hildegarda hildegarda
128
BLOG

Hej, hej, przyjaciele, zostańcie ze mną...

hildegarda hildegarda Rozmaitości Obserwuj notkę 23

Moje średnie dziecko ma przyjaciela, z którym jest jak brat zroślak. Poznali sie w przedszkolu: razem wylecieli z zajęć z cymbałków w Zuchach. Pan powiedział: "Tych dwóch ma mi się więcej nie pokazywać", mnie zaś powiedziano, żebym za cymbałki już nie płaciła. Wybitny talent pedagogiczny, swoją drogą. Jednak wspólna niedola ich jakoś scemnetowała. Obaj weszli już w dojrzały przedgimnazjalny wiek, chodzą do różnych szkół, mieszkają w oddaleniu wielu kilometrów, a mimo to spotykają się przynajmniej dwa razy w miesiącu. No i, Bogu dzięki, są jeszcze wakacje, a one coraz bliżej! Jest jeszcze internet, w kórym można budować wspólną planetę, telefon, przez który można gadać godzinami. To się nigdy nie nudzi.
Pierwszy przyjaciel w życiu. Wspaniała, cudowna sprawa. Czasem będzie przyjacielem na życie, czasem nie. Najstarsze dziecko też miało przyjaciela. Mam takie zdjęcie: jego mama w ciąży trzyma mojego synka na kolanach. Razem poszli do szkoły, razem bawili się po szkole. Ale w pewnej chwili coś się rozeszło. Filozoficzna natura mojego chłopca i brak upodobań do sportów nijak nie zgadzały się z żywością i temperamentem jego przyjaciela. I jeszcze wdali się w to inni koledzy, afera. "Nie będziesz od dziś ze mną siedział "- zakomunikował pewnego dnia przyjaciel. "Nie będę się przyjaźnił z pierdołą". Mój syn był kompletnie złamany, choć nie płakał. Za to ja...
Moja pierwsza przyjaciółka, gdy byłam w wieku syna-filozofa w chwili tej fatalnej zdrady, zadzwoniła do mnie, i powiedziała: "Widziały cię moje koleżanki. Powiedziały, że jesteś kulawa (chodziłam wtedy o kulach) i że masz brzydką mamę (moja mama była piękna)". Od paru lat z tą moją przyjaciółką chodzimy razem na koncerty (lubimy podobną muzykę), mamy dzieci w tej samej szkole. I w zeszłym roku ona mi powiedziała: "Wiesz, w dzieciństwie byłam dla ciebie bardzo niedobra. Fatalnym byłam dzieckiem i strasznie mi z tego powodu przykro". Uważam, że to był jeden z fajniejszych momentów w moim życiu, ta chwila. Wtedy dokładnie, z precyzja szwajcarskiego zegraka zrozumiałam, jaka jest różnica między przebaczeniem płynącym z głowy (to było już dawno - byłoby absurdem gniewać się za jakieś głupoty z dzieciństwa!), a przebaczeniem, które jest udziałem serca. To jest łaska, o którą można się modlić - częściowo poza wolą. Albo ma się ją od Boga, albo dzięki winowajcy. Leczą nas te ręce, które nas biją.
Ciągle krzyczę na mojego tatę, że ze śmiercią mamy przestał dzwonić do przyjaciół, że nie podtrzymuje tych wspaniałych wieloletnich kontaktów, jakby ich zupełnie nie cenił. Powiedział mi kiedyś: "Jak byłem dzieckiem, tyle razy się przeprowadzaliśmy, tyle razy zaprzyjaźniałem się i potem cierpiałem po stracie, że nic co było później nie miało już takiego znaczenia. Miałem najlepszego przyjaciela, nazywał się Maryś. I straciłem go sześćdziesiąt lat temu". Ciekawe, czemu jest tak, że czasem serce nie potrafi się odbudować. Mój starszy syn nie ma przyjaciela i bardzo nad tym ubolewam.
No a pan B., mój mąż, przyjaciela od serca i na życie wybrał sobie sam, jako nastolatek. Mniej więcej od dwudziestu lat, ze zmienną częstotliwością, ale w sposób nieprzerwany chadzają wieczorami na spacery. Tam wieczorami... ba, w nocy! Czasami nagrywają dziwne dźwięki świata, a czasem rozmawiają o Bogu. Kiedyś mój mąż pomagał mu nieść trumnę. A wczoraj ten przyjaciel razem z moim mężem wtaskali do mojego zielonego pokoju starą trzydrzwiową szafę po ciotce, a potem ją złożyli. Syn tego przyjaciela mojego męża, to jest ten nieudany przyjaciel mojego starszego syna. Jak widać, nie wszystko da się odziedziczyć.
A piszę, bo cieszę się, gdyż mój tata jedzie na Suwalszczyznę z moim średnim synem i jego przyjacielem zroślakiem. Oraz z Baśką, która nie ma jeszcze przyjaciółki.

hildegarda
O mnie hildegarda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Rozmaitości