521 obserwujących
825 notek
2900k odsłon
  10046   0

Co dalej, Dzieci Magoga?

Aż padło i na Wielkiego Brata zwanego również Wielkim Szatanem, ale również Jutrzenką Wolności i wzorcem demokracji z Sevres. Sam „Brat” ani nam brat ani swat, a interesuje nas o tyle, o ile może mieć wpływ na nasze życie i przyszłość. Temat jest jak słoń, a więc jak Brat otyły, dlatego musimy ograniczyć się do rzeczy najważniejszych.

Zacznijmy od tego, że „Brat” cieszy się w Polsce popularnością trudną do wytłumaczenia. Jest ona owocem mitu, że łączą nas z „Bratem” jakieś historyczno-mistyczne związki, a nie łączy nas praktycznie nic, bo kiedy „Brat” się usamodzielniał i upodmiatawiał myśmy zanikali i przedmiotowieli. Ot, klasyczny historyczny rozjazd. Pisać o „głębokich, historycznych związkach” „Brata” i „Polski” to jak rozwodzić się nad politycznym aliansem Atlantydy i Rzymu. Nie był nam „Brat” nigdy sojusznikiem, zna nas mało, mało rozumie, a zalicza w zasadzie do „good guys” razem z resztą Europy Środkowo-Wschodniej. Dopiero ta Europa robi na „Bracie” jakieś tam wrażenie, jako moduł geopolityczny: ani nie Rosja, ani Nie Niemcy, ale też nie Włochy czy Grecja. Odrębnia.

Do niedawna „Modułem” zarządzali Niemcy, ale klasycznie chcieli wykołować szefa i stworzyć nowy gang Euroazjatycki z Rosją i Chinami. Pojawiła się potrzeba zmiany zarządu i tak wykluła się Polska w ramach koncepcji „Międzymorza”. „Międzymorzem” szczuje tak mniej więcej od 2012 roku, bo mniej więcej od tego czasu popularyzują je różne think-tanki, czytaj: jawni rzecznicy prasowi służb niejawnych. Polska jest dla „Brata” tylko i wyłącznie narzędziem, jednym w całej skrzynce z narzędziami. Jedyną właściwą odpowiedzią na takie traktowanie powinna być odpowiedź zwrotna: „Brat” niech nam będzie narzędziem. Wielkim, ultra-groźnym, trochę nieporadnym, ale tylko narzędziem. Narzędziem tym potrafili posługiwać się Prusacy, kiedy to wykonywali zadania zarządcy Europy z ramienia „Brata”. Dekompozycja Jugosławii, agresja na Serbię, wspieranie islamskich enklaw na południu Europy rękami zbrojnego ramienia brata korzystającego z ponadnarodowego emploi, czyli NATO, to przykłady.

Koncepcja Międzymorza jest nam bliska, choć w dzisiejszym kształcie powinna nam być daleka. Międzymorze „wykuliśmy” sami; dzisiaj ktoś nam Międzymorze projektuje; a jeśli ktoś, to trzeba dowiedzieć się kto, za czyje pieniądze i  na czym ten projekt dokładnie polega.

Jest to ważne o tyle, że polityką Stanów Zjednoczonych rządzi etyka oparta głęboko o doktrynę predestynacji, a w porywach millenaryzmu, co ma prawo prowadzić do mniejszych i większych katastrof. Polityka Stanów Zjednoczonych jest polityką głęboko religijna, a składowymi tej religii są:

- przekonanie o wybraństwie (predestynacja)

- przekonanie o świętości celów i środków (apotakastaza)

- przekonanie o szczególnej roli powierzonej w czasach ostatecznych (millenaryzm)

Można to w sumie określić zbiorowo jako „zabójcza broń” albo „judaizm starotestamentowy plus wieprzowina, a to wszystko zmakdonaldyzowane”.

Zauważmy, że przy takim rozpisaniu akcentów teologicznych i eschatologicznych paleta środków wiodących do celu (nadejścia „Królestwa”) jest nieograniczona żadną uniwersalną etyką. Trzeba zniszczyć dowolnymi metodami „Szatana”, żeby przyspieszyć nadejście paruzji. A potem się samo ułoży. Obawiam się, że niekoniecznie należymy do klubu „wybranych” – a co rzeczywiście sądzą o „papistach” braci najmłodsi i zagubieni kolega Rolex kiedyś opowie, bo prowadzi na codzień szeroko zakrojone badania „wśród dzikich”.

Za tą skrajnie sekciarską fasadą stoją solidne konstrukcje pragmatyków – zwolenników „dobrego życia”, zacnej whiskey i cygar, a więc wszelkich „lobbies”, choć należy podkreślić, że podział na fasadę i zaplecze wcale nie musi być ostry jak brzytwa, bo w etyce plemiennej grzeszne przyjemności pogan (bydła) „uświęcają” się wśród wybranych.

Jaka jest scena? Taka jaką wyznacza techne: a ta pozwala podbić cały świat. Ale nie pozwala jeszcze nim w całości administrować! Do końca zimnej wojny mocarstwa „okopywały” się na terenach „przyłączonych” tworząc przyjazną administrację i inwestując w nią. Dzisiaj całe obszary, zwłaszcza te przylegające do terytorium wroga dzielone są na „bazy” oraz na „dzikie pola” wokół baz. Odebranie przeciwnikowi terytorium zależnego nie musi koniecznie polegać na zaprowadzeniu tam nowej administracji – może polegać równie dobrze na wprowadzeniu i podsycaniu stanu permanentnego chaosu. Ma to jeszcze jeden wymiar: Stany Zjednoczone nie mogą dopuścić do jakiejś wymiany nuklearnych ciosów. W wymianie nuklearnych ciosów Stany Zjednoczone przegrywają, podobnie jak ich główni oponenci: Rosja i Chiny. Przegrywanie (remis jest przegraną w tym przypadku) z o wiele słabszym technologicznie przeciwnikiem jest niepraktyczne, dlatego należy wykluczyć wymianę nuklearnych ciosów. A jak to zrobić? Zbudować Golema, a potem pozwolić mu uciec!

Lubię to! Skomentuj192 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale