Gorące tematy:

521 obserwujących
825 notek
2884k odsłony
4550 odsłon

Proporcja zwapnień do nie-zwapnień

Wykop Skomentuj76

Raz w życiu miałem zrobioną tomografię komputerową, tak trochę pro forma – przysługiwało w związku z dożyciem do tego „raz w życiu”. W każdym razie w efekcie zabiegu dostałem zdjęcie nienadające się do albumu rodzinnego, bo istota na zdjęciu podobna była do nikogo, a w zasadzie do każdego innego mózgu w czaszce gatunku ludzkiego. Pani doktor obejrzawszy zdjęcie istoty orzekła, że jest jak najbardziej zbliżona do jej ideału przystojności mózgu w czaszce. Wzruszyłem ramionami, bo badania były, jak wspomniałem, rutynowe, ale na wszelki wypadek zapytałem się o ewentualne anomalie. „A tam...” zrewanżowała się zwrotnym wzruszeniem ramion. „Są tu takie malutkie zwapnienia... o tu...” wskazała paznokciem na sino malowanym „i tu... ale w pana wieku to doskonała proporcja zwapnień do nie-zwapnień”.

„Oby tak dalej” pomyślałem sobie, ale od tamtej pory prześladuje mnie pewne natręctwo. Ilekroć spotykam się z kimś, kto z natury umocowania na pewnym poziomie struktury społecznej winien być zabójczo logiczny, uporządkowany myślowo i precyzyjny, a nie jest, narzuca mi się natrętnie podejrzenie, że ten ktoś cierpi na niewłaściwą proporcję zwapnień do niezwapnień.

Państwo, którzy mnie znacie, a być może ci, z którymi miałem zaszczyt się kolegować, albo ci, z którymi miałem przyjemność współpracować, wiecie, że ostatnią rzeczą, którą chciałbym robić byłoby zajmowanie się publicystyką wspierającą establishment. I nawet, wtedy, kiedy wiele poczynań obecnego rządu jest rzeczywistą realizacją moich pragnień jako obywatela, to staram się nie bić w bębny propagandy, a już tym bardziej, że zmiatanie i ustanawianie establishmentów w Polsce jest zależne od międzynarodowego układu sił, a obecnie istniejący jest w stanie tolerować jedynie obóz pro-amerykański w Polsce.

Z tego powodu tysiąc Lisów piszących codzienne nawet artykuły dla największego i najpoważniejszego zeitung  ma niewielki wpływ na cokolwiek. O ile ktoś, inaczej niż były Lis płemieła, nie ma poważnego angażu w zakresie pohukiwania, ewentualnie nie ma noża na gardle, to zajmować się rzewnymi pieniami nad utratą „tego, co było dawniej” może najwyżej w ramach swoistej terapii zajęciowej, czego nie można uznać za naganne. Przypominał będzie w najlepszym wypadku wujka Edwarda, który przy każdej okoliczności rodzinnej nie mógł się powstrzymać, by nie wygłosić z zaciętą twarzą monologu: „Za komuny było lepiej!” albo: „Dawał człowiek w łapę i komu to szkodziło? Wszyscy byli zadowoleni!”, i to nawet wtedy, kiedy już zakładał palto.

Ale wróćmy do zwapnień poprzedzonych trzema zastrzeżeniami. Po pierwsze – ja wiem, że w środowisku sędziowskim są osoby bardzo zdolne, prawe i pracowite, niemniej jednak to nie one wpływają na ogólną charakterystykę całego środowiska, ale tego środowiska formalne elity. Po drugie – proszę spróbować odnieść się do moich pytań konstruktywnie – ergo: wskazać model rozumowania prawniczego prowadzącego do odmiennych niż moje wniosków. Po trzecie – dla przejrzystości tekstu nie wszędzie cytuję i nie zawsze podaję odnośniki do odpowiednich przepisów prawa. To co wiem, wiem jako obywatel, a jeśli wiem źle, adwersarz biegły i „na bieżąco” w zagadnieniach z łatwością mnie przytrzaśnie kodeksowymi mądrościami.

Usłyszałem dzisiaj, że jedna z najważniejszych – z racji umocowania w strukturze wymiaru sprawiedliwości – instytucji sądowych w Polsce: Sąd Najwyższy, uchwalił, że: (ze słuchu) sądy powszechne powinny stosować w praktyce niepublikowane wyroki Trybunału Konstytucyjnego.

Jednocześnie (ze słuchu) to samo ciało w tej samej uchwale przypomniało o „domniemaniu konstytucyjności aktu niezgodnego (nawet) z konstytucją do czasu wyroku Trybunału Konstytucyjnego” (OK, niech będzie, że opublikowanie nie jest tu nawet konieczne, jeśli wyrok ZAPADŁ).

Ergo: do czasu ogłoszenia wyroku KAŻDA instytucja w Polsce MUSI stosować się do ustawy i dotyczy to również Trybunału, a już tym bardziej, jeśli ma orzekać we własnej sprawie (szczególna ostrożność formalna, by zapobiec zarzutom działania pro domo sua).

Więc w świetle tej ustawy posiedzenie sędziów TK, którego skutkiem było poczęcie i urodzenie wyroku uchylającego obowiązywanie ustawy w części było formalnie wadliwe ze względu na wymaganą ilość orzekających członków TK POD RZĄDAMI ustawy WÓWCZAS obowiązującej.

Było formalnie wadliwe ze względu na pomocnicze stosowanie przepisów KPC (Kodeksu Powstępowania Cywilnego). Czyż mamy, drodzy juryści, jakieś wątpliwości? Podzielcie się nimi koniecznie.

A jeśli tak, to taki wyrok nie jest już wyrokiem, a winą za taki stan rzeczy należy obarczyć zobowiązanego do niewadliwego zwołania posiedzenia TK jego prezesa, sędziego Rzeplińskiego (niedbalstwo?).

A jeśli tak, to do czego wezwał Sąd Najwyższy w swojej uchwale?

Wykop Skomentuj76
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale