Wyruszyłem dziś w kolejną podróż służbową. Do Słupska. Wyjechałem z Warszawy o godz. 10, aby spokojnie dojechać i znaleźć sobie dobry hotel.
Po skręceniu w Płońsku na drogę nr 10 do Bydgoszczy, zatrzymała mnie starsza kobieta, prosząc o podwiezienie do Sierpca. Wsiadając do samochodu, rozmawiała przez komórkę z sąsiadką, na temat stanu swojej córki, która była w szpitalu. Po skończonej rozmowie, powiedziała mi, że pozostało jej tylko tłuc głową w ścianę.
Zaciekawiony, zapytałem o powód. Zaczęła mi opowiadać o tym, co ją spotkało.
Otóż ma córkę, która od 30 lat ma porażenie mózgowe. Nie ma z nią żadnej komunikacji, nie mówi, nie chodzi, po prostu roślina. Natomiast wymaga ciągłego podawania leków, pampersów, zapobiegania odleżynom i tp.
Kobiecie kilka lat temu zmarł mąż. Mąż i ona nie mieli rodzeństwa, rodzice dawno pomarli. Nie ma żadnej rodziny. Mężowi brakowało kilkunastu miesięcy do emerytury. Została sama z córką rośliną, mając 206 zł i 5 gr. renty.
Mieszka we własnościowej kawalerce, z której już wszystko wyprzedała, nawet swoje łóżko. Śpi na podłodze. Ostatnio elektrownia odcięła jej prąd, bo ma ok. 180 zł niezapłaconych rachunków. Zapowiedzieli zdjęcie licznika, jeżeli nie ureguluje długu. Za ponowny montaż licznika będzie musiała zapłacić ok. 1000 zł, co dla niej jest sumą niewyobrażalną. Powiedziała, że ma jeszcze do sprzedania wózek inwalidzki córki, za który może dostanie 140 zł. Ale wtedy nie wyprowadzi więcej córki na spacer.
Zwierzyła mi się, że pisała do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, opisując Mu na 6 stronach swoje nieszczęście i błagając o pomoc. Otrzymała po dłuższym czasie odpowiedź w 6 zdaniach. Najbardziej zbulwersowały ją słowa Prezydenta, że:
"Ja też jestem w trudnej sytuacji finansowej i psychicznej."
W poniedziałek kobieta wysłała list do premiera Tuska. Czeka na odpowiedź. Zdaje sobie sprawę, że Tusk, po śmierci matki, szybko jej nie odpowie. Prosi Tuska o przyznanie jakiejś specjalnej renty lub pomocy.
Córka często miewa ataki, powodowane brakiem leków, na które kobieta nie ma pieniędzy. Wzywa wówczas pogotowie ratunkowe. Lekarz z pogotowia zabiera córkę do szpitala, tam podają jej kroplówkę i przywożą do domu, nie podając potrzebnych leków. Na zwrócenie lekarzowi uwagi, że nie podał leków, otrzymuje odpowiedź, że lekarstwa powinna córce kupić sama.
Była ostatnio w ośrodku pomocy społecznej. Powiedzieli jej tam, że jest bogata, bo ma własnościowe mieszkanie, więc może je sprzedać. Odpowiedziała urzędniczce, aby sprzedała swoją dupę. Po tym wezwano policję i kobietę wyrzucono z ośrodka.
Zapytałem, czy była po pomoc u księdza z jej parafii.
Była. Od kilku lat mają nowego proboszcza, lubującego się w antykach, które kolekcjonuje. Proboszcz powiedział, że nie ma pieniędzy, bo parafia jest uboga. Kobieta prosiła o wygłoszenia z ambony prośby o pomoc. Ksiądz odpowiedział, że w tej sprawie musi napisać list do biskupa, aby otrzymać pozwolenie na ogłoszenie takiego apelu.
Zrozpaczona napisała list do TVP, do programu Expres Reporterów. Obiecali przyjechać i zrobić reportaż. Kobieta powiedziała, że odczyta podczas nagrania list od Prezydenta, aby ludzie usłyszeli, jaki on biedny.
Kobieta mieszka blisko Olewnika. Tak, tego, któremu porwano i zamordowano syna. O młodym K. Olewniku nie miała najlepszego zdania. Opowiadała, że swego czasu przypalał sobie papierosy banknotami 200 złotowymi. Krzysztof O. nie cieszył się poważaniem wśród ludzi, którzy go znali. W zeszłym tygodniu kobieta zgłosiła się do Olewnika z prośbą o jakąkolwiek pracę, aby zarobić pieniądze na leki dla córki. Aby się do tego pana dostać, musiała przejść całą procedurę kontrolną przez ochroniarzy. Olewnik popatrzył na wielki plac, na którym stały nieuporządkowane skrzynki na wędliny, zaproponował jej posprzątanie placu i ustawienia skrzynek. Za tę pracę obiecał jej 3 kg kości.
Kobieta zrezygnowała, bo chodziło jej o zarobienie pieniędzy, a nie o kości. Kości dostaje za darmo w zaprzyjaźnionym sklepie.
W Sierpcu kobieta poprosiła o zatrzymanie samochodu, bo dojechała na miejsce. Poruszony jej nieszczęściem, dałem jej 50 zł, więcej gotówki nie miałem przy sobie. Bardzo mi dziękowała.
Teraz tylko żałuję, że zapomniałem poprosić ją o adres, może moglibyśmy jej razem pomóc?
Cóż, mam nadzieję, że Ekspres Reporterów z jej sytuacją się pojawi na antenie i znajdą się chętni do pomocy.
Kobieta zgłaszała się do różnych fundacji charytatywnych, jedyną odpowiedź dostała tylko od pani Błaszczyk.
Niestety, ta fundacja pomaga tylko dzieciom wybudzanym ze śpiączki.
Dalsza podróż upłynęła mi na rozmyślaniu o ludzkim nieszczęściu.
Czy my żyjemy na pewno w XXI wieku?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)