Gubon Gubon
56
BLOG

700 stron bez zrozumienia...

Gubon Gubon Polityka Obserwuj notkę 2
Czy można napisać 700 stron książki bez zrozumienia materii o której się pisze? Czy można być dziennikarzem Forbes'a, zajmować sie finansami międzynarodowymi i napisać 700 stron bez zrozumienia... Nie! to nie jest możliwe! Jedynym wyjaśnieniem tego paradoksu jest to, że ja jestem parweniuszem ekonomicznym i wszystkie moje poniższe wywody wynikają z luk edukacyjnych i braku pokory wobec autorytetów.
Zanim przejdę do rzeczy proszę o zapoznanie się z króciutkim tekstem o

modelu ekonomicznym Anioła Gabriela.

To niezbędne aby resztę moich słów przeczytać... ze zrozumieniem. Do rzeczy więc:
Steven Solomon napisał w 1995 r. książkę "Gra o zaufanie - Jak szefowie Banków centralnych rządzą gospodarką globalną". Ja przeczytałem ją teraz w 2007 r. i im bardziej się w nią wgłębiałem tym bardziej rosło moje zdumienie. Blisko mi do „austriackiej szkoły ekonomicznej” Misesa czy Rothbarda i sądząc po tytule spodziewałem się demaskatorskiej rozprawy o szkodliwości bankowości centralnej budującej inflacyjną bankowość komercyjną opartą na rezerwach cząstkowych. No i? No i z rosnącym niedowierzaniem wciągałem się w sensacyjną fabułę o „przemądrych” gościach ratujących co rusz światowy system finansowy od zapaści. Nie żebym wątpił w fakty, książka jest bardzo rzetelna, pełna autentycznych danych i wypowiedzi szefów banków centralnych z całego świata. Autor z prawdziwym talentem opisuje jak FED pod zarządem Volckera wyrwał Amerykę inflacji, jak subtelnie rozrastały się wpływy banków centralnych i jak zbawienne są ich działania dla spokoju na świecie. Qrcze, ołtarza tylko brak...
Czytając czekałem na moment w którym Salomon przejrzy na oczy i zamiast pisać o dobroczynnym wpompowywaniu pieniędzy w gospodarkę "załapie", że to właśnie jest przyczyną kryzysów.
Co chwila był blisko, zahaczał o dodruk pieniądza, miał chwile niepokoju czy aby wszystko z tym w porządku.
"Zasadnicza siła systemu kredytów bankowych leży w praktycznie nieograniczonej zdolności tych instytucji do rozszerzania kredytu... w oparciu o niewielką rezerwę pieniężną. Pietą achillesową tego układu jest jego wyjątkowa wrażliwość na nagłe skurcze, kiedy pojawią się wątpliwości odnośnie zdolności do spłaty zobowiązań w systemie jako całości."
Hm... no nie nazwał tego piramidą ale coś mu lekko podśmierduje, niestety kwestia, że ta kredytowa ekspansja to druk pustych pieniędzy, umyka skutecznie jak w wielu podobnych konstatacjach tej książki.
Tajemnicę tej ślepoty wyjaśnia sam Salomon:
"Alchemię bankowości centralnej można scharakteryzować takim epigramatem: gdyby na świecie istniał tylko jeden pomidor i jeden banknot dolarowy, cena pomidora wynosiłaby 1 dolar. Zadaniem bankiera centralnego byłoby wprowadzenie za pośrednictwem systemu finansowego do gospodarki drugiego dolara w taki sposób, aby raczej stymulować wyprodukowanie dwóch pomidorów za jednego dolara niż droga inflacji zwiększyć cenę jednego pomidora do dwóch."

