521 obserwujących
825 notek
2900k odsłon
  4568   0

Proporcja zwapnień do nie-zwapnień

Do stosowania się do nieformalnie wyrażonej opinii osób, które w ramach obowiązków zawodowych zasiadają w Trybunale Konstytucyjnym, a poza tymi obowiązkami mogą na przykład wygłosić opinię: „Jak Hela leci po piwo, to zawsze nie to przyniesie” i nie jest to przestępstwo, ale dlaczego sądy powszechne miałyby się do tego „nie-przestępstwa” stosować?

A dlaczego w ogóle miałyby się stosować, skoro epoka Bolesława Bieruta, Wiesława Gomułki, Edwarda Gierka i Wojciecha Jaruzelskiego rzekomo minęła i uchwały SN nie są powszechnie obowiązującą wykładnią prawa?

A może wyroki Trybunału nimi są?

No chyba też nie, bo choć nie jest to wykładnia powszechnie obowiązująca, to jak się wydaje wyraża poglądy „kwiatów” z ogrodu Temidy: „Sprawowanie przez Trybunał Konstytucyjny kontroli konstytucyjności prawa nie powinno odbywać się poprzez przyznanie (przypisanie) mu nie mającej konstytucyjnego umocowania prerogatywy do ustalania wykładni ustaw, która nie przysługuje temu organowi” (Uchwała Składu Siedmiu Sędziów Sądu Najwyższego z dnia 17 grudnia 2009 r. III PZP 2/09).

Po tych wiosennych dywagacjach nachodzą człowieka dwie myśli uporządkowane w formie alternatywy łącznej...

Jedna to taka, że bez względu na widoczną ilość sędziów inteligentnych, prawych i pracowitych, dla całości środowiska sprawdza się moja rodzinna anegdota, opowiedziana przez mojego Ojca, inżyniera, któremu zdarzyło się być biegłym sądowym (wiem, powtarzam się, ale jednak jakieś tam nieduże zwapnienia mam):

„Sąd: Niech biegły sądowi wytłumaczy, co to metr sześcienny drewna. Prosto...

Ojciec: Metr sześcienny drewna to drewniany sześcian o wymiarach metr na metr na metr... Najprościej jak można.

Sąd: Nie, sąd wie, co to jest metr żyta. Tak niech tłumaczy...

Ojciec: „Metr żyta” to potoczna nazwa pozasystemowej miary wagi, kwintala, równego stu kilogramom, spotykana w stosunkach agrarnych, a my mówimy o systemowej jednostce objętości, o metrze sześciennym, a to, najprościej jak można, to drewniany sześcian o wymiarach metr na metr na metr...

Sąd: Tyn znowu swoje... sąd wie, co to jest metr żyta. Tak niech tłumaczy...”

A drugi człon alternatywy pozwala domniemywać, że wraz ze zmianami władzy przestaje obowiązywać faktyczne zawieszenie prawa egzekutywy w zakresie kontroli jurysdykcji przy okazji poważnych podejrzeń korupcyjnych. A poważne podejrzenia korupcyjne... a być może również dotyczące innych czynów... musiałyby skutkować utratą wysoko usytuowanej pozycji, a wielce prawdopodobne, że nieodwracalną deklasacją rozciągniętą pokoleniowo, bo zdaje się, że tak to właśnie, pokoleniowo, działa.

Sprawa jest prosta jak drut. Po dwóch stronach barykady stoją strony, które NIGDY nie osiągną żadnego kompromisu. Rządzący establishment nie może dłużej zagwarantować rodzinnej i towarzyskiej kontynuacji w sprawowaniu wyższych funkcji w wymiarze sprawiedliwości, bo odwołuje się do etosu otwartej wrogości do historycznych fundamentów tej kontynuacji, zakorzenionej silnie w czasach PKWN i wczesnego Bieruta. Akceptując „układ w wymiarze sprawiedliwości” (a to przecież nie tylko sędziowie, ale również należący do tego samego kręgu towarzyskiego adwokaci, prokuratorzy, biznesmeni) establishment wystawiłby się na możliwą porażkę w kolejnych wyborach, a bez co najmniej dekady rządów można mówić o porażce.

Establishment MUSI zdjąć parasol ochronny rozłożony nad wymiarem sprawiedliwości w roku 1989, a to oznacza, że co się nazbierało, to wypłynie. A jak wybije, to pozamiatane, żeby użyć języka zrozumiałego w kręgach prawniczych. Inaczej jednak niż to było w roku 2005, kiedy to do oporu wobec przemeblowania systemu udało się pozyskać pielęgniarki, znęcone bezami i kanapkami z łososiem w gabinecie ministra, środowisko akademickie i środowisko dziennikarskie nieomal w całości, teraz pozostały już tylko dwie „reduty” wywodzące się mentalnie z „tego, co było, jak było”: wymiar sprawiedliwości i samorządy.

Podobnie, inaczej niż w 2005 roku, kiedy to nie było geopolitycznej zgody na przemeblowanie w Polsce, dzisiaj ta zgoda jest. Oglądanie się na Niemcy nie ma najmniejszego sensu. Kraj, któremu wypowiedziano wojnę narzucając desant ponad miliona ludzi jest krajem ostatecznie zrujnowanym i niepoważnym. Jest krajem, który skapitulował, i do którego kolejne miliony będą się wybierać po zdobyczne fanty w postaci wiktu, opierunku i nałożnic płci obojga. Można rzecz jasna kontynuować „berlińskie golenie kota” w formie jakichś zabawnych rezolucji frakcji zielonej, różowej i czerwonej, ale z tego, jako się wspomniało, darcia mordy dużo a wełenki mało...

Z bardzo prostego powodu – większość polityków znaczących w strukturach Unii Europejskiej to są właśnie ci idioci, którzy doprowadzili do tej Unii całkowitej, nieodwracalnej, strukturalnej zapaści.

Zawieranie przez establishment kompromisu z zamkniętym i nie cieszącym się społecznym poważaniem środowiskiem, przejmowanie części odium za narosłe w tym środowisku patologie nie ma sensu, bo jaka z tego miała by być dzisiaj korzyść?

Jedyna jeszcze nadzieja w rewolucji. Ale jak tu rewoltować przy tak niekorzystnym stosunku zwapnień do nie-zwapnień? Jak rewoltować, skoro pohukiwania Władka wzbudzają salwy śmiechu, a wystąpienia „trzech tenorów" z czterech, jako że pożegnaliśmy Wojciecha, kojarzą się już tylko z trzema czwartymi litra żołądkowej gorzkiej?

Zajmowanie się marginalnymi sprawami to strata czasu, choć obserwacje czynione przy okazji pielenia wiekowego politycznego perzu bywają interesujące. Wkrótce będzie można wrócić do tego co naprawdę ważne i kontynuować naszą wycieczkę po imperiach wznoszących się, tych upadłych, albo też tych szykujących się do wyklucia.

 

Lubię to! Skomentuj76 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale