Halo Halo
720
BLOG

Sylwestrowe dylematy...

Halo Halo Rozmaitości Obserwuj notkę 30

 

Sylwester. Ble! Fu! Nigdzie nie idę! Mowy nie ma! Nigdy nie byłam na żadnym Sylwestrze i nigdy nie pójdę! Prędzej słońce zacznie wschodzić na zachodzie jak mnie ktoś wyciągnie z domu na Sylwestra, albo nie daj Boże wepchnie się do mojego domu.

No bo gdzie iść?

Na rynek miasta i marznąć całą noc w środku zimy? I gnieść się zmarzniętym w wielotysięcznym tłumie, który skacze, potrąca cię, obija, poszturchuje i wrzeszczy do ucha? A z megafonów ryczą jak oszalałe miernoty polskiej piosenki estradowej? A potem na piechotę wracać do domu, bo nic nie jeździ? Jezus Maria! Przecież to życiem można przypłacić. Zapalenie płuc gotowe po takich wybrykach.

 

Iść do znajomych, lub jakiegoś lokalu?

No to trzeba kieckę sylwestrową kupić. Jeszcze na głowę nie upadłam, żeby moje ciężko zarobione pieniądze wydawać na kiecki. Wiecie Państwo jak niewygodnie chodzi się w kieckach? Opina biust, majta się między nogami… W dodatku pęcherz można przeziębić, bo przecież nie założę pod nią grubych, wełnianych rajstop i spodni, które noszę zimą. Trzeba by taksówkę zamówić, żeby nie uświerknąć z zimna w komunikacji miejskiej. A i tak może podwiać jak się będzie z taksówki wysiadać. Za ciężko zarobione pieniądze narażać pęcherz na szwank? Jeszcze nie zwariowałam. A kiecka na jeden wieczór, bo przecież nie ujdzie chodzić w takiej na co dzień do roboty. Do tego fryzjer, który nawciera ci w łeb chemikaliów – pianek, lakierów innych utwardzaczy… No i makijaż, bo przecież na Sylwestra nie wypada pójść bladym jak trup. Zatem jeszcze gorsze chemikalia w oczy, na usta i policzki. Jakie to koszta i ile cierpienia! Coś strasznego!

 

Co robić w lokalu?

Alkohol pić? Ble! Fu! Świństwo niebywałe i żołądek później od niego boli przez trzy dni, że nic zjeść nie można. Tańczyć i pozwolić ocierać się o siebie obcym, spoconym ludzkim ciałom? Buty ci podepczą i zniszczą, na które wydało się ciężko zarobione pieniądze… A to wszystko w hałasie jakiejś wątpliwej jakości muzyczki ryjącej z głośników.

Życzenia noworoczne składać? A po jakie licho? Przecież wiadomo, że jako było i jest, tako i będzie w następnym roku i w następnym i jeszcze w następnym. Głowę sobie łamać nad wymyślaniem życzeń, a wiadomo, że to co do osiągnięcia, to się ma, a to co nie do osiągnięcia to po co życzyć? Żeby sobie tak na wiatr pogadać? No bez sensu działania. Czy nie lepiej zamiast gadać puste slogany: dosiego roku, obfitości, szczęścia, pomyślności, powiedzieć po prostu: lubię cię?

 

No dobra. Idźmy dalej. Co wtedy, gdy już po tym alkoholu, tańcach-deptańcach-ocierańcach i życzeniach człowiekowi zachce się spać w lokalu? Nie ma się gdzie położyć, no bo przecież wstyd pod stołem. I trzeba podpierać powieki zapałkami do bladego świtu, żeby kasa za opłacony lokal nie przepadła. Koszmar.

 

Tyle lat już żyję na tym świecie, a do tej pory nie mogę się nadziwić, jak to ludzie potrafią sobie uprzykrzyć życie, żeby powitać nowy rok. Jak dobrze, że ja do ludzi się nie zaliczam. ;D

Ja proszę Państwa, jak co roku, wieczorem uwalę się na moje lądowisko o powierzchni 2 na 2,20m, pod cieplutką kołdereczkę, na mięciutką poduszeczkę, obłożę się trzema kotami i obejrzę film kostiumowy. Dziś na Kulturze ma lecieć jakiś fajny z Gerardem Depardieu. Miałabym zrezygnować z kostiumowego filmu, które tak uwielbiam na rzecz tych sylwestrowych cierpień i wydatków? No sami Państwo powiedzcie!

Ach, jakie życie jest piękne, gdy człowiek jest mądry tak jak ja. :)))


 

Halo
O mnie Halo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Rozmaitości