wprost, ale całej jego wypowiedzi nie da się inaczej rozumieć – że Gontarczyk i Cenckiewicz wykonują swą pracę na pod jakimiś politycznymi wpływami, bo przyszywa im etykietę PIS-toryków.
Inaczej obu tych historyków potraktowała pani Milewicz, pisząc że ich badania i najnowszą publikacja jest czymś takim samym, jak ewentualne badanie problemów Kościoła przez Joannę Senyszyn. Każdy jednak – mam nadzieję – przyzna, że ta analogia jest bardzo powierzchowna, gruba i po prostu prymitywna: Senyszynowa jest (bodajże) specjalistką od hodowli trzody chlewnej, kompetencji teologicznych nie ma najmniejszych. Gontarczyk z Cenckiewiczem posiadają doktoraty z historii, są autorami prac z tej dziedziny. Jakie zatem podobieństwo zachodzi miedzy nią a nimi?
„Pis-toryk”, porównania z Senyszyn, „policjanci pamięci”, sugerowanie serwilizmu politycznego – a tak określani są pp. Gontarczyk i Cenckiewicz - to są właśnie najczystsze cechy paszkwilów! To właśnie jest język paszkwilantów i pamfleciarzy.
Spójrzmy przez chwilę na postawę pana Gontarczyka (pisze tylko o nim, bo wypowiedzi Cenckiewicza zbyt dużo nie słyszałem) – wczoraj w programie Moniki Olejnik potrafił przyznać, że wiele z tez książki o Wałęsie ma charakter hipotetyczny, zaprosił innych historyków, by książkę tę krytykowali, otwarcie przyznał nawet, że pod wpływem krytyki, jej główna teza może upaść. Postapił zatem tak, jak przystało na prawdziwego naukowca i badacza.
W całej tej sprawie najbardziej dziwi mnie postawa samego Lecha Wałęsy.
Obejrzałem w Internecie film Grzegorza Brauna o agenturalnych powiązaniach Wałęsy. W scenie w której Braun rozmawia z nim padają takie słowa: „nawet pan nie pomyśl, że Wałęsa choć na chwilę, był po tamtej stronie – samo takie pomyślenie jest zbrodnią, ja, który pokonałem komunizm; zwijać żagle, nie ma was tu”.
I Wałęsa – ten, który tak potraktował Brauna – zarzucał (zresztą niesłusznie) Gontarczykowi i Cenckiewiczwi, że badając jego przeszłość nie poprosili go o rozmowę? A po co mieli to robić? Żeby usłyszeć: „samo myślenie o tym jest zbrodnią”? Nie rozumiem Wałęsy w jeszcze takiej sprawie: jak to jest, że tak wielki bojownik o demokrację, straszy pozwami sądowymi i 20-milionowymi (w euro) karami pieniężnymi tych, którzy z dobrodziejstwa demokracji, jakim jest wolność badań naukowych, myślenia i słowa, korzystają? O demokrację, gdzie będą kary finansowe dla badaczy, gdzie Telewizja straszona jest sądami, walczyłeś, panie Wałęsa?


Komentarze
Pokaż komentarze (20)