Wiatr historii rzucił mnie na tydzień do Salt Lake City, gdzie, jak wiadomo, jest stolica Mormonów.
Zwiedziłem Ich świątynie, konferencyjne centrum z salą na 21 tys. ludzi, i trzeba powiedzieć, jestem pod sporym wrażeniem.
Zaczyna się od tego, że na placu przed świątyniami kręci się kilkanaście bardzo ładnych dwudziestolatek, które oferują pomoc w zwiedzaniu. Każda z Nich mogłaby studiować na uniwersytecie, umawiać się na randki, ale nie- wolą być Siostrami przez dwa lata. Siostry są z całego świata- mnie akurat oprowadzała Finka i Kanadyjka.
Zwiedzając Watykan, zawsze napełnia mnie przerażonym podziwem bogactwo Kościoła Katolickiego. Ale to nic w porównaniu z Mormonami.
Zanajomy Amerykanin tłumaczył mi, że połowa Las Vegas należy do Mormonów. Może to prawda... W każdym razie każdy wyznawca Kościoła Dnia Ostatniego powinien wpłacać 10% swoich zarobków do kościelnej kasy. Dodatkowo, nie powinien palić, pić, używać brzydkich wyrazów, no i mieć jedną tylko żonę (z tym wielożeństwem to nieprawda).
Szef Kościoła jest prawdziwym prorokiem, ma bezpośredni kontakt z Bogiem, który może Mu n.p., zakomunikować, że Murzyn jest czarny nie za karę za grzechy, tylko z innych powodów i może być Mormonem. Jak Prorok umrze, to 12 post-apostołów dostaje sygnał od Boga i jednomyślnie (bez jakiegokolwiek naradzania się) wybierają następcę.
A wszystko zaczęło się od niejakiego Smitha, też Proroka, który ze dwieście lat temu dostał informację od Najwyższego, że Indianie to Żydzi przybyli z Izraela na 600 lat przed Chrystusem, i że ukrywają złote księgi, gdzie wszystko jest napisane. Smith znalazł księgi i tak się wszystko zaczęło. Namawiam Wszystkich, aby o tym dokładniej poczytali- wystarczy w googlach wpisać "mormoni".
Ale nie śmiejmy się z Nich. Kasy mają dużo, są bardzo pracowici, mają dużo dzieci. A że z logiką u Nich na bakier? A czy w jakiejkolwiek innej religii jest inaczej?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)