Blog
Głos w dyskusji
Grzegorz Lepianka
Grzegorz Lepianka grzegorz.lepianka(at)interia.pl
5 obserwujących 73 notki 33521 odsłon
Grzegorz Lepianka, 31 października 2011 r.

Rozmowa z Bartoszem Józwiakiem, Prezesem UPR

Szef Unii Polityki Realnej komentuje wynik wyborów parlamentarnych. Przedstawia pomysł na budowę polskiej Partii Republikańskiej, ocenia że Jarosław Kaczyński nie ma szans na zostanie polskim Orbanem i docenia współczesną Rosję jako państwo, które może służyć do przechowania depozytu fundamentów tradycyjnych form władzy i wartości.

 

 

 - - - Panie Prezesie, Komitet Wyborczy Prawicy osiągnął w skali kraju 0,24 procent głosów. Nawet gdyby udało się zarejestrować listy na całym terytorium to i tak pewnie nie wystarczyłoby na wejście do Sejmu…

Aby odpowiedzieć na to pytanie muszę nieco rozwinąć wątek tych wyborów. Wynik, jaki osiągnęliśmy jest oczywiście bardzo słaby. Tylko, że on nie odzwierciedla faktycznego poparcia dla UPR i Prawicy RP. Nie jest wyznacznikiem rzeczywistej pozycji oraz siły obu ugrupowań. Wynika to z przyjętych w tej kampanii strategii. Otóż w momencie, kiedy stało się jasne, że KW Prawica nie zarejestrował list wyborczych w całym kraju, zdecydowaliśmy się na zaniechanie prowadzenia kampanii. Inwestowanie środków i sił na z góry przegraną walkę (brak list w całym kraju praktycznie uniemożliwia przekroczenie progu 5% oraz dostanie się do parlamentu), uznaliśmy za działanie niezasadne.

Tak więc te 0,24% to jest ewidentnie dolny próg poparcia, jaki KW Prawicy mógł uzyskać nie robiąc kampanii (pamiętajmy też, że od tego momentu popieraliśmy kandydatów z innych list, którzy mieli realne szanse reprezentować w Sejmie bliskie nam idee; i części z nich udało się do Sejmu dostać, np. Przemysławowi Wiplerowi czy Andrzejowi Jaworskiemu startującym z list PiS). Nas nie było w telewizji, radiu czy prasie. Nie inwestowaliśmy w plakaty, bilbordy oraz płatne reklamy. Skupiliśmy się na poparciu dla naszych kandydatów do Senatu i tu, jak można prześledzić, wyniki były znacznie lepsze. Co nie znaczy, że zadowalające, skoro jednak żadnego Senatora nie mamy. Wydaje mi się, że taka strategia, jaką przyjęliśmy była jak najbardziej słuszna, gdyż wynikała z tego, w jaki sposób rozumiemy rolę partii politycznej. Dla nas ważny jest realny udział w rządzeniu krajem, a nie jedynie promocja własnego logo czy też jakiejś postaci. Skoro więc ten najistotniejszy element był w tej kampanii nieosiągalny, to jakiekolwiek inne rozwiązanie byłoby stratą sił. Oczywiście inne ugrupowania stosowały inną taktykę.

I tak KNP postanowił zrobić kampanię, angażował się w wybory na 200%. Jego lider w zasadzie codziennie był w prasie, telewizji, radiu czy na internetowych portalach. Skupiono się wokół tematu nieuczciwego i bezprawnego działania PKW, co było tematem bardzo nośnym, a kierunek słuszny. Ale efekt tej męczącej walki był równie słaby. Po rzuceniu wszystkich sił na barykady, udało się zebrać zaledwie 1% głosów. To mnie utwierdza w przekonaniu o słuszności naszej decyzji. Nie oszukujmy się, wynik na poziomie 0,24 czy 1 % jest bez znaczenia. Są to osiągnięcia beznadziejne, sytuujące się wyraźnie poniżej błędu statystycznego. Czyli cała akcja wyborcza w przypadku drogi obranej przez KNP poszła można by powiedzieć jak para w gwizdek. I proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie zamierzam krytykować KNP. Podjęli walkę, włożyli w nią dużo sił i pewnie serca. Tu pełna zgoda. Ja chcę jedynie pokazać na ich przykładzie, gdyż kampania KNP była bardzo konkretna, że i tak nic to nie mogło dać. Ktoś jednak musiał to sprawdzić, abyśmy mieli pewność, że tak jest. Nasze założenie było teoretyczne.

Warto sobie zadać pytanie, kiedy w takim razie doszło do przegranej polskiej prawicy? Oczywiście w momencie nie zarejestrowania list w całej Polsce. To był moment, który zamknął wrota do Sejmu i nic już nikomu nie mogło pomóc. Trzeba zastanowić się nad tym, dlaczego nie udało się zarejestrować tych list? To jest oczywiście wynik zaistnienia wielu zjawisk. Od fatalnej ordynacji wyborczej, przez łamanie prawa przez PKW czy utrudniające działania Namiestnika Komorowskiego (wakacyjny, a do tego bardzo krótki termin zbierania podpisów), po ogólne zniechęcenie społeczeństwa do aktywności wyborczej. Nawet tak nikłej jak podpis na liście. Jeszcze nigdy, podpisów nie zbierało się tak trudno. Tyle, że to nie może być usprawiedliwienie, gdyż, może po za czynnikiem społecznym, trudnym do oszacowania wcześniej, wszystkie inne były każdemu znane. Decydując się na start w wyborach, wiedzieliśmy, na jakich, niedogodnych warunkach przyjdzie nam rywalizować. Musimy więc najpierw poszukać istotnych przyczyn porażki w samej organizacji zbiórki podpisów, logistyce czy ogólnie sile partii prawicowych.

Krótko mówiąc na własnych podwórkach. Moim zdaniem, wbrew opinii niektórych, zbiórka podpisów wcale nie jest banalnie prostą czynnością. Gdyby tak było, to wszyscy byśmy tego dokonali. Jest to bardzo trudne zadanie i jeden z istotniejszych elementów wyborczej strategii, która miała docelowo właśnie doprowadzić do tego, że już nie tylko prawica w wyborach nie będzie wygrywała, ale nie będzie nawet dopuszczana do tych wyborów. I owo założenie ustawodawców okazało się słuszne. Niestety nie zdołaliśmy tej przeszkody przeskoczyć. Ważne jest, przynajmniej w przypadku UPR, że dziś wiemy choć gdzie sami popełniliśmy błędy i co trzeba zrobić aby ich więcej nie było. Wiemy też, jaka siła jest potrzebna aby start wyborczy miał szansę realnego powodzenia. A to już duża zaliczka na przyszłość.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

free counters

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @entefuhrer 1,5 proc. poparcia to jak dla partii planktonowej dobry wynik. Ciekawi mnie jak...
  • @domis86 PiS nie jest czystym socjalizmem. Nawet wcale nie jest socjalizmem :))
  • @Jerzy789 To raczej wątpliwe aby PL odbierała głosy PiSowi. Prędzej będą odbierać...

Tematy w dziale