Każdy straszak jest dobry. Gdy postraszymy sąsiada, opowiadając mu, iż tylko nasza ochrona zapewni bezpieczeństwo jego dobytku (jakikolwiek by to dobytek nie był), wówczas sąsiad może się przestraszyć. A poważnie przestraszony zrobi wszystko, by ratować swój dobytek. I... zapłaci za jego ochronę. W klasycznym wypadku nazywa się to fachowo "wymuszenie", a "opłata" nie jest niczym innym, jak "haraczem". Wówczas wchodzimy po prostu w tematykę... mafii.
Gdy jednak sąsiad do strachliwych nie należy, albo (co gorsza dla nas samych) sam "robi" w mafii, wówczas to my dostać możemy po prostu po... mordzie. Kto wie, czy tylko raz. To w życiu.
W polityce rzecz miewa się bardziej skomplikowanie.
W polityce straszenie, na przykład niedobrą, bo zjednoczoną Europą, ma także na celu wywołanie zastraszenia. W jego wyniku zastraszony uda się następnie pod ochronne skrzydełka straszącego. Straszący po to przecież straszy, by zastraszony, w tym wypadku wyborca, oddał mu swój los w jego ręce. Właściciel straszaka dorwie się wkrótce do władzy, co wcale nie będzie oznaczać, że straszyć przestanie. Pieniądze (przepraszam, władza) co prawda szczęścia nie dają, ale... (mawiają w tej sytuacji nasi zachodni sąsiedzi), jak uspokajają.
A teraz do rzeczy.
Europa, ta zjednoczona i unijna monolitem nie jest. I nigdy nie była. Trudno zresztą by była, skoro tworzy ją grupa krajów tak odmiennych, jak dajmy na to Dania i Grecja. O Polsce, Holandii lub Niemczech już w ogóle przy okazji nie wspominając. Siła, w tym i zjednoczonej Europy, tkwi jednocześnie w różności i jedności. Wiedzą to doskonale od czasu zakończenia wojny Południa z Północą na przykład Amerykanie. I nikt rozsądny nie dąży ani w USA, ani w Unii do unifikacji czegoś, czego unifikować się nie da. I nawet nie należy.
Straszenie istnieniem Europy dwóch prędkości, w której Polska (lub Grecja, lub Rumunia, lub... ) odstawać będą (zawsze) w czymś tam od Wielkiej Brytanii lub od Niemiec, przypomina straszenie małego dziecka tym, iż wieczorem zrobi się ciemno.
Straszących jak zwykle nie brakuje.
Od lat słyszymy o niedoskonałościach tej lub tamtej struktury Unii. I o jej karygodnym wręcz tym lub tamtym. Straszący argumentów przeciw zjednoczonej Europie mają bez liku. Alternatywy żadnej.
Europie (tej zjednoczonej) to w niczym nie przeszkadza.
Miewa się nadal wyśmienicie. I rośnie.
18 kwietnia bieżącego roku skończy dokładnie sześćdziesiąt lat.
Europejska Wspólnota Węgla i Stali była jej początkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)