Czasem przeraża mnie, w jaki dziwny sposób rozkłada się po świecie „ważność”. Znakomita większość wszystkiego w oczach świata nie jest godna zapamiętania. Kiedyś, jako nastolatka znalazłam w którejś z domowych książek kartkę z wierszem. Napisała go znajoma taty, sprzed lat. Podobno w kimś się kochała i myśląc o nim ten wiersz napisała. (Jak mówiła A. „Ileż w historii ludzkości wylano takich łez”.) Niestety, nikt nie pamięta, jak miała na imię dziewczyna od wiersza, natomiast ja nauczyłam się go na pamięć i wzrusza mnie do dzisiaj. Na liście rzeczy „nieważnych” u mnie jest na pierwszm miejscu.
Co zostanie synu Abrahama, proszę spójrz choć raz w moją stronę!
Rzekł jej na to: miła, kochana, ja ci dam cierniową koronę!
I co będzie, synu Abrahama, nie tak łatwo nas teraz rozdzielić...
Rzekł jej na to: miła, kochana, wiem, pozwolę do siebie strzelić.
Będę stała milcząca, kamienna, będę ciebie mój miły kochała,
Aż uśmiechnie się dobry Jehowa: niechaj przyjdzie do mnie ta mała...
Bardzo bym chciała – cudowne przypadki się zdarzają – więc chciałabym, żeby ta osoba, która to napisała dowiedziała się, ile wzruszenia i radości miałam przez całe ostatnie dwadzieścia lat z powodu jej wiersza. Za każdym razem, kiedy go sobie przypomniałam. W pewnym sensie stał się maleńkim kawałkiem mnie.
W czwartek postanowiłam spalić rozmaite papiery i listy mojej mamy. Zalewałam się łzami, zrobiłam też z tego małą ceremonię, pan B. otworzył wino. Co mam pamiętać, to pamiętam. Ręka mi jednak zadrżała i nie wrzuciłam do kozy kartelucha z zapisem wycieczki moich rodziców do Włoch, na początku jesieni 68 roku (jeszcze mnie tutaj nie było). Bo były tam takie kawałki:
„Pestum. Kościół. Pies, który wszedł za mną do kościoła, a potem odprowadził nas do campeggio „Lido”. Spotkanie z Niemcami, poznanymi 2 lata wcześniej w Ostello. Świątynia Figi. Opalanie 1 raz, potem spieczona skóra. Muszelki.”
Co widziały oczy, których już nie ma. Jak zachować wspomnienie wspomnienia?
A., moja starsza o 40 lat przyjaciółka, której też już nie ma, nagrywała swoją historię rodzinną na magnetofon. Nie wiedziałam o tym. Kasetę z nagraniem znalazłam przypadkiem. Dwa lata po jej śmierci siedziałam w kuchni i obierałam ziemniaki, słuchając nagrania. Nagle, głos, który dość płynnie opowiadał znane mi dzieje, przerwał. I słyszę takie słowa: „Dziś właśnie przyszła do mnie kartka z wakacji od ciebie, Justynko. Pozdrawiam cię tam, gdzie teraz jesteś.”
Ja jestem Justyna.
Bardzo się cieszę, że odkryłam w Salonie, do którego trafiłam trochę przypadkiem wspólnotę kobiet (i mężczyzn), dla których ważne jest to, co jest kompletnie nieważe. I co nie jest godne zapisania w działach polityka czy historia. Naprawdę się cieszę.
Komentarze
Pokaż komentarze (11)