Jestem wprawdzie winien jeszcze sprawozdanie z ubiegłotygodniowej pielgrzymki do Gietrzwałdu, ale wczorajszej niedzieli nie dałem rady tego skończyć, a na dziś musiałem przygotować nowy "wagon" dla naszej okręgowej LOKOMOTYWY, więc go niniejszym zamieszczam w całości.
Prawda nas wyzwoli.
Jan Paweł II, podejmując dzieło zmiany oblicza tej Ziemi nie ograniczał się do zmian wewnątrz struktur kościelnych. Choć prosił Boga, w Trójcy Jedynego, a więc Boga wyznawanego wiarą Chrześcijanina, o pomoc w odnawianiu serc ludzkich, to ta odnowa ma dotyczyć wszystkich ludzi, niezależnie od wyznania, stanu, czy narodu. Widział Ojciec Święty, że taki świat, jaki zgotowali sobie ludzie w końcu XX wieku, nie ma perspektyw przetrwania, bo za dużo w nim kłamstwa, oszukiwania jednych przez drugich, by posiąść ich dobra i zawładnąć ich duszami.
Ostatnio, coraz częściej słyszymy o rozmaitych zagrożeniach, które mogą doprowadzić do nagłego zakończenia dotychczasowego, w miarę poukładanego życia, dla wielu ludzi jednocześnie, w trakcie jednego kataklizmu przyrodniczego lub społecznego. Jednym słowem straszą nas końcem świata. Jednak nie należy zapominać, że już Prymas Tysiąclecia, Kardynał Stefan Wyszyński, na samym początku pontyfikatu Papieża Polaka, przepowiedział mu, że wprowadzi Kościół w nowe Tysiąclecie. Większej pewności, że jednak przyjdzie nam żyć po ludzku, w tym zdeprawowanym, zakłamanym świecie, nabrałem po przeczytaniu Listu apostolskiego NOVO MILLENNIO INEUNTE, w którym Błogosławiony Jan Paweł II szczegółowo opisuje, jak mamy sobie zorganizować życie społeczne w nowym Tysiącleciu.
Pozwalam sobie, w małej, prowincjonalnej gazetce wyborczej pisać o takich wielkich sprawach, ale Ojciec Święty pisze tam, że ogólne społeczeństwo powinno być zorganizowane w szereg rozmaitych kółek, bractw i towarzystw lokalnych, w których do aktywności będą się budzić coraz szersze kręgi społeczne. Każdy człowiek, by znalazł zadowolenie ze swego życia, powinien dawać się do dyspozycji bliźniemu, nie tylko w rodzinie, ale właśnie w takich grupach, w których jeden drugiego brzemiona nosi. Jednak, żeby można komuś pomagać, nie narzucając mu swojego sposobu myślenia, należy poznać indywidualną prawdę każdej osoby. Tyko Pan Bóg i Jego aniołowie i święci mogą „zaglądać” w dusze wielu potrzebujących dobrej rady jednocześnie. My, tu na Ziemi, musimy wypracować sobie takie zasady współżycia społecznego, by aktywniejsi, lepiej uposażeni przez Stwórcę w talenty, mogli dzielić się nimi z większą liczbą bliźnich. I po to są wybory w rozwiniętym społeczeństwie demokratycznym. I ludziom, którzy rozumieją ewangeliczne: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!”, Pan Bóg pobłogosławi, by mogli służąc innym, sami zasłużyć na nagrodę w Niebie.
A my, wyborcy sami musimy pilnie się przyglądać czy uśmiechy z kolorowych plakatów i ulotek mają nas przechytrzyć, czy też wystarczy dobre słowo prawdy, wypowiedziane przez człowieka, który w poczuciu misji, mówi nam czasem, że musimy popracować nad swoją uczciwością. Trudne to zadanie, ale ja jestem przekonany, że znalazłem takiego, nie szczerzącego białych ząbków sługę, który powinien być premierem w mojej Ojczyźnie, a on dobrał sobie wystarczająco szerokie grono współpracowników, którzy nie będą „kręcić lodów”, a zadbają o prawdę w każdej dziedzinie życia społecznego.
Na nich będę głosował.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)