Na początek moja refleksja na temat pana Kosska.
Wiele osób mówi, że on po prostu lubi kreować się w mediach.
Czy na pewno?- przyjrzyjmy się jego dwóm wystąpieniom- z października 2006 roku w programie Teraz My i niedawnym Kontrwywiadzie RMF-u.
Po przeczytaniu i wysłuchaniu można powiedzieć- idiota. Idzie i nic nie mówi- ciągle zasłania się dobrem szefa lub prokuraturą.
To samo czyni jego szef, pan Gudzowaty- godzi się na rozmowę w RMF-ie bardzo niechętnie, niewiele mówi i jest wyraźnie zirytowany- nie dba o ładne wyszukane słowa i poprawność polityczną, podważa obiektywizm mediów. tak jakby mówił- 'chcę powiedzieć, ale nie mogę.'
Wątpię, aby rację miał Azrael twierdzący, że pan Gudzowaty oszalał. Nie przemawia też do mnie hipoteza mówiąca, że Marcin Kossek lata od telewizji do radia tylko po to, żeby się promować.
Zakładając, że polskie służby się usamodzielniły w ciągu ostatnich lat (tzn od Rosji), robią interesy na własną rękę, a Gudzowaty nie ma z tego żadnych korzyści, więc stara się z nimi współpracę zerwać. Lepiej nawiązać kontakty z obecnie rządzącymi bo służbom specjalnym raczej nie uda się w wystarczającym stopniu uzaleźnić od siebie obecnej władzy, a starzy przyjaciele nie wrócą szybko na stanowiska.
Możliwe, że Kossek I Gudzowaty biegając od programu do programu, niewiele (Kossek) i niechętnie (Gudzowaty) mówiąc, starają się zapewnić sobie polisę ubezpieczeniową. Bo być może waga taśm znajdujących się w prokuraturze nie jest, aż tak wielka, ale sprawa szybko się nie wyjaśni, więc trzeba o tym głośno mówić. Przecież sprawa Marka Papały wcale nie miała miejsca tak dawno.
Z drugiej strony, jeśli taśmy ujawniają coś ważnego to gudzowaty ma teraz realne podstawy do obawiania się o swój los, dlatego głośno to mówi.
Dość dywagacji na temat państwa w państwie, ale słuchając tych taśm i obserwując zdawkowe relacje niektórych mediów pierwszy raz nasunął mi się na myśl Orwell ze swoim 'Rokiem 1984'. Ewidentnie niektórzy w mediach chcą manipulować opinią publiczną, aby obniżyć znaczenie taśm jedynie do rewelacji o bezach i bucach.
Teraz trochę lżej- wczoraj oglądałem 'Kropkę na i' z Wojciechem Olejniczakiem- było bardzo miło bo pan z SLD śmiał się ciągle do spółki z Moniką Olejnik, prosił, żeby zafundowała mu jeszcze trochę rozrywki [puszczanie fragmentów taśm Oleksego] i w ogóle atmosfera była cudowna.
Olejniczak robił minki, na pytanie czy boi się powrotu Kwaśniewskiego odparł:
'Czy ja wyglądam na kogoś kto by się bał kogokolwiek?' i uśmiechnął się od ucha do ucha.
Sprawa wyjaśniona- narcyzem nie jest, ale kozakiem na pewno.
Dalej: 'Najlepiej mówić to co się myśli, nie kłamać, nie insynuować, po prostu być sobą' [o Oleksym i taśmach].
Rozbawił mnie bo co jak co, ale w prywatnej rozmowie nie dba się o konwenanse i poprawność polityczną, więc gotów jestem stwierdzić, że politycy są sobą jedynie we własnych domach, a czasem w rozmowach prywatnych. Wg mnie Oleksy był nad wyraz rozluźniony i naturalny.
Gwoździem programu był jednak Aleksander Kwaśniewski.
Puszczono nieznany mi kawałek wywiadu z lotniska (wtedy kiedy Kwaśniewski nazwał Oleksego kretynem i zdrajcą):
'On dotknął naszych domów, naszych żon, naszych dzieci, naszych psów, naszych świnek morskich(...)'[o Oleksym]
Ludzie czepiacie się mlaskania i dykcji niektórych polityków, a tutaj nasz eks-prezydent wali takie głupoty ze śmiertelnie poważną miną. Od razu mi się przypomniało: 'Ale podkreślam, trzy razy podkreślam to ale- ale, ale, ale my jestesmy razem ze sobą tutaj'. No i minister Siwiec całujący ziemię kaliską...

Przecież to było żałosne- gdyby teraz ktoś z PiS-u zrobił coś w tym stylu to opozycja z Olejniczakiem i Komorowskim na czele zażądałaby dymisji rządu i postawienia przed Trybunał Stanu (dajcie mi człowieka, a znajdę paragraf).
Małpa w czerwonym była głośniej omówiona niż minister Siwiec, czy Charków, ale podkreślam, ale, ale, ale wszystko przez to, że ci Kaczyńscy nie mówią tak ładnie jak Kwaśniewski i dobierają sobie brzydsze krawaty.
A może to i dobrze... Co by inaczej robili ludzie dzwoniący do Szkła Kontaktowego...



Komentarze
Pokaż komentarze