Zwycięzca (nie mam pamięci do imion, nazwisk i nazw) gra właśnie na telewizyjnej dwójce. Słucham. I nie mogę pozbyć się z wyobraźni takiego oto obrazu:
Chopin - sarmata wraca koło północy pijany z karczmy i cholewka od buta mu się do połowy odkleiła. Kuśtyk, kuśtyk... 'a maaasz, ja ci tu pokażę' - wymachuje w eter czapeczką z pawim piórkiem...
No cały czas stoi mi przed oczami obraz takiego Frycka Chopina.
Matko jedyna co ten Koreańczyk za czkawkę zrobił z tego koncertu...!
Ale za to jak orkiestrę podjudził!
Zaczęli grać wstęp w deseń: dylu dylu, stare dziadki jesteśmy i przynudzamy, albo śpimy, kurcze trzydziesty siódmy raz trzeba odbębnić ten koncert...
Koreańczyk zaczął podrygiwać - jak się udzieliło dziadkom! Dawaj wrrrr, buch z szabelką na najbliższy pień drzewa...! Rach ciach ciach łubu dubu!
Nieee no. Normalnie niezapomniane wrażenia z... którego konkursu? Który to już przeleciał? Ech nie mam pamięci do numerów też.
A Kamyk! Matko jedyna! Kamyk jak Tyś się zestarzał! No starzej wyglądasz od Radziwonowicza! Toż dopiero cośmy od Strzelby zarabiali po plerach dziennikiem... Ty z tą swoją bujną, falującą, rudą czupryną... tylko patrzeć było jak odskakiwała...! Nic już z niej nie zostało. ;(
Yszsz... co za życie...
Trza iść spać. Najszczęśliwszy na świecie ten, co się może w spokoju wyspać. :))



Komentarze
Pokaż komentarze (7)