Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki
47
BLOG

Chorować w wielkim mieście

Grzegorz Kicki Grzegorz Kicki Polityka Obserwuj notkę 0

Poniższy tekst nie jest dziełem moim. Ja tylko udostępniłem łamy mojego bloga memu bratu, Marcinowi, który chciał podzielić się z Państwem tym co dzisiaj przeżył. Tekst jest znakomitym bodźcem do refleksji nad stanem służby zdrowia.

 

G.K. 

 

 

 

Hej

Postanowilem dzisiaj (12 08 2008) pozyczyc konto od mojego brata, gdyz musze sie podzielic tym co dzisiaj przezylem ;) jako iz nie prowadze wlasnego bloga, a ilosc moich znajomych jaka sie ostała w kraju jest zerowa pomyslalem ze po prostu podziele sie tym z Wami ;)

Wydaje mi sie ze historia, ktora postaram sie tu zawszec jest Wam znana i może nie jakos bardzo odkrywcza, ale myślalem, że takie warunki panuja tylko w mniejszych miastach, no ale coz ... duze miasta sa tak samo "za murzynami" jak i male ;)

Tak wiec moja hisotria zaczyna sie dzisiaj o 20, wypoczywam po pracy... nagle z pracy wraca moj znajomy, ktory od dwóch dni strasznie cierpial bole brzucha. Wreszcie postanowilismy, że pojdziemy z nim do lekarza, gdyż jego dolegliwość stala sie wręcz nie do zniesienia. Ów koleszka po prostu wygladal jakby wyszedl z pralki po ostrym wirowaniu.

No to ruszamy w poszukiwaniu przychodni; jako że w Warszawie mieszkamy od 6 miesiecy nie bardzo wiedzielismy gdzie sie udac, nagle do mojej glowy wpadla mysl "dawaj idziemy do szpitala na izbe przyjec, tam na bank Cie zbadaja" tak wiec ruszylismy ;)

Mieszkamy przy ulicy Czerniakowskiej, tak wiec obilo mi sie o uszy ze nie daleko stad jest szpital "Czerniakowski", no to ruszylismy ... i tak biedni szukalismy szpitala przez ladnych pare minut, nigdzie zadnej najmniejszej wzmianki gdzie on sie znajduje, zadnego znaku NICZEGO! no ale od czego sa przechodnie, prawda? niestety zewsząd docieraly do nas troszke nie do konca trafne informacje, ale wreszcie znalezlismy ! tak o 21:30 znalezlismy szpital, pomyslalem sobie toż z takim szyldem i zabudowaniem tego szpitala pewnie rodowici warszawiacy nie znajdą.

Wchodzimy do szpitala nie dlugo sie zastanawiajac łapie za klamke, taka duza biala w dzwiach plastykowych i nagle jakie wielkie bylo moje zdziwienie gdy zobaczylem, ze cala klamka jest po prostu uwalona we krwi :) tak wiec poł- wesół wszedlem do środka mysląc ze umyje sobie rece jak juz bedzie po sprawie z moim przyjacielem. Wchodze spogladam na sciany i czuje sie jak w filmie LOST kiedy to Lock schodzi do bunkru z lat 70-80 ;)
Powiem wiecej nawet gorzej, brudne, obdarte sciany z ktorych sie sypie, framugi drzwi powybijane, obtarte. Światlo przepieknie dodawalo klimatu, zepsute jarzeniowki mrygajace, sprawily ze naprawde czulem sie jak w bunkrze z Lockiem, no ale na szczescie lubie LOSTA. Pierwsza mysl jaka przeszla przeze mnie "jak tu ludzie moga dochodzic do siebie, ja bym tu psa nie zostawil a co dopiero czlowieka" no nic idziemy dalej...

Wreszcie dotarlismy do recepcji i po kilku wymienionych zdaniach dowiedzielismy sie ze w ogole trafilismy w zle miejsce, ze "jak to, ze gdzie to, jak mogliscie tutaj w ogole przyjsc przeciez to jest szpital, a szpital nie pomaga ludzia z ostrym bolem brzucha!", no trudno, na szczescie dostalismy dosc obszerne info gdzie isc dalej, okazalo sie ze to tylko 10 kilometrow dalej tak wiec spacerkiem spokojnie dojdziemy ;) Nie omieszkalem oczywiscie grzecznie wspomniec, ze cala klamka i troche szyby jest ubrodzona krwia, dostalem na szczescie mile info (bylem przygotowany na zbesztanie mnie z blotem), ze niestety mieli dosc trudnego pacjenta i zebym umyl rece w smierdzacym jak skurwysyn (przepraszam) kiblu.

Zadzownilem po taksowke i udalismy sie na ulice Malewskiego do przychodni 24 godzinnej. Pan taksowkarz podrapal sie po glowie i mowi "no to pojechali" i tak pojechalismy... gdy dotarlismy "prawie" do celu pan taksowkarz jeszcze 30 min szukal przychodi... okazalo sie ze jezdzilismy do okola niej, gdyz jest ona tak zabudowana ze wszystkich stron budynkami, a co najwazniejsze wejscie jest od zamknietego (no prawie zamknietego) podworka.

Radzi oplacamy taksowke i cieszymy sie, ze juz za niedlugo zalatwimy sprawe dostaniemy recepty na leki i bedzie super.
Wchodzimy do "calodobowej pomocy" mysląc ze gorzej niz na Czerniakowskiej byc nie moze (gdyz ten szpital byl w gorszym stanie niz najbardziej zadluzona placowka z moim rodzinym Gorzowie), jak się okazało jednak bylem w bledzie....tutaj ze scian wystawaly wszystkie kable jakie w nich byly, wszystkie sciany byly popisane przez, jak sie domyslam, mlodych ludzi czekajacych na przyjscie lekarza ;) no ale tu chociaz zostalismy obsluzeni; moj przyjaciel nie mial swojej ksiazeczki, ja naszczescie wzialem swoja i tak jakos sie udalo wejsc do lekrza na moj koszt(co oczywiscie jest malo wazne).
Moj przyjaciel wszedl dosc szybko przy okazji udalo mi sie zerkanc do srodka ;) klitka dwa-na-dwa metry gdzie przyjmowal lekarz wcale nie byla w lepszym stanie niz korytarz.
Tak wiec wyszedlem na zewnatrz, gdyz po prostu nienawidze szpitali/przychodni. Pomyslalem sobie zerkne przez szybke, no ale na szczescie byly one zasloniete starymi pieluchami co sprawilo ze nagle jakby poprawil sie moj humor ;)

Moj przyjaciel wyszedl zadowolony i razem udalismy sie na takowke; no ja moze w polowie zadowolony, bo przypomnialo mi sie ze co miesiac place 800 zl zusu, z czego przez 6 miesiecy udalo mi sie odlozyc cale 100 zl emerytury, wiec przypuszczam, ze reszta idzie na jakies skladki NFZ ... co sie dzieje z ta kasa? czy warto oplacac NFZ? hmmm po dluzszym zastanowieniu moge powiedziec tak, oplaca sie w jednym przypadku, gdy przyczepi sie do nas cos strasznego.

Marcin Klicki

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka