Halo Halo
498
BLOG

Przeciwko Genderotransseksualizmowi

Halo Halo Rozmaitości Obserwuj notkę 29

 

W poprzedniej mojej notce poruszyłam zagadnienia jakimi pierwotnie zajmował się kierunek badań naukowych zwanych Gender (przynajmniej tak uczono mnie na studiach pedagogicznych na Uniwersytecie Warszawskim). Jednak obecnie wyraźnie widać wypaczenia tego nurtu i wkroczenie w jego obszar transseksualizmu. Dyskusja pod poprzednią notką cały czas naginała pod kątem zacierania biologicznych różnić płci, zamiast zacierania ról społecznych w obrębie płci biologicznych.

Komentator Stan.S napisał, że Australia uchwaliła ustawę o zakazie podawania płci w dokumentach noworodka. Ja wyraziłam dezaprobatę dla takiego absurdu. Dariusz123 odrzekł, że to dopiero przymiarki i zadał mi pytanie:

"co Ci przeszkadza ze maly czlowiek jest tym czym jest, malym czlowiekiem i nie jest kategoryzowany stosownie do plci?"

Zaczęłam odpowiadać i zrobiła się z tego notka:

 

Mnie nie przeszkadza. Ale dzieciom może przeszkadzać i wprowadzić niepotrzebne rozterki.

Odkąd pamięcią sięgnę, już w przedszkolu czułam, że ja do chłopców nie pasuję. Oni są jacyś inni i… tacy jacyś wadliwi ogólnie. Odkąd pierwszy raz zobaczyłam u kolegi siusiaka, który zaspany po leżakowaniu zapomniał się i zdjął piżamę razem z majtkami, ciekawiło mnie, czy chłopcy nie czują niewygody z racji noszenia w majtkach takiego dzyndzelka. Potem dyskretnie pytałam mamy znajomych płci męskiej (gdy nadarzyła się okazja), czy też mają taki dzyndzelek i czy nie czują się źle z tym... nadmiarem w majtkach. Czy ich nie uwiera jak siedzą i nie obija o nogi jak chodzą i czy nie nadrywa się gdy mocniej go pociągną ręką np. przy myciu?

Widzisz... dzieci mają takie problemy o jakich dorośli nawet nie śnili. I teraz mnie i chłopca mieliby określać na równi: TO COŚ? To małe stworzenie?

O nie! Bardzo źle czułabym się, gdyby traktowano mnie na równi z tymi poszkodowanymi przez naturę stworzeniami (a tak czułam będąc małą dziewczynką w wieku lat 4-5). Ja czułam się dziewczynką! Pełnowartościowym produktem natury. A chłopców uważałam za wadliwych pod względem budowy ciała (jakaś narośl między nogami) i zapóźnionych w rozwoju pod względem intelektualno psychicznym. Wszelkie zadania w przedszkolu ja chwytałam i wykonywałam w mig, moje koleżanki też radziły sobie świetnie a chłopcy w ogóle nie kumali o co biega i siedzieli jak gapie z otwartą buzią, albo robili zupełnie coś innego jakby rozumieli nauczycielkę tyle co po chińsku. I choć jako dziecko nie byłam w stanie opisać słowami tego co czułam – tak jak potrafię opisać teraz – to nie zmienia faktu, że czułam jak czułam.

 

Myślę, że gdyby wówczas wmawiano nam, że jesteśmy takimi samymi istotami i zwracano się do nas jednakowo – we mnie zrodziłby się bunt. Nieświadomy. Byłabym dzieckiem nieznośnym i niegrzecznym. Podejrzewam, że takie byłby moje reakcje, a dorośli nawet nie wiedzieliby o co w tej całej sytuacji chodzi. I trzeba by było chodzić do psychologa, żeby wyłuskał istotę problemu.

To są te hipotetyczne problemy, które mogą się zrodzić przy zacieraniu na siłę różnic płciowych. Co innego zacieranie różnic w ROLACH SPOŁECZNYCH, w które się wcielamy i których się uczymy - za czym postulował pierwotny Gender.  Ale różnic naturalnych (płciowych) nie da się zatrzeć. I Genderotransseksualizm uważam za szkodliwy.

 

Tak samo jak nie da się zatrzeć różnic płci, tak również nie da się zatrzeć/zmienić orientacji seksualnej i przerobić z jednej na drugą.

