Uliczka, przy której mieszkam, leży na szlaku ucieczkowym z oddziału psychiatrycznego jednego z warszawskich szpitali. Pan B. któregoś dnia zamiatał liście z chodnika, kiedy zobaczył dryblasa w piżamie w paski, wyrywającego co sił w nogach przed siebie. Zadumał się chwilę mąż mój, wsparty o miotłę, podrapał po głowie, po czym wrócił do przerwanego zajęcia. Za moment jego oczom ukazał się orszak złożony z dwóch sanitariuszy i korpulentnie zasapanej pani doktor, którzy bezradnie rozglądali się, nie wiedząc, w którą stronę biec.
„Jeśli wypatrują państwo rosłego mężczyzny w piżamie, to pobiegł tam” – wyszczerzył się mąż z głębi swego obywatelskiego sumienia, a lekarka podziękowała skinieniem głowy i cała trójka pogoniła za uciekinierem. Czy go złapali, nie wiadomo.
Każdego dnia pod moim płotem defilują dresiarze, przepici synowie Huty Warszawa i różnego autoramentu kreatury, których nie chciałabym spotkać w pobliskim lasku. Nie mówiąc o byłym gitarzyście najlepszych polskich zespołów, który wszędzie wietrzy spisek iluminatów bawarskich i ma w komórce ukryty pistolet, którego na granicy nie zauważył nawet mosad (wszystkiego tego dowiedziałam się podczas jednego spaceru z psem). Nie mówiąc o panu M. , który – jeśli nie daj Bóg zaparkuje się na jego kawałku chodnika (choć prawo na to zezwala), ładuje w człowieka od razu kule dum dum w postaci słów, których Zidane nie puściłby płazem. My jednak nie jesteśmy aż tak honorowi i puszczamy.
A mimo wszystko, kiedy mój mąż zapytał: „Żono, czy chcemy domofon?” odpowiedziałam: „Nie chcemy domofonu”. Wystarczy dzwonek. Dzwonek ma tę wyższość nad domofonem, że nie oddziela człowieka od świata. Zmusza do tego, żeby – jeśli ktoś zadzwoni – wyściubić nos z pieleszy i spojrzeć człowiekowi w twarz. Taki głodny pijaczek jak widzi domofon – nie dzwoni. Jak widzi dzwonek – dzwoni dużo łatwiej. Kiedy podnosisz słuchawkę i nie widzisz człowieka, możesz ją po prostu odwiesić. Tak bym pewnie zrobiła, usłyszawszy jakiś bełkot nieznajomy po drugiej stronie. Ale jak już widzisz, to jakoś nie idzie tak kompletnie nic nie zrobić. Domofon daje władzę: decydujemy czy pana weźmiemy pod uwagę, czy nie weźmiemy, panie dzwoniący. A taki zwykły, prosty dzwonek, to jak głos, który cię woła. Domofon, to taki Internet. Jak chcę, to włączam kontakt. Jak nie chcę, to nie włączam. A świat na zewnątrz niech się buja.





Komentarze
Pokaż komentarze (60)