Sukcesy Roberta Kubicy w Formule 1, wywołały niemrawą dyskusję na temat organizacji wyścigu Grand Prix w naszym kraju. Szanse takiego przedsięwzięcia to temat na osobny, obszerny artykuł. Dzis chciałbym przypomnieć że 30 lat temu byliśmy bardzo blisko zorganizowania takiego wyścigu.
Cała sprawa zaczęła się od osoby Andzeja Jaroszewicza, syna ówczesnego premiera a jednocześnie jednego z najlepszych polskich kierowców wyścigowych i rajdowych. Jaroszewicz w latach 70-tych był szefem Ośrodka Badawczo-rozwojowego FSO. Dzięki współpracy FSO z Fiatem oraz startom w takich rajdach jak Akropolis, Safari miał wiele kontaktów w świecie zachodniej motoryzacji. W 1975 dostał propozycję objęcia stanowiska kierowcy testowego w fabryce Gian Paolo Dallary (legendarnego konstruktora samochodów wyścigowych). Pan Andrzej nie skorzystał z tej propozycji ale zainteresowanie jego osobą wzrosło. Wkrótce, podczas Grand Prix Włoch spotkał się z kanadyjczykiem Walterem Wolfem (szefem teamu Wolf Racing) i przy okazji poznał kilka prominentnych osób ze F1 jak Bernie Ecclestone czy Max Mosley. Już wówczas FOCA była zainteresowana zorganizowaniem Grand Prix w kraju socjalistycznym. Wolf i Ecclestone zjawili się w Poznaniu żeby omówić warunki z ówczesnym dyrektorem toru Adamem Smorawińskim. Sam Jaroszewicz zaczął prowadzić rozmowy z przedstawicielami rządu chcąc przekonać ich do korzyści wynikających z organizacji Grand Prix w Polsce. W niedługim czasie tor w Poznaniu uzyskał wstępną homologację FIA co oznaczało właściwie możliwość przeprowadzenia Grand Prix przy wprowadzeniu niewielkich korekt w układzie zakrętów, organizacji zaplecza i bezpieczeństwa zawodów. Żeby wzbudzić zainteresowanie kibiców Wolf przysłał latem 1979 jeden ze swoich bolidów (należący do Jody Schrecktera) do Poznania. Jaroszewicz wykonał kilkanaście kółek na torze i tym samym stał się pierwszym kierowcą prowadzącym bolid Formuły 1 na polskiej ziemii. Sprawa wydawała się zapięta na ostatni guzik, jednak jak to czasami bywa o losie przedsięwzięcia zadecydowały ludzkie słabości. Prezes PZMot nie mógł pogodzić się z faktem że F1 w Polsce jest organizowana bez jego udziału (choć to on był nominalnym przedstawicielem FISA w Polsce). Mając poparcie ludzi wysoko postawionych i wykorzystując złą atmosferę jaka zrodziła się wokół Jaroszewicza, skutecznie blokował całą sprawę. FOCA zdenerwowana brakiem postępów wycofała się.
Gdyby tym panom udało się, to mielibyśmy Grand Prix Polski przynajmniej przez kilka sezonów w latach 80-tych (nie jestem przekonany czy sytuacja polityczna i gospodarcza w Polsce nie spowodowałaby jednak przeniesienia GP na Węgry) i dobrą bazę do organizacji tego rodzaju wyścigów w przyszłości. A teraz pozostaje tylko marzyć o kibicu inwestorze który wyłoży 500 mln euro na inwestycję która w naszych warunkach nie ma szansy zwrotu. Ech...




Komentarze
Pokaż komentarze (1)