W poprzedniej dyskusji zaproponowałem Tichemu test na wiarę:
Zrób ankietę wśród ludzi do 60-tki i zadaj pytanie: Czy seks przedmałżeński jest naprawdę grzechem?
Zobaczysz, ilu mamy wierzących. Na moje oko 2% (na ogół tych brzydszych, których nikt nie chce!).
Na co Tichy odpowiedział:
-A niby czemu ma to być test na wiarę? Zadawanie, odpuściwszy, głupich pytań?
Pomijając kwestię, że nie ma głupich (także Tichego) pytań, są tylko głupie odpowiedzi, odpowaiadam (całkiem możliwe, że głupio).
Otóż wydaje mi się, że definicja wierzącego Katolika, jest taka, że przyjmuje On wszystko, co Mu Papież mówi. Jeżeli zaczyna wątpić w nawet w najmniej istotnej kwestii, oznacza to, że odrzuca boskie prawo Papieża do wydawania werdyktów, co jest grzechem, a co nie. Jeżeli możemy odrzucić seks przedmałżeński jako grzech, to dlaczego nie mamy odrzucać innych dogmatów, jak np., o konieczności chrztu w celu zmazania grzechu pierworodnego.
Jeżeli jednak ktoś uważa się za wierzącego we wszystko, co mu Kościól podaje, tylko nie w grzeszność seksu przedmałzeńskiego, przyznaje tym samym, że prawdy kościelne są wymysłem ludzkim, a nie boskim, i mogą być poddawane w waatpliwość.





Komentarze
Pokaż komentarze (15)