Każdy z Was spędza co najmniej 8 godz, dziennie aby zarobić na chleb i na łącze, aby móc badać zagadki duszy Jarosława i Andrzeja (no i na pilota). To w skali życia sporo czasu, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że coś koło połowy tego życia. Czy ten czas ma wartość? Czy gdyby można ograniczyć go do 1/3-ciej, to ktoś z Was powiedziałby – NIE! A do 1/5-tej? To co powoduje, że jakość tej połowy życia oddajemy, jak nieprzytomne ślimaki, w ręce kompletnych dyletantów? Jaka bariera w umyśle, każe traktować wyliczenia obciążeń podatkowych (co najmniej 70%) jak oszołomstwo? A jeśli już, ktoś z łaski sprawdzi, to co powoduje akceptację bez zająknięcia? Lęk przed utratą sejmbrothera?
Dlaczego zrozumienie np. procederu inflacji i jej niemoralnego, niszczącego charakteru jest tak trudno osiągalne dla większości? A może wyjaśniania to natura uzależnienia?. Ja będąc wciąż palaczem skutecznie wypieram z umysłu oczywiste przecież skutki. Jak to wyparcie jest silne wśród najmądrzejszych nawet ludzi uzmysłowił mi po raz milion trzeci, Norman Davis w swojej, (znakomitej przecież) dwu kilogramowej „Historii Europy”. Będąc świeżo po „Moralnej i nie moralnej historii pieniądza” Rene Sedillot-a, nie mogłem nie zauważyć jaki nieprzenikniony jest dla tak przenikliwego historyka temat „wartości monety”. Analizując inflację w XVI wieku napisał:
Klasyczne niezrozumienie! Cóż to niby znaczy „wartość monety”. Nie istnieje, kiedy oderwie sie to pojęcie od niepodważalnego prawa ekonomii mówiącego, że kiedy ilość środków płatniczych (z jakiś cudownych powodów) wzrasta szybciej niż ilość dóbr, presja na dobra rośnie podnosząc cenę. Zyskują ci, którzy stoją u źródeł tego wpływu, bo kupują przed wzrostem cen. Traci cała wielka reszta bo strumień pieniędzy dociera do nich zawsze po „utracie wartości”, kolejnym rozcieńczeniu. Zresztą, czyż nie jest wręcz infantylne wyjaśnianie zwyżki czynszów... zwyżką czynszów!
Na tej samej stronie (558) Davies wspomina o podstawowej przyczynie, ale nie potrafi połączyć zjawiska rozcieńczania siły nabywczej pieniądza z „wartością monety”. Pisze bez przekonania, że niektórzy inflację zaczęli łączyć „z napływem hiszpańskiego złota i srebra”.
"Niespotykana deprecjacja marki w naturalny sposób stworzyła szybko rosnące zapotrzebowanie na dodatkową ilość waluty, któremu Reichsbank nie zawsze był w stanie sprostać. Uproszczona produkcja banknotów o dużych nominałach pozwoliła nam wprowadzić do obiegu wielkie ich ilości. Ale te ogromne sumy nie wystarczają, by zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na środki płatności, osiągające ostatnio fantastyczne rozmiary w związku z niespotykanym wzrostem płac."
Czyż to nie piroman gaszący ogień prochem, na dodatek święcie przekonany, że jest strażakiem?!!!! Czy przy okazji, czytający me słowa Keynesiści mogliby się już wyleczyć z mitu, że inflację powoduje wzrost płac? Proponuje też rozwianie kolejnego mitu, mitu o sukcesie gospodarczym Hitlera. Ze wspomnianej hiperinflacji Niemcy wywinęli się Rentmarką opartą na przestrzeganym (do Hitlera) zakazie zwiększania jej podaży. Ekonomista, mistrz malarstwa pokojowego Adolf, oczywiście miał nie wiele więcej ekonomicznej kompetencji od naszego dziennikarz Forbs'a i w styczniu 1939 r. musiał już zdymisjonować całe kierownictwo Reichsbanku (łącznie z Hjalmarem Schachtem, który w 1923 r. skończył z hiperinflacją). Ponieważ siebie nie mógł zdymisjonować kiedy inflacja wciąż rosła, postanowił zdymisjonować... całą historię świata.
Na koniec z naszego podwórka, nasz bank centralny od 1997 r. zwiększył ilość złotówek z 140 mld do... 500 mld. (Dane ze strony NBP)
P.S. Ten wątek z Salomona „wyjąłem” żywcem z mojego innego tekstu, najwyraźniej jestem od tematu uzależniony. To może nie jest zbyt szkodliwe dla mnie, nie bardziej niż uzależnienie od wiary, że kiedyś wreszcie zobaczymy to powszechnie... Dorzucę jeszcze w promocji model ekonomiczny Anioła Gabriela. (za złotówkę)


Komentarze
Pokaż komentarze