Mój umysł w wolnych chwilach zajmuje się iście konfucjańskim (fuj!) działaniem, myśleniem jak wyrwać ludzi z fiskalno państwowej niedoli.
Przeczytałem w tym roku ok. 30 tu książek traktujących temat raczej głęboko, że wspomnę: Państwo – Bastiat; Tajniki Bankowości – Rothbard; Tajemnica Kapitału – De Soto; Droga do zniewolenia - Hayek; Moralna i nie moralna historia pieniądza – Sedillot; Ameryka bez ograniczeń – Daalder i Lindsay; Chrzescijanina odpowiedź na ubóstwo – Sadowsky; Balcerowicz 800 dni – Balcerowicz; Nonzero Logika ludzkiego przeznaczenia – Wright; Demokracja bóg, który zawiódł - Hoppe; Ekonomia dla Normalnych ludzi – Callahan; Netokracja – Bard i Soderqvist.
Długo by jeszcze wspominać... aha, polecam „Wykończyć Bogatych” Patricka O'Rourke. O mało mi przepona nie pękła ze śmiechu kilka razy, znakomita! Dlaczego tak chełpię się tymi lekturami? Aby poprawić sobie poczucie wartości? Nie, w tym celu chodzę do psychoterapeuty. Piszę aby ukazać pewną wagę, w przenośni i dosłownie. Na jej prawej szalce jest praca włożona w zrozumienie, powiązanie związków przyczynowo skutkowych, na lewej są przypadkowe skróty myślowe od jednego zdeformowanego strzępka przypadkowych informacji do innego echa prasowego tytułu. Wydawać by sie mogło, że prawa strona powinna łatwo przeważyć... nic bardziej mylnego!
Szukając dziś korzeni współczesnego socjalistycznego etatyzmu wklepałem w google frazę: „państwo Bismarcka” i... nie uwierzycie! Na pierwszym miejscu blog, ale za to jaki! Patrycja Kosiarkiewicz – piosenkarka... Niech pierwsze zdanie i kilka „wyciągów będą zachętą do zajrzenia:
Wydaje się, że u podstaw idei państwa Bismarcka, leżała troska o nieprzystosowanych, o tych, którzy nie mają dość sprytu i umiejętności, by w fali przeciętności nie spadać poniżej przeciętnej. Gdyby było inaczej, państwo nie nakładałoby na barki swoich obywateli ciężaru kolejnego podatku zwanego społecznym ubezpieczeniem.
Na to wszystko państwo musi łożyć, bez tego nasz świat pogrążyłby się w chaosie. Łatwo zauważyć, że moja wizja jest dość zbieżna ze stanem faktycznym. Rzecz polega na tym, że w społeczeństwach demokratycznych wydawanie wspólnych pieniędzy dotknęło złotego środka, punktu, w którym to wszystko, co racjonalne zazębiło się z tym, co osiągalne w danym kontekście kulturowym. Po prostu lepiej się już tego zrobić nie da.
No cóż jakaś puenta by sie przydała, ale Patrycja i tak nie stanie się fanką Missesa, nie wejdzie też ze mną w polemikę. Przecież „lepiej sie już nie da tego zrobić”. Pozdrawiam wszystkich, których to „kosztem”, rozumiejących, że to na nic, a zwłaszcza wiedzących, że najbardziej cierpią owi biedni i wymagający troski...
Spojrzałem na motto mojego bloga i zrozumiałem swoje przygnębienie: hm... jeśli czasami trzeba tony wiedzy aby zmienić gram przekonać, to czego trzeba aby zmienić ich tonę !?


Komentarze
Pokaż komentarze