Gubon Gubon
80
BLOG

Inflacja w XVI w. a reality show w IV RP.

Gubon Gubon Polityka Obserwuj notkę 0
Z czego powinni się leczyć „państwoholicy”?
Blogi, wydawać by się mogło, to miejsce wnikliwej obserwacji procesów życia obywateli Państwa Polskiego początku XXI w. Miejsce naprawiania tej rzeczywistości. Temu pewnie służą „trafne” zgadywanki na temat tego czy premier dostanie wysypki, a wicepremier zesmarka się ze strachu przed wielkim strategiem. Czy pamiętacie swoje analizy węzła sznurowadła siódmego buta dziewiątego garnituru jednego z waszych idoli z sejmbrothera z przed np. 8 miesięcy? Czy spijając słowa z ust tych „piewców mądrości”, pieszcząc ich ulotne znaczenia, macie wrażenie, że przyczyniacie się do rozwoju... czegokolwiek lub kogokolwiek. Politycy dali wam w promocji za złotówkę, wszystkołączące (monitory, telewizory, szpalty) piloty, ale... z jednym kanałem (żeby nie rzec ze ściekiem), z jednym programem: „Szansa na ważność”. Tymczasem procesy dzieją się pod spodem, niepowstrzymane, konsekwentne, rzeczywiście trudne do ogarnięcia. Jest ogromna literatura obdzierająca to tanie przedstawienie z „szmat” pozorów... ważności. Tak rzadko, można odnaleźć tu analizy, z których coś wynika lub ma związek z czymkolwiek ważnym dla mnie i dla ...WAS. Czymś tak ważnym jak np. ceny zboża we Francji w 1600 r.? Że jakaś bzdura? Na pewno?

Każdy z Was spędza co najmniej 8 godz, dziennie aby zarobić na chleb i na łącze, aby móc badać zagadki duszy Jarosława i Andrzeja (no i na pilota). To w skali życia sporo czasu, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że coś koło połowy tego życia. Czy ten czas ma wartość? Czy gdyby można ograniczyć go do 1/3-ciej, to ktoś z Was powiedziałby – NIE! A do 1/5-tej? To co powoduje, że jakość tej połowy życia oddajemy, jak nieprzytomne ślimaki, w ręce kompletnych dyletantów? Jaka bariera w umyśle, każe traktować wyliczenia obciążeń podatkowych (co najmniej 70%) jak oszołomstwo? A jeśli już, ktoś z łaski sprawdzi, to co powoduje akceptację bez zająknięcia? Lęk przed utratą sejmbrothera?

Dlaczego zrozumienie np. procederu inflacji i jej niemoralnego, niszczącego charakteru jest tak trudno osiągalne dla większości? A może wyjaśniania to natura uzależnienia?. Ja będąc wciąż palaczem skutecznie wypieram z umysłu oczywiste przecież skutki. Jak to wyparcie jest silne wśród najmądrzejszych nawet ludzi uzmysłowił mi po raz milion trzeci, Norman Davis w swojej, (znakomitej przecież) dwu kilogramowej „Historii Europy”. Będąc świeżo po „Moralnej i nie moralnej historii pieniądza” Rene Sedillot-a, nie mogłem nie zauważyć jaki nieprzenikniony jest dla tak przenikliwego historyka temat „wartości monety”. Analizując inflację w XVI wieku napisał:

Na przykład ceny zboża we Francji, przy stosunkowo niewielkiej podaży monety, były w roku 1600 ponad siedmiokrotnie wyższe niż 1500 r. ... Szukając wyjaśnienia tego stanu rzeczy, dzisiejsi badacze podkreślają raczej takie czynniki, jak wzrost ludności, głód ziemi czy zwyżkę czynszów i podatków, niż problem wartości monety.”

Klasyczne niezrozumienie! Cóż to niby znaczy „wartość monety”. Nie istnieje, kiedy oderwie sie to pojęcie od niepodważalnego prawa ekonomii mówiącego, że kiedy ilość środków płatniczych (z jakiś cudownych powodów) wzrasta szybciej niż ilość dóbr, presja na dobra rośnie podnosząc cenę. Zyskują ci, którzy stoją u źródeł tego wpływu, bo kupują przed wzrostem cen. Traci cała wielka reszta bo strumień pieniędzy dociera do nich zawsze po „utracie wartości”, kolejnym rozcieńczeniu. Zresztą, czyż nie jest wręcz infantylne wyjaśnianie zwyżki czynszów... zwyżką czynszów!

Na tej samej stronie (558) Davies wspomina o podstawowej przyczynie, ale nie potrafi połączyć zjawiska rozcieńczania siły nabywczej pieniądza z „wartością monety”. Pisze bez przekonania, że niektórzy inflację zaczęli łączyć „z napływem hiszpańskiego złota i srebra”.

Tymczasem złoto trafiając z Ameryki zasilało całą Europę. „Hiszpania sprowadzała z sąsiedniej Francji sól, zboże, papier i meble. Z Anglii płótno. Z krajów nadbałtyckich drewno do budowy statków.” Jak silny popyt wychodził z Hiszpanii na wszelkie dobra, Sedillot puentuje trafnie dodając: „Którędy uciekają cenne metale? Długie konwoje – obujaczone muły i ciężkie wozy – kierują sie z Sewilii na targowiska (Medina del Campo), do portów kantabryjskich (Laredo) i śródziemnomorskich (Barcelona Walencja). Potem płyną ku La Rochelle, Antwerpii, Genui albo Liworno. Na próżno władze Hiszpanii próbują zatrzymać ten strumień, zakazując wywozu sztabek i monet. Amerykański srebrno-złoty deszcz spadł najpierw na Hiszpanie, potem użyźnił cały kontynent. (Rene Sedillot - Moralna i nie moralna historia pieniądza. W.A.B. str. 102). Jak dalece można "wyprzeć" proste zależności ekonomiczne z umysłu widać w wątku z książki dziennikarza Forbs-a. Steve Salomon pozwolił sobie na taką niewinną konstatację: "Pierwszy bank centralny tego kraju (Niemiec), Reichsbank, powołany w 1876 r. jako instytucja kierowana przez rząd, był w 1923 r. świadkiem jednego z najgroźniejszych przejawów hiperinflacji w dziejach; ponieważ ceny podwajały się co godzinę, Niemcy potrzebowali taczek banknotów, by zrobić zakupy." (Steven Salomon "Gra o zaufanie - Jak szefowie Banków centralnych rządzą gospodarką globalną" str. 352). Był świadkiem?!!!! Równie ślepym na przyczynę inflacji jak Salomon i Davis? Pozwólcie, że za Rothbardem zacytuję niesławną mowę prezesa Reichsbanku Rudolfa Havensteina z sierpnia 1923 r.

"Niespotykana deprecjacja marki w naturalny sposób stworzyła szybko rosnące zapotrzebowanie na dodatkową ilość waluty, któremu Reichsbank nie zawsze był w stanie sprostać. Uproszczona produkcja banknotów o dużych nominałach pozwoliła nam wprowadzić do obiegu wielkie ich ilości. Ale te ogromne sumy nie wystarczają, by zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na środki płatności, osiągające ostatnio fantastyczne rozmiary w związku z niespotykanym wzrostem płac."
Czyż to nie piroman gaszący ogień prochem, na dodatek święcie przekonany, że jest strażakiem?!!!! Czy przy okazji, czytający me słowa Keynesiści mogliby się już wyleczyć z mitu, że inflację powoduje wzrost płac? Proponuje też rozwianie kolejnego mitu, mitu o sukcesie gospodarczym Hitlera. Ze wspomnianej hiperinflacji Niemcy wywinęli się Rentmarką opartą na przestrzeganym (do Hitlera) zakazie zwiększania jej podaży. Ekonomista, mistrz malarstwa pokojowego Adolf, oczywiście miał nie wiele więcej ekonomicznej kompetencji od naszego dziennikarz Forbs'a i w styczniu 1939 r. musiał już zdymisjonować całe kierownictwo Reichsbanku (łącznie z Hjalmarem Schachtem, który w 1923 r. skończył z hiperinflacją). Ponieważ siebie nie mógł zdymisjonować kiedy inflacja wciąż rosła, postanowił zdymisjonować... całą historię świata.
Na koniec z naszego podwórka, nasz bank centralny od 1997 r. zwiększył ilość złotówek z 140 mld do... 500 mld. (Dane ze strony NBP)

P.S. Ten wątek z Salomona „wyjąłem” żywcem z mojego innego tekstu, najwyraźniej jestem od tematu uzależniony. To może nie jest zbyt szkodliwe dla mnie, nie bardziej niż uzależnienie od wiary, że kiedyś wreszcie zobaczymy to powszechnie... Dorzucę jeszcze w promocji model ekonomiczny Anioła Gabriela. (za złotówkę)

Gubon
O mnie Gubon

Czasami trzeba tony wiedzy żeby zmienić gram przekonań

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka