To prawda, że dzieci szukają miłości, uczucia, kontaktu fizycznego z drugim człowiekiem (przytulenia, pocałunków). Dzieci chcą być przez wszystkich kochane – mamę, tatę, babcię, dziadka, ciocię, wujka, brata, siostrę, panią sąsiadkę, panią nauczycielkę w przedszkolu etc. Z racji swojej niezaradności boją się odrzucenia. Odrzucone – zgodnie z prawami przyrody zginęłyby na tym świecie, bo nie są dojrzałe do samodzielnego prosperowania w świecie dorosłych. Nie znają praw nim rządzących, nie mają wiedzy i umiejętności co robić w konkretnych sytuacjach. Zatem ich podświadomość kieruje je ku zaskarbianiu sobie przychylności jak największej liczby osób w otoczeniu.
Ponieważ nie zawsze są chętne podporządkować się naszym wymogom (nakazom i zakazom), bywają nieposłuszne, przez co dorosły w tych momentach zwiększa dystans emocjonalny, co budzi u dziecka obawy przed całkowitym odrzuceniem, dziecko po sytuacjach konfliktowych staje się bardziej aktywne we wzbudzaniu u dorosłego uczuć. Nie koniecznie u tego z którym się ‘pokłóciło’. Najczęściej np. skonfliktowane z matką szuka azylu u babci. Mówią o tym nawet przedszkolne piosenki, np. ta z tekstem Wandy Chotomskiej:
„Kiedy tata basem huknie, kiedy mama cię ofuknie,
Kiedy patrzą na człowieka okiem złym,
To do kogo człowiek stuka, gdzie azylu sobie szuka?
To do kogo, to do kogo tak jak w dym?
Ref.:
U babci jest słodko, świat pachnie szarlotką.
No proszę zjedz jeszcze ździebełko.
I głowa do góry, odpędzę te chmury.
I niebo odkurzę miotełką.
Nie ma jak babcia, jak babcię kocham, bez babci byłby kiepski los.
Jak macie babcię, to się nie trapcie, bo wam nie spadnie z głowy włos”.
Nie potrzeba się rozwodzić w małżeństwie, nie potrzeba większych konfliktów w rodzinie, żeby dziecko szukało miłości u wszystkich dookoła. Ośrodkowy układ nerwowy dziecka jest tak wrażliwy, niedojrzały, że byle podmuch w atmosferze, że tak powiem obrazowo sprawia, że dziecko wiesza się na szyi nauczycielce w przedszkolu, siada na kolanach, całuje w policzek, woła: „kocham panią”.
Jako przedszkolna rytmiczka nagminnie spotykam się z takimi zachowaniami dzieci w każdej grupie wiekowej. Nieraz wiszą na mnie całą grupą jak winogrona, bo jak jedno się przytuliło, to drugie nie może być gorsze i pokazuje, że też potrafi skorzystać. A jak drugie to i trzecie, bo czemu nie?
To są dzieci z różnych rodzin. Od tych całkowicie prawidłowo funkcjonujących, szczęśliwych, kochających się, zapewniających dziecku wszystkie potrzeby, po te dysfunkcjonalne, rozbite, patologiczne, gdzie np. ojciec ma kuratora i dozór policyjny.
W dodatku otwartość dziecka do dawania i przyjmowania uczuć nie zależy od środowiska rodzinnego, lecz osobowości dziecka. Bywa, że te z prawidłowych rodzin są przylepami aż czasem męczącymi. A te z patologicznych – zamknięte, nieufne, zdystansowane. I na odwrót.
I co? I takie zachowania dziecka miałabym traktować jako zaproszenie do wkroczenia z nim w świat seksu? Miały by być one dla mnie sygnałem, że dziecko pozwala mi zaspokoić sobie jego kosztem potrzeby seksualne?
Chryste Panie! Przecież to mi się w głowie nie mieści! Przecież taka teza (za biskupem Michalikiem) trzącha normalnym człowiekiem! Po prostu trzącha!
Po pierwsze: dziecko nie uaktywnia moich ośrodków w mózgu odpowiadających za seks, bo mam tak a nie inaczej skonstruowany mózg w przeciwieństwie do pedofilów.
Po drugie: wyraźnie widzę do jakiego celu zmierza dziecko – do wyrażenia i odebrania przychylnego gestu akceptacji, a nie do zdobycia doświadczeń seksualnych, do których jeszcze nie dojrzało. Widzę, bo mam prawidłowo skonstruowany mózg w przeciwieństwie do pedofilów.
Mało tego! Bywają incydentalne sytuacje, że dziecko pozwoli sobie na zachowanie nieprzyzwoite. W mojej wieloletniej pracy zawodowej zdarzyło się, że 5 letni chłopczyk z pierwszej pary, wsunął mi rączki pod sweter, gdy grupa ustawiała się przede mną parami. Innym razem, w innym przedszkolu dziecko odchyliło mi bluzkę i zajrzało za tzw. dekolt, gdy siedziałam przy dziecięcym stoliku i wypełniałam dziennik. Kiedy indziej znów któreś klepnęło mnie w tyłek, a trzylatek wszedł pod pianino i zajrzał mi pod spódnicę, gdy byłam zajęta grą na instrumencie i śpiewaniem piosenki.
Dzieci robią to z różnych powodów. Z ciekawości, albo np. ojciec pozwolił sobie w domu do matki, dzieciak podpatrzył i postanowił spróbować jak zareaguje nauczycielka, albo kombinują, żeby zwrócić na siebie uwagę i zaabsorbować swoją osobą…
W takiej sytuacji normalnemu, dorosłemu człowiekowi rodzą się uczucia zażenowania, nieprzyjemności, zakłopotania, poirytowania, złości, etc. NIGDY, ALE TO PRZENIGDY podniecenia seksualnego!
NIGDY, ALE TO PRZENIGDY nawet najbardziej nieprzyzwoite zachowania dziecka NIE WCIĄGNĄ normalnego człowieka w świat seksu z dzieckiem!
Zatem to nie rozwody, konflikty, szukanie uczuć przez dziecko, feministki, komuniści i kosmici są powodem pedofilii, ale NIEPRAWIDŁOWA KONSTRUKCJA MÓZGU dorosłego człowieka!
To co wygłaszał Michalik to albo zwykłe urojenia, albo nieudolna, oparta na ciemnocie, czyli braku wiedzy próba obrony zboczeń. Podejrzewam, że jedno i drugie. Oczywiście dla normalnego jest to oczywiste jak słońce i nie trzeba pisać. A nienormalny zawsze będzie kombinował na opak i udowadniał, że krowa daje zielone mleko, bo je zieloną trawę.


Komentarze
Pokaż komentarze (234)