Zwróćcie uwagę, że sam Salomon (podświadomie?) używa słów "alchemia" (i słusznie bo do wartości naukowej tej porażającej myśli baaardzo daleko) i "epigramat" czyli utwór poetycki lub fraszka.
Jak dalece można "wyprzeć" proste zależności ekonomiczne z umysłu widać w wątku, który mnie tak na prawdę uruchomił do napisania tego tekstu, Salomon pozwolił sobie na taką niewinną konstatację:
"Pierwszy bank centralny tego kraju (Niemiec), Reichsbank, powołany w 1876 r. jako instytucja kierowana przez rząd, był w 1923 r. świadkiem jednego znajgroźniejszych przejawów hiperinflacji w dziejach; ponieważ ceny podwajały się co godzinę, Niemcy potrzebowali taczek banknotów, by zrobic zakupy." (Steven Salomon "Gra o zaufanie - Jak szefowie Banków centralnych rządzą gospodarką globalną" str. 352)

Był świadkiem?!!!! Równie ślepym na przyczynę inflacji jak Salomon? Pozwólcie, że za Rothbardem zacytuję niesławną mowę prezesa Reichsbanku Rudolfa Havensteina z sierpnia 1923 r.
"Niespotykana deprecjacja marki w naturalny sposób stworzyła szybko rosnące zapotrzebowanie na dodatkową ilość waluty, któremu Reichsbank nie zawsze był w stanie sprostać. Uproszczona produkcja banknotów o dużych nominałach pozwoliła nam wprowadzić do obiegu wielkie ich ilości. Ale te ogromne sumy nie wystarczają, by zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na środki płatności, osiągające ostatnio fantastyczne rozmiary w związku z niespotykanym wzrostem płac."
Czyż to nie piroman gaszący ogień prochem, na dodatek święcie przekonany, że jest strażakiem?!!!! Czy przy okazji, czytający me słowa Keynesiści mogliby się już wyleczyć z mitu, że inflację powoduje wzrost płac?
Proponuje też rozwianie kolejnego mitu, mitu o sukcesie gospodarczym Hitlera. Ze wspomnianej hiperinflacji Niemcy wywinęli się Rentmarką opartą na przestrzeganym (do Hitlera) zakazie zwiększania jej podaży. Ekonomista, mistrz malarstwa pokojowego Adolf, oczywiście miał nie wiele więcej ekonomicznej kompetencji od naszego dziennikarz Forbs'a i w styczniu 1939 r. musiał już zdymisjonować całe kierownictwo Reichsbanku (łącznie z Hjalmarem Schachtem, który w 1923 r. skończył z hiperinflacją). Ponieważ siebie nie mógł zdymisjonować kiedy inflacja wciąż rosła, postanowił zdymisjonować... całą historię świata.

I tu dochodzimy to sedna sprawy, myśli przewodniej moich wypocin.
Kiedyś byliśmy wszyscy przekonani, że ziemia jest płaska i jakoś żyliśmy. Dziś pięciolatek z tym nie dyskutuje. Do końca XVIII w. uważaliśmy, że ciepło to płyn zwany flogistonem a tlen na początku nazywaliśmy odflogonistonowanym powietrzem i ...jakoś żyliśmy. Do Newtona nie rozumieliśmy praw grawitacji (ba! ilu z nas odpowie prawidłowo na przedszkolne pytanie "co szybciej spadnie, wymiarowo identyczny obiekt z drewna czy z ołowiu?). Przestaliśmy na szczęście dyskutować z grawitacją, ale kiedy przestaniemy dyskutować z jasno wyłożonymi, żelaznymi prawami ekonomii? Mamy wręcz atawistyczne przekonanie, że więcej pieniędzy powoduje wzrost gospodarczy. To nie prawda, wzrost bierze się z większej ilości dóbr. A pozorne i chwilowe zwiększanie ilości dóbr z powodu wpuszczenia pustych pieniędzy powoduje jedynie inflację, cykle koniunkturalne i tak na prawdę na dłuższą metę zwalnia rozwój.
Wszystko zależy od od tego czy jesteśmy w stanie przeczytać ze zrozumieniem parę stron (niestety parę... tysięcy) traktującej o ekonomii z tzw. szkoły austriackiej. Ja polecam podręcznik akademicki Rothbarda „Tajniki Bankowości” i zapewniam przewrotnie słowami szefa FED Paula Volckera, że nie jest to książka "na tyle zmatematyzowana, że nie potrafię jej zrozumieć ani tak napuszona, że nie chce mi się jej czytać”
Gubon
O mnie Gubon

Czasami trzeba tony wiedzy żeby zmienić gram przekonań

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka