Harth Harth
425
BLOG

Ostatnia droga księdza Popiełuszki

Harth Harth Polityka Obserwuj notkę 0

20 października 1984 roku o godzinie 20:00 w telewizji ogłoszono, że ksiądz Jerzy Popiełuszko zaginął.

Chwilę potem puszczono amerykański film "Trzęsienie ziemi".

Próbowałem skupić się na filmie, ktory skądinąd dawno znałem. Teraz był on wydarzeniem w telewizji, stanu wojennego, ktora raczej amerykańskich filmów wówczas nie pokazywała. Probowałem, jednak nie mogłem. Ksiądz Popiełuszko był mi wówczas bardzo bliską i drogą osobą. To on dawał Polsce światło nadziei na przetrwanie brunatnego czasu stanu wojennego, nadzieję na zwycięstwo nad "Czerwonym Smokiem".

Jeszcze nie zgasły  ostatnie napisy końcowe filmu, a już sie ubieraliśmy razem z mamą i wychodziliśmy do kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, gdzie wówczas mieszkaliśmy.

To był sobotni wieczór, było ciemno, zimno i deszczowo.

Mama mowiła, że w kościele nikogo nie będzie o tej porze, że to niemożliwe. Weswzliśmy i zastaliśmy oswietlony kościół i grupkę modlących się ludzi. Było ich tam wtedy około 20. Taki był początek nieustającego czuwania i modlitw o powrót księdza Jerzego, żywego, do tęskniącego Narodu.

W stanie wojennym nie chodzilo się na zabawy, nie grało się jakiejś fajnej, nowoczesnej  muzyki, bo ona właściwie nie istniała. To był naprawdę smutny czas refleksji dla Polaków. Chodziło sie w owym czasie na Msze Święte za Ojczyznę. Na Żoliborzu było to szczególnie popularne, bo prowadził je zazwyczaj ks. Popiełuszko, kapelan Solidarności, człowiek świątobliwy i w trakcie wygłaszania homilii, zdawało się napełniony Duchem Świętym.

Z nudów, bawiłem się wówczas też wahadełkami, ktore sobie sam robiłem z różnych materiałów i próbowalem z nimi pracować trochę według książki, trochę dając się prowadzić intuicji.

Czuwałem codziennie 2-3 godziny i modliłem sie o powrót księdza. wraz z coraz większymi tłumami Polaków w kościele Stanisława Kostki na Żoliborzu.

Księdza nie było i nie wiadomo było gdzie jest i czy jest żywy.

Nawet po ujęciu Piotrowskiego, Pękali i Pietruszki z poczatku nie dowiedzieliśmy sie niczego.

Bardzo mnie martwiła ta sytuacja. W pewnym momencie przypomniałem sobie, że przecież mogę spróbować sprawdzić czy ksiadz żyje i gdzie jest wahadełkiem.

Rozłozyłem mapę Polski i ustawiłem wahadło nad Bydgoszczą. Po chwili wahadlo ruszyło. Prowadziłem je w kierunku jego wahania. Wahadło dotarło szosą do Torunia, gdzie zatrzymało się na chwilę. Potem ruszyło w kierunku Warszawy. W rejonie Wlocławka stanęło i chwilę potem ruszylo w dalszą podróż w kierunku Warszawy trzymając się wzdłuż drogi w pobliżu linii Wisły. Pamiętam, że teraz już nie zatrzymywalo się, aż dotarło w rejon Nadarzyna pod Warszawą, gdzie znowu stanęło. Stało tam dość długo i myślałem, że tam już zostanie, gdy ruszyło znowu bocznymi drogami w kierunku nie Warszawy, lecz Nowego Dworu przez Grodzisk i Błonie. Zafascynowany szedlem za wahadłem. Za Lesznem i Julinkiem są lasy. Wtedy nie wiedziałem nawet co w nich jest. Wahadło dotarło w rejon Kazunia i skreciło w bok do lasu. Tam stanęlo i dalej już nie ruszyło.

Zadałem wtedy kluczowe pytanie wahadłu: Czy ksiądz Popiełuszko żyje?

Odpowiedź była: Tak.

Było to około 22-24 października 1984.

 

W trakcie procesu toruńskiego sąd  "ponad wszelką wątpliwość" ustalił, ze ksiądz został bestialsko pobity w nocy 19 października 1984 i zaraz po postoju w Toruniu wywieziony na tamę we Włocławku i tam wrzucony do wody. Ta wiadomość napełniła mnie takim niesmakiem, że odrzucilem wówczas zabawy wahadłem na ponad 20 lat.

Dziś widzę, że wersja okoliczności tortur i morderstwa księdza Popiełuszki ustalona przez prokuratora Witkowskiego idealnie trafia w to, co pokazało mi wahadło w tamte jesienne dni 1984 roku.

wpolityce.pl/artykuly/16580-27-lat-po-porwaniu-ks-jerzego-popieluszki-wciaz-nie-znamy-prawdy-o-okolicznosciach-jego-meczenskiej-smierci

Harth
O mnie Harth

człowiek renesansu, interesujący się wszystkim, co wartościowe i piękne, poszukujący wyzwalającej prawdy. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka