Nie zbyt dawno dawno temu, za wielkimi Bismarckami i gmachami, polityczny święty Mikołaj, w swojej namiętności czynienia obywateli szczęśliwymi, postanowił poszukać neutralnych źródeł finansowania wora z prezentami. Zobowiązał tedykażdego przedsiębiorcę do pobrania od swoich klientów podatku na rzecz mikołajowego wora. Zalecił rzecz prostą: jeśli sprzedajesz swojemu klientowi np. pralkę, to masz zażądać od niego dodatkowych pieniędzy na rzecz owego wora. Aby nie powodować bałaganu określił wielkości tych żądań. Dla pralki za 1000 zł zażądasz (zgodnie z taryfikatorem) 220 zł . Nie masz prawa dokonać tej transakcji jeśli klient odmówi zapłacenia tej daniny. Jeśli jednak ominiecie temat, oboje jesteście przestępcami. (prezenty - rzecz uświęcająca środki). Możesz oczywiście pomniejszyć ową daninę jeśli inny przedsiębiorca, sprzedając Ci tą pralkę wcześniej za 850 zł pobrał od Ciebie wcześniej dodatkowe 187 zł na tej samej zasadzie (on też przekazał fabryce równoległe165 zł kupując ją za 790 zł). Inteligentny Mikołaj dostanie łącznie te 220 od ostatecznego konsumenta.) To, że nie słyszysz słowa podzięki za bycie poborcą podatkowym świadczy tylko o empatycznych zdolnościach Mikołaja do czynienia prezentów. Podobną wrażliwość Mikołaja zauważamy w kwestii dobroczynnego wpływu na całą gospodarkę prezentami. Przecież pralka kosztuje w detalu 1000 zł i w żadnym przypadku nie można twierdzić tych śmiesznych i mylących bzdur, że 1220 zł. Prawda?! Dziw, że Mikołaj nie wpadł na to, żeby podnieść swoje żądanie z 220 do 1000 zł. Z tą neutralnością to można się nawet zgodzić, bo oczywistym jest, że nie wzrasta sprzedaż pralek, lodówek, samochodów... i każdej rzeczy i usługi będącej pretekstem do ściągnięcia podatku VAT. A My głupi, wciąż wierzymy w Mikołaja...
69
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)