Wstałam o siódmej. Nie mogłam się zdecydować, czy jestem zła czy smutna. Zawsze mam odrobinę kłopotu z odróżnieniem jednego od drugiego. Jednak smutna! Dlaczego? Nie wiem, po prostu tak bywa. Może dlatego, że raz na jakiś czas dopada mnie nostalgia z powodu nieistotności większości rzeczy, które robię. A rzeczywistość powinna być istotna!
Druga sprawa: moi synowie wyjechali na zielone szkoły. Dom jest pusty. Kiedyś będzie taki na zawsze. Przeczytałam w przelocie jedno zdanie psychologa Sokoluka (porada dla jakiejś czytelniczki jakiegoś pisma): „Przed syndromem pustego gniazda ratuje własne życie. Niech pani ma własne życie!” No cóż, ja z pewnością mam własne życie, więc dlaczego wyjazd chłopców powoduje taki niepokój?
Rano idę na „konferencję”. Jako pamiątkę z „konferencji” dostaję kamerkę internetową. Nie przyda mi się. Mam wbudowaną w laptop i jeszcze nigdy nie skorzystałam. W pracy zajmuję się pracą. Coś piszę, coś czytam. I znów piszę i znów czytam. Około 13.30 idę na obiad z Iwoną. To jedna z ładniejszych ludzi, jakich poznałam (jeśli napiszę, że jedna z ładniejszych kobiet, to sens się wypaczy, a mnie chodzi o Człowieczeństwo). Zjadamy paskudztwo za 11 złotych (ryba w sosie słodko-kwaśnym). Pytam ją: Jak myślisz, kim będziesz za 5 lat, jeśli dożyjemy? Ona: Na pewno będę lepsza, cały czas się staram!
Umówiłam się z nią na rower na niedzielę, może tym razem się uda. Po powrocie do biurka czeka mnie miły mail: Pani Justyno, naszyjnik gotowy! Wyjaśniam: w listopadzie ubiegłego roku, kiedy zmieniłam pracę, z lepszej na gorszą, za to lepiej płatną, dokonałam zamówienia kosztownego naszyjnika. Powiedziałam Artystce:
Niech mi pani zrobi klejnot do wiersza Leśmiana: „Miała w sadzie strój bogaty, wyszywany w różne kwiaty...”. Kiedyś to samo powiedziałam pewnej szyjącej patchworki artystce z Opola. Uszyła arcydzieło, więc metoda chyba dobra. Wiersz działa na wyobraźnię, a ponieważ jest mój ulubiony, to wyobraźnia pracuje w interesującym mnie kierunku. W mailu był też link do zdjęcia z naszyjnikiem. Oto on, gdyby ktoś był ciekaw:
Ponieważ jest tam także cena, i ponieważ czyta to Pan B. spieszę donieść, że spłaciłam go w ratach, przez siedem miesięcy. Kobieta musi mieć jedną rzecz, wykonaną specjalnie dla niej, według jej najskrytszego marzenia (Leśmian...). Choćby po to, żeby z wszystkimi szykanami kiedyś przekazać ją najstarszej wnuczce.
Potem wracałam do domu okrężnie, przez Arkadię. Dziecko najmłodsze idzie jutro na kinderbal z okazji urodzin dwóch kolegów: jeden chciał Pet Shop drugi Ben 10. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale w Smyku się dowiedziałam. Kupiłam jeszcze dwie niewypatroszone dorady (kiedyś trzeba wypatroszyć coś większego niż płoć z jeziora) oraz książkę ulubionego autora pana B., którą ten ostatni, w chwili gdy to piszę pochłania.
Oraz różowe sandałki dla Basi, która z letniego obuwia wyrosła. Wróciłam do domu. Pobiegłam na pocztę odebrać gazety, które mi przysłał brat – będę je oglądać w wannie przez najbliższe cztery dni, przy okazji Zachowując Kontakt z Językiem. Wróciłam z poczty. Wrócił też pan B. Zrobiłam obiad: jemu kurczaka, kalafior i ryż, sobie – tajską zupę z kurczaka (bardzo łatwa), ponieważ Miałam Takie Życzenie. Pan B. powiedział: wyjeżdżam na dwa tygodnie latem na politechnikę do K. Szkoda. Myślałam, że pojedziemy (jak nie będzie dzieci) na weekend do Ładnego Miasta.
„Kocham cię mamo”, powiedziała Baśka i posprzątała (całkowicie z własnej woli) jedną półkę na swoim regale. Jasna plama na mapie dnia. Zadzwonił starszy syn: „Mamo, jestem w kajaku z Piotrkiem”. Piotrek, to chłopak, którego mój spokojny, filozofujący syn strzelił w nos. Nieszczęsny dzieciak, swoją drogą. Powiedziałam: nie musisz być dla niego miły jeśli on jest dla ciebie niemiły. Nie łam siebie. Ale pamiętaj: to strasznie biedny człowiek. Przez to zdanie na niego patrz , jakoś wytrzymasz. Ty masz lepiej.
Teraz siedzę i piszę. Deszcz pada na moje dynie. Wszystko jest strasznie nieistotne. A jednak to właśnie jest moje życie, nie billboardy, nie słupki sprzedaży, nie statystyki, ani nawet nie podziemne próby Korei. Dlaczego więc to, co jest treścią mojego dnia (a to dla mnie ważny dzień, bo właśnie tego dnia ŻYŁAM, KOCHAŁAM, TĘSKNIŁAM, CHCIAŁAM, MOGŁAM i NIE MOGŁAM, PROSIŁAM BOGA, DZIĘKOWAŁAM, PŁAKAŁAM, ŚMIAŁAM SIĘ) nie zasługuje na ani jedno słowo pisane?
Co mnie to obchodzi, i tak napisałam.





Komentarze
Pokaż komentarze (41)