Zapiski z 1001 nocy - nawiązanie do pewnego wydawnictwa muzycznego z 2010 - to ciekawe dziś pojęcie. Bo dziś minęło 1001 dni rządów Donalda Tuska. Data tez ciekawa, ale wszyscy pamietali/nie pamiętali o 1000 dniach rządów PO.
To czas, wg mnie, największego kryzysu Polski po 1989r. Nie tylko gospodarczego, przede wszystkim moralnego.
Bo w latach 2007 -2010 polska debata publiczna, pokazywana przez rosnące w siłę całodobowe stacje newsowe, debata, która dopiero siękrystalizowała - sięgnęła dna. Bohaterem mediów stali się ci, którzy wnosza do studia świński ryj, jadą do Sopotu i robią lipcowy objazdowy cyrk, wyzywają głowę państwa od chamów, durni i alkoholików. A miało być tak pięknie...
Te 1001 nocy i dni, które nie były ukwiecone nenufarami, to lata wojny a nie rządzenia. Albo rządzenia - gaszenia pożarów, próby zrobienia czegoś dobrze, a wychodzi jak zwykle - Katarczyki nie kupiły stoczni.
To 1001 dni i nocy powiększenia pęknięcia między Polakami, ale nie wszystkimi. Tylko tymi, którzy za Boga stawiają prezesa swojej superPartii. I nienawidzą drugiej strony bardziej niż diabeł święconej wody, podgrzewani przez niby bezpartyjne, niby katolickie, niby wolne media. Ale można przeczytać gazetę i posłuchać radyjka i kochac wszystkich jak Irlandię.
Irlandia miała być - jest?
To też chude lata polskiego futbolu i polskiego sportu. Mamy sportowców wielkich, którzy powinni być szcególnie honorowani za to, ze dają nam poczucie dumy z bycia Polakiem, tak, tym Polakiem niedojdą, narzekaczem, skrzywdzonym przez historię i zawsze robionych w ...., ale nasi futboliści na Euro 2008 pokazali, ze lepiej było wyjechac do Niemiec i być Lukasem, niż grać w Niemczech i strzelać jak Jacek Krzynówek. A jak jest z naszym futbolem - widzimy nasze kluby. Ale jest nadzieja.
Te 1001 nocy Polski "jakiej takiej" czyli mogło by być gorzej, jest jak jest raz gorzej, raz lepiej kończy tragedia. Widać w niej, ze musiało do niej dojść, ale lekcji z niej - nie odrobiliśmy. Dziś to widzimy.
W najbliższych wyborach parlamentarnych raczej nie poprę obu stron wojenki. I namawiał bym do tego kroku wszystkich rozsądnych, rozdartych. Choć chciałbym głosować za kimś, a nie jak większośc - przeciw komuś. Nadzieja prysła 4 lipca. Więc wolę zagłosować na nie wiem jeszcze co, ale oddam ten głos przeciw władcom Polski Kryzysu - Jarosławowi K. i Donaldowi T., którzy z sumień, uczuć i Polaków zrobili bojówki swoich formacji. Cel? - nie dobro kraju, dobro to oni mają gdzieś. Liczy się władza, cholerna pokusa władzy i robienia hucpy.
Czy panowie się zmienią? Zmienią się ale pod naszym wpływem, albo zniszczą nasze pragnienia na lepszy kraj (nową formację) hakami. Bo do 2011 mają czas na zmianę - albo skończą wojnę i dojdą do porozumienia polegajacego na wzajemnym szacunku - albo głos przeciw nim. Bo argumentacja ze byliśmy w Solidarności, opozycji w PRL i zrobiliśmy przełom - sorry, siedzicie już 21 lat, pod różnymi nazwami i takie argumenty to bzdury.
Szkoda że zniszczyliscie idee Solidarności. Bo "Solidarni" czy "Krzyżowcy" to nie solidarność.
I mamy kryzys. Tak wyglądają w skrócie te zapiski z 1001 nocy.



Komentarze
Pokaż komentarze