Blog
Carthago delenda est
Rolex
Rolex A ostrzegałem, Wołodia
527 obserwujących 825 notek 2872920 odsłon
Rolex, 30 listopada 2016 r.

Podróż za jeden kismet

"Ludzie pytają, jak się czuję. Odpowiadam - fatalnie - tak jakbym został w ciemnym przejściu podziemnym wrzucony do szczeliny, zasypany kamieniami i jedynym moim pragnieniem jest, aby krew wypłynęła na powierzchnię i wskazała miejsce zbrodni"

Anatol Czaban, generał dywizji pilot Wojska Polskiego, instruktor pilot, doktor nauk

10 sierpnia 2011

Obiecałem Państwu, dawno, dawno, „ostateczne rozwiązanie kwestii smoleńskiej”. A pewnie i ze trzy razy zabierałem się za wywiązanie się z obietnicy i zawsze wychodziło mi co najwyżej streszczenie argumentów znanych, przekonywujących dla przekonanych lub nieprzekonywujących dla przekonanych inaczej. W poprzednich dwóch wpisach znajdziecie Państwo linki do setek stron analiz, jeszcze raz gorąco polecam zapoznanie się; polecam tym bardziej zakładnikom własnych poglądów politycznych. Potrzebna jest cierpliwość, dużo czasu, i dystans do zagadnienia.

Dzisiaj zajmę się czym innym. Powtórzmy raz jeszcze, że wydarzenia z dnia 10 kwietnia 2010, stan wątpliwości jaki się z tymi wydarzeniami wiąże, ma się ku końcowi w tym sensie, że prowadzone ekshumacje ciał ofiar, nawet jeśli nie pozwolą na udzielenie odpowiedzi na wszystkie pytania, to w zależności od ich wyniku zadecydują o społecznym odbiorze i pamięci o wydarzeniu przez dziesięciolecia.

Te badania albo nie dadzą podstaw do podważania ustaleń polskiej komisji rządowej wspartej wątłym autorytetem post-sowieckiej, pół-prywatnej, pół-międzyrządowej, tak zwanej komisji Anodiny, a nie wspartej żadnymi wiążącymi ustaleniami państwa rosyjskiego, albo dadzą takie podstawy.

W tej sprawie należy bardzo wnikliwie przyglądać się faktom, ale i emocjom, które różnego rodzaju zdarzeniom towarzyszą. Emocjom nadspodziewanie silnym. Do takich zaliczam na przykład para-religijny sprzeciw wobec planów ekshumacji prowadzący nawet do próby wniesienia pod obrady sejmu spec-ustawy, która miałaby tym ekshumacjom zapobiec (sic!). Byłby to światowy ewenement. W kontekście tego moralnego protestu niepokoją mnie dwie sprawy. Po pierwsze: jak pogodzić wrażliwość politycznie odpowiedzialnych za rażące naruszanie przepisów polskiego Kodeksu Postępowania Karnego („Rosjanie zabronili otwierać trumny”); wrażliwość reprezentowanych na pogrzebie śp Anny Walentynowicz przez dwóch naprutych jak szpadle przedstawicieli establishmentu, oraz wrażliwość tych zajmujących się fałszowaniem materiału dowodowego (dowód osobisty śp Tomasz Merty) i nie reagujących na poniewieranie i spotwarzanie żołnierzy i oficerów WP, z nagłym i gwałtownym sprzeciwem wobec ekshumacji?

Po drugie: dlaczego grupa z niewiadomych mi powodów nie odczuwająca potrzeby identyfikacji zmarłych bliskich ma mieć jakąś rzekomo wyższą „rację moralną”? I od kiedy – po trzecie – zgoda (pogodzenie się) na pochowanie bliskich bez ubrania, razem ze śmieciami, gliną, błotem, ma istnienie tej racji dowodzić?

O wsparciu niektórych duchownych nie wspominam. Jak widać w słowiańskim narodzie pogański kult zmarłych ciał w miejsce spokoju nieśmiertelnych dusz potrafi zawędrować i do pałaców.

Ekshumacje (strach przed nimi) przyczyniły się do pewnego rodzaju „działań wyprzedzających”. Mgła nieco opadła, a ja chciałem się do tego, co nam się spoza niej odsłoniło odnieść. Mówiąc o nowych elementach narracji mam na myśli wywiad jakiego Wirtualnej Polsce udzielił JE ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew oraz zeznania złożone w procesie Tomasz Arabskiego (a wcześniej w procesie Pawła Bielawnego) przez „osobę prywatną” Tomasza T.

Ta „osoba prywatna” niech awansuje na leitmotifnaszych rozważań. To właśnie ta osoba prywatna zostaje dość znienacka poproszona o wykonanie zlecenia obsługi wizyt polskiego premiera i prezydenta w Rosji, odpowiednio: 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Być może się mylę, ale ciągle mam w pamięci, że oprócz tych dwóch wizyt planowana była jeszcze jedna, robocza, w Moskwie, a mieli w niej brać udział członkowie sztabu generalnego WP.

Tak więc prywatna osoba Tomasz T. Zostaje zatrudniona przez MSZ (zleca jej się?) przygotowanie wizyty i premiera RP i prezydenta z delegacjami. Ta pierwsza będzie miała charakter wizyty państwowej, a ta druga – według zeznań Tomasza T. – przyoblecze się w formę „prywatnej wizyty głowy państwa obcego”. Były kierowca, a potem szef BOR-u, generał Janicki, upiera się wprawdzie post-factum, że nadał lotowi delegacji prezydenckiej instrukcję HEAD, ale w dokumentach służby o takim nadaniu nie ma ni śladu. A jeśli tak, to musimy przyjąć, że cała ta wyprawa organizowana była od początku do końca przez prywatne, „polskie biuro podróży”, a państwo polskie i jego służby nie miały z tym nic wspólnego.

To tłumaczyłoby i brak zabezpieczenia wizyty ze strony BOR-u (brak funkcjonariuszy BOR-u na lotnisku) jak i nieobecność żołnierzy kontrwywiadu wojskowego, brak kart pokładowych oraz zgodę na przelot bez zgody na lądowanie (nota z 9/04/2010).

Opublikowano: 30.11.2016 15:13.
Autor: Rolex
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Polis2008

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Bardzo sprawne Pozdrawiam i dziekuje.
  • Curiouser und curiouser "Prawdziwy zamachowiec przebywa na wolności i jest uzbrojony, twierdzi...
  • @MUSTRUM Jest bardzo niezadowolony, że polski parlament nie wprowadził przepisów...

Tematy w dziale