Muszę przyznać , że publicznie rzadko się wzruszam. Nie lubię patosu, który często przykrywa ważne treści i psuje przekaz. W nadmiarze oczywiście, jednak dzisiaj na prawdę sie wzruszyłam. Pierwszy taki Dzień Niepodległości od lat. Prawdziwe Święto Niepodległej, bez fałszu, bez prowokacji i przemocy, z polską władzą i duchem Wielkich Polaków....nareszcie bez wstydu i strachu. Przy czym okazało się, że obawy o to, że przegraliśmy wspólnotę, że się narodowo rozpadliśmy na atomy, były mocno przesadzone. Wspólnota przetrwała dekadę swoistej wojny domowej, deptania wartości, upodlenia i odebrania godności. Jak widać, wciąż potrafimy czerpać radość z bycia Polakami i co więcej wciąż są wśród nas ludzie, dla których to nie tylko radość ale i poczucie obowiązku. To dobrze wróży na przyszłość, na rzeczywistą "dobrą zmianę"...i wzrusza, zwłaszcza symbole, jak Prezydent Duda klęczący z szacunkiem przed Bohaterem, gen. Januszem Brochwiczem- Lewińskim, legendarnym "Gryfem" z "Parasola", którego życiorysem można by obdzielić nie jedną kompanię. Piękny gest, pokazał, że sztafeta pokoleń pod biało czerwoną wciąż trwa...i dobrze.
I tak na koniec jeszcze mi się skojarzyło... ta Defilada przeszła chyba właśnie dzisiaj....w sztafecie pokoleń


Komentarze
Pokaż komentarze (7)