Pamiętam, że gdy w szkole zaczęliśmy dojrzewać, zachowanie moich rówieśników zaczęło się zmieniać. Byłam cholernie zdziwiona i zniesmaczona jak oni… idiocieją! Żenowały mnie kręgi zainteresowań nastolatek i nastolatków płciowością. Chłopaki zaczęli uganiać się za dziewczynkami, dziewczyny za chłopakami… Jejku! Jakie to było dziwaczne i… głupie. Po prostu głupie. Te teksty, flirty, podrywy, umizgi, napięcia, onieśmielenia, startowania jedni do drugich, wyczekiwania, ‘świńskie’ kawały… całe te pozawerbalne podrygi, wzdychania, kręcenia tyłkami, malowanie się przez dziewczyny i stroszenie fryzur, coraz dziwaczniejsze ubrania… spódniczki mini, dekolty, ozdóbki – naszyjniki, kolczyki, pierścioneczki… chłopaki to już w ogóle cyrki odstawiali ze sobą, że szkoda gadać - nawet mi się nie chce.

Gdy chłopak z klasy zdeklarował mi się i poprosił o ‘chodzenie’… nie wiedziałam co z nim zrobić. Gdzie ja miałabym z nim chodzić? Przecież i tak już od lat chodziliśmy razem do szkoły. Jeszcze mu mało? Potem zapisał całą kartkę z zeszytu jednym zwrotem: „kocham cię, kocham cię, kocham cię…” itd. O matko i córko – pomyślałam. Zwariował. Czego on ode mnie chce?

No a jak już chłopaki z dziewczynami zaczęli się całować po szkole… koszmar! Stracili w moich oczach kompletnie cały autorytet i poważanie! Ja na te stany patrzyłam jakby jakaś ciężka, zakaźna choroba ich dopadła.

A potem dowiedziałam się jak wygląda uprawianie seksu. O Matyldo przenajświętsza! W moim ciele, wewnątrz mnie miałby jakiś facet grzebać tym swoim… dzyndzelkiem? A językiem… w jamie ustnej? I ta ślina, bakterie… no wiesz… co Ci będę się rozpisywać. Ja byłam załamana jak ten świat jest stworzony! Czułam, że ja się do tego wszystkiego nie nadaję, że te procesy to jakaś beznadzieja kompletna degradująca człowieka do poziomu… zwierzęcia. Koszmar.

Prawie do trzydziestki w ogóle nie interesowałam się tymi sprawami. A potem spróbowałam… trochę z ciekawości, trochę pod presją społeczną, bo mnie durni faceci straszyli, że za parę lat mi zwapnieje - wiesz co - i trzeba będzie granatem rozrywać.

No to spróbowałam parę razy w życiu. A że nawet za mąż wyszłam, to musiałam jako żona. Nie powiem, żebym żałowała, ale żeby regularnie się tym zajmować, to jednak nie na moje powołanie. To nudne. I męczące. I ryzykowne (ciąża). Zwyczajnie doszłam do wniosku, że jestem osobą czwartej orientacji seksualnej – aseksualnej i wszelkie próby przystosowania mnie - zarówno z zewnątrz jak i z wewnątrz (własna wola) - do jednej z pozostałych trzech orientacji po prostu kończą się fatalnie.

Dlatego całe te akcje katolickie z leczeniem homoseksualizmu, czy biseksualizmu uważam za tak samo szkodliwe jak Genderotrasseksualizm. Człowiek po prostu pewne rzeczy (różnice) czuje ‘w kościach’, że tak powiem obrazowo i to od małego, zaś  przerabianie go na swoje kopyto przysparza wielkich cierpień i kończy się fiaskiem.

 

Traktowanie płci dzieci jak jedno ‘nie wiadomo co’ (nie określanie rodzaju), można przyrównać do nieokreślania koloru oczu czy włosów. Jeden ma włosy jasno blond, drugi kruczoczarne, ale będziemy dzieciom wmawiać, że wszystkie są jednakowe i nikt koloru oczu czy włosów nie ma. No absurd!

Dlatego podtrzymuję swoje stanowisko jak w komentarzu do Stana.S spod poprzedniej notki:

Z tą australijską ustawą to jakiś koszmar! No nie można już robić takiego bałaganu, że niby natura tworzy chłopca z cipką a dziewczynkę z siusiakiem. Uważam za najlepszą postawę: 'Dostałeś siusiaka - nazywamy cię chłopcem. Nie czujesz się nim, uważasz, że natura popełniła błąd to sobie go obetnij kiedy chcesz. Dopracujemy cię do wyglądu dziewczynki, zmienimy papiery...etc.'. Ale po kiego robić zamieszanie wśród wszystkich? Jakaś głupota.

Uważam, że po prostu za dużo pozwolono rozpanoszyć się transseksualistom. Oni przyjmując za bazę nurt Gender dopasowali go sobie do swojego rodzaju choroby i to już nie Gender tylko genderotransseksualizm rządzi. Przekroczono granice robiąc z tego absurd.

HALO23.08 17:43

184794

 

 

Halo
O mnie Halo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Rozmaitości