hildegarda hildegarda
104
BLOG

Szmaragdowy ocean i papierowe stateczki

hildegarda hildegarda Rozmaitości Obserwuj notkę 32

Zbliża się właśnie druga rocznica śmierci mojej babci. Moja babcia to nie była słodka staruszka z wiersza SławkaP. Znałam takie staruszki, ale ona do nich nie należała. Moja babcia była królową, dumnie noszącą przez całe życie koronę z wysoko upiętych włosów. Dwa warkocze prawie do kolan, kiedy je rozpuściła, cała chowała się pod płaszczem orzechowych fal. Nigdy ich nie obcięła. Jeśli miałabym powiedzieć, jaka była jej główna cecha – powiedziałabym: duma. Moja babcia była dumna z siebie, ze swojej rodziny, z wszystkiego co było „jej”. Kiedy jakieś rodzinne dziecko chwaliło się piątką albo dobrze zdanym egzaminem, babcia kiwała głową i mówiła: „orły rodzą orły”.

Kiedy miałam 8 lat, byłam z babcią na wakacjach: grałyśmy w garibaldkę. Specjalnie przegrywałam, żeby babci było przyjemnie (żeby sobie wygrała). Babcia okropnie się irytowała, jak mogę być takim głupkiem, a ja pokornie przyjmowałam cięgi myśląc: nic nie szkodzi, ona nawet się nie domyśla... O słodki bólu!
No więc obraz
Tego dnia byłam w mieście, w którym babcia mieszkała, odwiedzić ją w szpitalu. Zawiozłam naszyjnik z koralików, nawleczony przez moją córeczkę. Powiesiłam go na ramie łóżka – niebieskie paciorki i perełki. Babcia uśmiechnęła się, spytała o moją teściową, spytała co jadłam i jaką miałam drogę. Nie wyszła ze swojej roli ani na sekundę. Bardzo dziwne uczucie, rozmawiać z kimś i mieć świadomość, że to prawdopodobnie po raz ostatni. Ale ponieważ ona ze swojej roli nie wyszła, więc i ja nie wyszłam, tylko zdawałam sprawozdanie z tego, co się wydarzyło w ostatnich tygodniach. Mówiłam o tym, co będę sadzić lub zasadziłam w ogródku, wymieniałam wszystkie znane mi nazwy kwiatów, zmyślając na potęgę i mamiąc kolorami. Po wyjściu ze szpitala poszłam na targ i kupiłam 20 sadzonek dyni. Pięknie kwitły, ale ślimaki zjadły wszystkie kwiaty i owoców nie było.
Wieczorem siedziałam przy komputerze i czekałam na telefon od mojej ciotki: gdyby babcia umarła, miała do mnie zadzwonić, żebym się mogła pomodlić w tej minucie, skoro nie mogłam tam być. Dla zabicia czasu chodziłam po stronach rozmaitych galerii, oglądałam obrazy. I w pewnej chwili moją uwagę przykuł taki jeden: szmaragdowe morze, po którym płyną stateczki z papieru. Żółte, zielone. A na wodzie błyski złote i rdzawe. Magia.
Bardzo mi się ten obraz spodobał i, klik, klik, klik – kupiłam, nie mając na niego pieniędzy. Potem korespondowałam z malarką, która powiedziała, że mi go przyśle na kredyt, a ja zapłacę jak będę mogła. Są tacy ludzie na świecie, a na pewno są we Wrocławiu (bo stamtąd pochodzi malarka).
Potem okazało się, że dziewczyna namalowała serię papierowych statków, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży. I tak się zamknęło koło. Ja wypatrzyłam obraz czekając na śmierć kochanej osoby, a ona obraz stworzyła czekając na narodziny kochanej osoby. Prawdopodobnie zawołały mnie radosne iskierki życia, błyskające na szmaragdowej powierzchni malowanej wody.
hildegarda
O mnie hildegarda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Rozmaitości