Niepoprawny jak zawsze
"Gdy wszyscy mają już pewność, że coś jest niemożliwe do wykonania, zawsze przychodzi ktoś, kto o tym nie wie i po prostu to robi". / Albert Einstein /
6 obserwujących
70 notek
18k odsłon
  194   3

Atakuje się zawsze najsłabsze miejsca

Polska jest w oczach tych, którzy przyssali się do władzy w Unii Europejskiej po czasie jej dziewiczej niewinności, gwoździem w bucie.

Polska jest w oczach tych, którzy przyssali się do władzy w Unii Europejskiej po czasie jej dziewiczej niewinności, gwoździem w bucie.

Przypomnijmy, że UE powstała 7 lutego 1992 na mocy traktatu z Maastricht, zastępując istniejącą dotychczas Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Polska dołączyła do UE 1 maja 2004 r. Z kolei 26 lutego 2001 r. podpisano tzw. traktat nicejski reformujący instytucje unijne rzekomo w celu zapewnienia sprawnego ich funkcjonowania po kolejnym rozszerzeniu UE. Na szczycie w Nicei proklamowano również Kartę praw podstawowych Unii Europejskiej, mającą gwarantować prawa człowieka i swobody obywatelskie. Dodać by tu trzeba, ze według norm jednostronnie ustalonych przez władze UE, bez uwzględnienia porządku istniejącego w państwach członkowskich. W 2012 r. Unia Europejska otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla. Komitet Noblowski w uzasadnieniu wskazał „stabilizującą rolę odegraną przez UE, która pomogła przekształcić większość Europy z kontynentu wojen w kontynent pokoju”. To ostatnie niewątpliwie się zgadza, ale dopowiedzieć trzeba, że reformujące Unię traktaty stworzyły także fundament pod trwające dziś wysiłki przekształcenia Unii w superpaństwo, w którym Niemcy – jak to już dzisiaj gołym okiem widać – będą wodzić prym. Spełni się więc marzenie Hitlera i jego paladynów o Grossdeutschland. Czyż nie przychodzi na myśl skojarzenie – tyleż zdumiewające, co prawdopodobne – że właściwie tym sposobem zakończenie II wojny światowej przenieść by trzeba na nasze dni, a zwycięstwo stało się de facto udziałem Niemiec? Przyszłość pokaże, czy są to tylko puste rojenia, czy grożąca nam rzeczywistość. .

Jeśli przywołać to, co dziś określa się jako cele i wartości Unii Europejskiej, to nie ma nic co by mogło razić kogokolwiek ukształtowanego według wartości, jakie przeciętny Europejczyk uważał za swoje odkąd Europa istnieje w obecnym kształcie. Jednak trudno nie zauważyć, że w retoryce wyrażającej te cele i wartości są same tylko ogólniki, które można interpretować bez końca i po swojemu. Oto ich brzmienie:

„Najważniejsze cele Unii Europejskiej obejmują m.in. zagwarantowanie wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości w przestrzeni bez granic wewnętrznych, promowanie zrównoważonego rozwoju opartego na trwałym wzroście gospodarczym i stabilności cen, na wysoce konkurencyjnej gospodarce rynkowej umożliwiającej pełne zatrudnienie i postęp społeczny oraz na ochronie środowiska oraz wspieranie pokoju, wartości UE i dobrobytu obywateli UE.

Ponadto Unia Europejska ma też na celu ochronę bogatej różnorodności kulturowej i językowej, wspieranie postępu naukowo-technicznego czy ustanowienie unii gospodarczej i walutowej, której walutą jest euro.

Wartości UE są wspólne dla społeczeństw państw członkowskich, w których najważniejsze są włączenie społeczne, tolerancja, sprawiedliwość, solidarność i niedyskryminacja. Wartości te mają być integralną częścią europejskiego stylu życia: godność człowieka, wolność, demokracja, równość, praworządność, prawa człowieka. Te cele i wartości stanowią podstawę UE i są określone w traktacie lizbońskim oraz w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej”.

W tej wyliczance uderza jedno zdanie, a właściwie jego część: „Ponadto Unia Europejska ma też na celu ochronę bogatej różnorodności kulturowej i językowej”. Odnieść to można z powodzeniem do jakiejś mniejszości etnicznej, ale w zastosowaniu do państwa członkowskiego to zgoła nieadekwatne. Przypomnieć bowiem trzeba, że „celem Unii Europejskiej jest utworzenie unii gospodarczej, monetarnej i politycznej oraz wprowadzenie wspólnego obywatelstwa wśród państw zrzeszających, nie rezygnując przy tym z własnej niepodległości i odrębności narodowej.

To z kolei, o ile zgodnie z brzmieniem rozumieć słowo niepodległość, oznacza suwerenność, a zatem prawo rządzenia w zgodzie z własnym prawodawstwem, a zwłaszcza z konstytucją i kultywowanie własnych odrębności narodowych.

Otóż w sytuacji, kiedy z konieczności trzeba przynajmniej udawać, że szanuje się te deklaracje, należało poszukać jakiejś maczugi, którą można by przywoływać do porządku tych, którym przyszłoby do głowy traktować owe deklaracje poważnie. Nie omieszkano też sięgnąć po skuteczny środek nacisku, jak zawsze w postaci zamknięcia kasy. Wprawdzie wiceprzewodnicząca PE i była minister sprawiedliwości Niemiec, Katarina Barley uważa, że Polskę i Węgry należy "zagłodzić finansowo", rzecz jasna w trosce o praworządność. Ale dziwić się temu nie trzeba, bo młodsze pokolenie Niemiec nie pamięta, że Hitler miał te same zamiary, przynajmniej w stosunku do Polaków, a mimo potwornej wprost kradzieży dokonanej w Polsce, Polacy jakoś przeżyli i chyba dalej jakoś sobie poradzą, choć przebogate państwo niemieckie nie poczuwa, by choć częściowo zwrócić zagrabione Polsce dobra. Częściowo, bo życia milionów istnień ludzkich nie są stanie wynagrodzić.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale