Gubon Gubon
39
BLOG

Salon 24 - anonimowi... państwoholicy

Gubon Gubon Polityka Obserwuj notkę 1

Zastanawia mnie trochę irytacja jaką wywołują słowa podważające istotę „państwa”, (nie mylić z Prawem). W argumentacji obrońców często słyszy się powołania na historię i dominującą w niej rolę państw. Równie dobrze można by gloryfikować wojnę, która wciąż w historii jest czynnikiem determinującym (z resztą, właśnie przez państwa). Jest parę książek, które mogłyby terapeutycznie zachwiać mniemaniem o pożyteczności struktury państwa. Wiem, że my ludzie nie jesteśmy idealni ani za bardzo policzalni (wystarczy, że znam siebie:). Jednak nie bez powodu tytuł najważniejszego dzieła ekonomicznego a zarazem socjologicznego (moim skromnym zdaniem) brzmi „Human action”. Warto przyjrzeć się zasadom ludzkiego działania. Mises poświecił na to ok 1000 stron. Ja z konieczności mogą posługiwać się ogromnymi skrótami. Rzecz w tym, że one chyba kompletnie niespójne są z „państwowym paradygmatem”. Mój brzmi tak:

Człowiek rozwija się wspaniale i szybko wtedy, kiedy nikt nie decyduje o jego życiu, kiedy jest zdany na siebie i nikt siłą nie narzuca mu reguł czy objawionych prawd. Co ciekawe, wcale nie zamienia się w krwiożerczą bestię.

Staram się zrozumieć fundamenty „państwowego” myślenia i odnoszę wrażenie, że oparte są o przeświadczenie, że wolni ludzie zaraz będą wyczyniać jakieś straszne rzeczy, masakry itp (jakież, gorsze rzeczy mogą czynić od tych, które przez wieki wyczyniali ci co mieli w rękach wzmacniacz państwowy?) Szukam w myślach przykładów historycznych, chętnie bym poznał, te które znam uczą czegoś odwrotnego.

Dla mnie jest jasne, że to przez ten wzmacniacz, czy to narodowy, czy religijny czy inny, pojedynczy ludzie mogli zabijać i uciskać miliony. Bez systemowego wzmacniacza mogliby by zabić... 500, 1000 osób? Ale to skrajny przykład. Rozważmy jakość ludzkiego życia w kontekście wolności obywatela.

Głód towarzyszył nam od początku istnienia. Jeszcze w XIX w. głodowali Irlandczycy, o Ukrainie pod rządami sowieckimi nie wspominam. Przez tysiące lat ludzie żyli w brudzie i... krótko. Krótko, bo albo wykańczały ich głód i choroby, albo władcy i hierarchowie państwa wyżynali w pień jako heretyków, odszczepieńców, niewolników, podludzi itp.

Znam jednak 2 okresy w historii człowieka kiedy było inaczej, kiedy to ludzie żyli bez narzuconych odgórnie biurokratycznych struktur. Pewnie przez jakiś głupi przypadek, oba te okresy to zdumiewające skoki w rozwoju człowieka. Pierwszy to prawie nieznane nam europejczykom, 8 wieków cywilizacji „saracenów”, drugi to zapoczątkowany przez Kolumba epizod amerykański. Wspominam o Kolumbie świadomie, bo nie wielu wie, że to dzięki mapom dostarczonym mu przez „saracenów” dotarł do Ameryki. Natomiast późniejszy epizod wolnej Ameryki można najkrócej oddać cytując Weavera:

Trzy pokolenia - od dziadka do wnuka - ... przezwyciężyło ciemność nocy – od łuczywa... do żarówek elektrycznych, od wozów zaprzężonych w woły do samolotów.

Tylko 160 lat zmieniło świat w sposób niewyobrażalny! Amerykański epizod nie byłby oczywiście możliwy bez mozolnego zbierania się nowych myśli i wynalazków z całej historii człowieka (choć hamowanego przez system zniewolenia). Nie byłby możliwy bez Sokratesa czy Arystotelesa. Jednak gdyby na niesterowanych przez nikogo, saraceńskich uniwersytetach w Damaszku czy Bagdadzie nie przetłumaczono dzieł starożytnych na arabski, to być może Albert Wielki i jego uczeń Tomasz z Akwinu nie mieliby szansy ich przeczytać. Gdzie byłaby Europa dziś?

Myślę, że słowa europejczyka natchnionego amerykańską wolnością, mocno mogą dotyczyć wielu z nas:

Aby naród pokochał wolność, wystarczy aby ją poznał. - Lafayette

Sami sobie zadajcie pytanie: czy znacie wolność? Czy znacie skuteczne i szybkie prawo? Czy znacie sytuacje kiedy to człowiek jest podmiotem? Czy lękając się świata opartego na dobrowolnej wymianie i skutecznej ochronie siebie i swojej własności, opieracie się na jakiś złych doświadczeniach z historii? Uciekliście z takich anarchistycznych enklaw aby szukać ratunku w naszym uporządkowanym państwowym edenie? Rzecz w tym, że nie ma czegoś takiego jak byt społeczeństwa czy byt państwa. To coś ma jakieś emocje, marzenia, dramaty i chwile szczęścia? Nie! Bo to człowiek i jego własność jest podmiotem życia społeczeństwa! No, ale czym by żyli uzależnieni od tego bezsensownego bajzlu obywatele? Czym żyłby salon24?

Gubon
O mnie Gubon

Czasami trzeba tony wiedzy żeby zmienić gram przekonań

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka