A tak! Bo na targu byłam i dałam się molestować!!! Mój mąż to czyta, więc spieszę donieść, że molestowanie polegało na głaskaniu po ramieniu i po włosach:-) Bajdełej, przypominają mi się dwie przyjaciółki mojej babci, panie wtedy po 70.; jedna mówi: wiesz, Wandziu, jak idę mężczyźni rozbierają mnei wzrokiem! Na to druga: Coś podobnego, to oburzające, ja bym sobie na to nigdy nie pozwoliła!
No ale się opłaciło, bo mój molestujący sprzedawca odpłacił się opowieścią. A oto ona. Wyprowadzałam już rower z targu, gdy usłyszałam za sobą:
-Kup kobitko koziego mleka dla chłopa! Jak się pije kozie mleko to wiagra żadna niepotrzebna! Odwracam się, a tu stoi bezzębny staruszek, z jedną butelką rzeczonego mleka oraz trzema laskami chrzanu. No to mu mówię: -A po co mi kozie mleko, niech pan powie. - Pani mnie obraża, jak pani tak głupio pyta - staruszek na to. -Ja pani powiem, moja matka miała nas jedenaścioro, siedmiu synów i cztery córki. Ale synów! To były piękne rosłe chłopy, jak ja (no, rzeczywiście...). Jak taki kichnął jeden (nie mówił o kichaniu, ale wrodzona skromność i etykieta nie pozwalają mi napisać, co powiedział), to stodoła drżała. Nie to co dziś. Dziś wejdzie dziesięciu i nawet deseczka się nie zatrzęsie. I wszystko na tym kozim mleku. Ja byłem ten siódmy syn. I wie pani, kto mnie do chrztu trzymał? Prezydent Mościcki mnie trzymał, bo siódmego syna zawsze prezydent trzymał do chrztu. Jak mnie ojciec przyniósł od porodu, to mówi do mojej siostry: Miećka, wychowasz go? Bo matka pewno już nie żyje. Matka przez rok do siebie dochodziła, a mnie dopiero po tym roku zobaczyła, tak mi było ciężko na świat przyjść. Ojciec, jakby siostra mnie nie chciała wychować, to powiedział, że na pieńku by położył i siekierą przez łeb warchlaka. Ale po tym chrzcie, co mnie prezydent trzymał, to mówił, że ten Ignaś to gospodarkę postawił na nogi. Bo wie pani co było w poduszce od chrztu? Pięć tysięcy złotych, proszę pani. Pięć tysięcy, czy pani wie, co za to przed wojną można było kupić? PIęć krów! Ojciec pięć krów do domu przyprowadził. I ja do dziś z tego mam wiele, bo Mościcki cały swój kapitał na chrześniaków przepisał. Im ich mniej, tym więcej każdego roku do podziału. W zeszłym roku dostałem 3700! Pani rozumie? (Pojęcia nie miałam, że był taki zwyczaj!!!!!). My byliśmy pięknymi dziećmi. W czasie wojny Żydówka matce za mnie sztabkę złota dawała. Dlaczego? Bo z małym dzieckiem łatwiej było kobiecie przeżyć. Ale ja płakałem, za nogi łapałem i prosiłem, żeby nie oddawała. I matka mówi: ja dzieci dla siebie rodziłam, nie mogę, kobieto. I wtedy nieszczęsna mówi: ja i tak ginę. Niech mi go pani pozwoli przytulić...
Staruszek się rozpłakał, a ja razem z nim :-)
Mnie Niemcy bili strasznie, pani patrzy na moje ręce. To były rany same, bo bili mnie drutem kolczastym, mięso odchodziło. Za co? Bo powiedziałem, że Polakiem jestem. Matka nas nauczyła tego wierszyka: Kto ty jesteś... Pani nie widzi przez spodnie, ale ja tu nie mam pół łydki, same blizny. Kiedyś przyszli i chcieli mi matkę zabrać. I ja ich po stopach całowałem, żeby nie zabrali. I się zlitowali, ale strasznie mnie zbili. Pani pyta co z kozim mlekiem? Moja matka mogła kozę trzymać tylko w piwnicy, bo ojciec był ogrodnikiem. I mówił: babo, zatłukę jak zobaczę, że mi koza zżera róże. Więc matka w piwnicy kozę trzymała, ale na tym jej mleku wychowała nas jedenaścioro i jeszcze sześćdziesięcioro cudzych bachorów chowała, jak wojna była. Sześćdziesiąt! Pani da wiarę? Póki żyła, to co roku przyjeżdżały. Czy wie pani, co jest w życiu człowieka najgorszy wróg? Nie wie pani? To pani pomyśli do wtorku, przyjdzie a ja powiem. I dam pani jeszcze koziego mleka.
Amen. A ja teraz czekam na kolejny wpis Prowincjałki...





Komentarze
Pokaż komentarze (28)