Przez kilka tygodni nie było mnie w Polsce. Kilka dni temu wróciłem na łono ojczyzny i wygłodniały rzuciłem się nadrabiać braki. Na szczęście nie tylko ja byłem na wakacjach, więc nie ominęło mnie zbyt wiele. Klimat wakacyjny by trwał, gdyby nie Piotr Zychowicz i jego książka „Obłęd 44”. Wydana, a jakże, tuż przed rocznicą Powstania Warszawskiego. Po lekturze „Paktu Ribbentrop – Beck” w zasadzie spodziewałem się oczywistego kontynuowania wątków. Autora prawo widzieć tak świat i jego złożoność. Nie zamierzam wchodzić tutaj w dyskusję merytoryczną i krytyczną, robią to lepsi ode mnie i mądrzejsi. Jedna jednak rzecz nie daje mi spokoju i dlatego ten tekst. Pomógł mi w jego napisaniu Władysław Bartoszewski, który gwiżdżących w czasie obchodów Postania ludzi nazwał motłochem. Dzięki niemu zrozumiałem z czym mam problem.
Piotr Zychowicz ma prawo do swoich poglądów na temat Powstania, nie ma jednak prawa do obrażania ludzi, z którymi się nie zgadza. Bez względu na jego poglądy, uczestnicy Powstania zarówno dowódcy jak i ich podkomendni w większości byli to najszczersi polscy patrioci, którym zwłaszcza dzisiaj należy się szacunek. Powtórzę – bez względu na to, jak oceniamy ich ówczesną decyzję. Nazywanie jej OBŁĘDEM jest brakiem wyczucia, szacunku, kultury i jako takie przynależy do dziedzictwa innej cywilizacji niż ta, na którą do tej pory powoływał się Piotr Zychowicz. Tabloidalna i kontrkulturowa skłonność do szokowania w celu zmiany paradygmatu myślowego, tutaj użyta zapewne dla podgrzania emocji wokół tematu i napędzenia koniunktury mówi o autorze jak najgorzej. Jeśli zaś jego cel był inny to powinien w ramach swojego racjonalizmy spojrzeć na otaczający świat uważniej i zastanowić się, kto obecnie posługuje się metodami podobnymi do niego. Jakiego rodzaju prasa i jakie nazwiska redaktorów naczelnych.
Taki czy inaczej. Autor pisać może co i jak mu się podoba. Musi jednak wiedzieć, że wiążą się z tym konsekwencje. W tym przypadku jako stały czytelnik Do Rzeczy Historia (wcześniej Uwarzam Rze Historia) oświadczam, ze przestaję kupować miesięcznik, którego autor jest redaktorem naczelnym, do tego samego będę namawiał wszystkich znajomych, którzy Historię Do Rzeczy czytają. Szlachectwo zobowiązuje. Jak się chce stosować urabnolisie metody to trzeba i przyjąć urbanolisią optykę. Ja nie zamierzam. Zwłaszcza nad grobami polskich bohaterów. Dlatego BOJKOT.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)