0 obserwujących
236 notek
68k odsłon
  1186   0

Recenzja „Mgły” – polemika

Od kilku dni trwa zażarta dyskusja o filmie Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej pt. „Mgła”. Z pozoru otwierający – według wielu – nowe wątki w rozmowie nad okolicznościami katastrofy, de facto powtarza stare argumenty i oskarżenia. Mit katastrofy rośnie, a społeczeństwo wydaje się być tym coraz bardziej zmęczone.

  Scenariusz i realizacja:
Maria Dłużewska, Joanna Lichocka
Zdjęcia: Ryszard Jaworski, Włodzimierz Resiak
Produkcja: Gazeta Polska
Data polskiej premiery: 2011

Ocena naszego recenzenta: 5/10
(jak oceniamy książki i filmy?)

Napisana przez Łukasza Grzesiczaka recenzja filmu „Mgła” wzbudziła niemałe kontrowersje, a dyskusja, jaka się pod nią toczy, pokazuje, jak karkołomnym zadaniem może być próba rzetelnej oceny tego typu produkcji – każde wypowiedziane słowo potraktowane będzie jako wyraźna deklaracja polityczna, niezależnie od autentycznych poglądów recenzenta.

Film „Mgła” obejrzałem z niemałym zainteresowaniem, choć od początku zastanawiałem się, cóż nowego można jeszcze powiedzieć o przyczynach i okolicznościach katastrofy smoleńskiej. Od kilku miesięcy obracamy się przecież wokół tego samego samego poziomu argumentacji i tych samych poglądów, a jakiekolwiek porozumienie w tej sprawie wydaje się zwyczajną mrzonką nadmiernych idealistów. Mimo to wyszedłem z założenia, że warto zobaczyć produkcję, którą firmują nazwiska tak znanych dziennikarek. Nie bez znaczenia było również to, że „Mgła” bardzo szybko stała się przedmiotem publicznego dyskursu.

„Mgła” to blisko godzinny zapis wypowiedzi najbliższych współpracowników prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w tym Andrzeja Dudy, Adama Kwiatkowskiego, Jakuba Opary, Jacka Sasina, Marcina Wierzchowskiego i Pawła Zołoteńkiego. Przeplatają je dość przypadkowo wybrane fragmenty zdjęć (czasami nie najlepszej jakości) z miejsca katastrofy, spod prezydenckiego Pałacu, z pogrzebu Lecha Kaczyńskiego itp. Pod kątem realizacji nie jest więc to dokument powalający, lecz raczej dość sztampowy i prosty. Jeśli więc nie forma, to może treść przekona widza?

Tu pojawia się jednak problem, gdyż niełatwo jest powiedzieć, o czym w zasadzie jest ten film. Reklamowany jest powszechnie jako pierwszy film o katastrofie smoleńskiej. Po jego obejrzeniu przypomniały mi się jednak czasy szkolne i zamaszyste wpisy pod pracami pisemnymi moich kolegów i koleżanek stwierdzające, że ich twórczość jest nie na temat. Trudno bowiem oceniać film „Mgła” jako dokument o katastrofie. Jest ona jedynie pretekstem, tłem, elementem spajającym wypowiedzi prawdziwych bohaterów. Dokument opowiada zaś raczej o związanych z kwietniową tragedią przeżyciach najbliższych współpracowników prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ich przyjaciół z kancelarii. Jedynie wprowadzający fragment, mówiący o okolicznościach udziału prezydenta w uroczystościach w Katyniu, wiąże się – dość luźno zresztą – z zagadnieniem samej katastrofy.

Generalnie „Mgła” jest jednak zbiorem opinii, interpretacji, przeżyć, doznań, żali i poglądów ludzi służbowo najbliżej związanych z Lechem Kaczyńskim. Ich wypowiedzi nie są prostowane, komentowane ani wpisane w jednolitą narrację, lecz same ją tworzą, często dość płynnie się uzupełniając. Ich przesłanie jest zaś proste i nie wychodzi poza wałkowaną od kilku miesięcy tezę, że odpowiedzialność (nawet jeśli nie bezpośrednią) za śmierć Lecha Kaczyńskiego ponosi polski rząd, który następnie robił wszystko, aby umniejszyć wielkość najznakomitszego Polaka w dziejach najnowszych. Zaczynając więc od rządowo-prezydenckich sporów o wyjazd do Katynia (włącznie z sugestią, że polski rząd wykonywał dyspozycje ambasadora rosyjskiego), poprzez wydarzenia na miejscu katastrofy i organizację pogrzebów, po późniejszą walkę o krzyż, dokument stanowi długą mową prokuratorską skierowaną przeciw obecnemu rządowi i obecnemu prezydentowi, oskarżanemu zresztą, że zbyt szybko uzurpował sobie władzę p.o. prezydenta.

Powstaje tu pytanie, jaki był zatem cel realizacji tego dokumentu, a od odpowiedzi zależy w dużej mierze jego ocena. Jeśli uznamy, że intencją autorek była próba odkrycia prawdy o okolicznościach katastrofy, film należałoby ocenić krytycznie. Nie dlatego, że podjęły się takiej próby, ale dlatego, że konstruując film w opisany sposób nie spełniły podstawowych wymogów stawianych obiektywnym dokumentom. Trudno mówić w o nietendencyjnym spojrzeniu, jeśli głos ma tylko jedna strona sporu, która od początku do końca kształtuje narrację. Nie ma rzetelności tam, gdzie mocne oskarżenia nie spotykają się z odpowiedzią oskarżanych, a wszelkie interpretacje pozbawione są komentarza. „Mgła” nie powinna aspirować do wyłączności na prawdę i nie może potwierdzać słuszności stawianych tam tez czy oskarżeń. Widz skazany został na wysłuchanie jednej grupy osób, które, choć mają prawo do własnej interpretacji wydarzeń, to nie mają prawa oczekiwać, że ich słowa zostaną bezwarunkowo uznane za prawdziwe. Tym bardziej, że nie są to (jak sugeruje Łukasz Grzesiczak) osoby z drugiego szeregu polskiej polityki, ale aktywni na jej polu gracze, nie widzę więc podstaw, aby sądzić, że są oni ponadprzeciętnie moralni czy bardziej wyczuleni na prawdę.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura